6,5 48 tys. ocen
6,5 10 1 47590
6,5 38 krytyków
Lincoln
powrót do forum filmu Lincoln

Steven Spielberg od dłuższego czasu przestał być wizjonerem kina. Począwszy od 1998 roku mistrz amerykańskiej kinematografii zakończył wytyczanie nowych standardów kinu rozrywkowemu i dramatycznemu (z małymi przerwami na A.I. Sztuczną Inteligencję i Monachium), a sam zaczął popadać w znane, proste i banalne schematy. Jego najnowszy Lincoln tylko pogłębia tą tendencję. Jednak nie należy zbytnio się tym faktem zamartwiać, gdyż Steven wciąż kręci filmy na wysokim poziomie, oszałamiające stylistyką i budową świata przedstawionego, a jednocześnie nakręcone w rytmie starej, dobrej reżyserii złotego wieku Hollywood. Spielberg zawsze był i dalej pozostaje kinowym rzemieślnikiem, dopieszczającym swe produkcje w każdym calu i poruszającym serca milionom ludzi na całym świecie (przede wszystkim amerykanom). Jego filmy w głównej mierze zawsze były dostosowane do wymagań przeciętnego odbiorcy, opiewające najważniejsze wartości i przyjemne dla oka. Rzadko zdarzało się Stevenowi wyruszać na głębokie wody i kręcić obrazy pełne filozoficznych aluzji i stanowiące analizę jako takiego człowieczeństwa. Takimi produkcjami były jedynie wspomniane już Monachium i A.I. Sztuczna Inteligencja (które jednak w efekcie końcowym pozostaje dalej dzieckiem Kubricka), ale także po części Szeregowiec Ryan, Lista Schindlera i Kolor purpury. Nie powinien więc dziwić fakt, iż Lincoln jest po prostu dobrze nakręconym filmem, pozbawionym wyczerpującej treści i grającym na schematach. Tak jak powiedziałem wcześniej, można ten fakt potraktować i jako wadę, i jako zaletę. Z jednej strony bowiem otrzymujemy kino perfekcyjnie realizowane, trafiające w gusta większości ludzi, jednakże i drażniące płytkością podejścia do tematu i lekką nieoryginalnością (za wyjątkiem ostatnich minut seansu). Lincoln nie zostanie niestety kamieniem milowym i wzorem dla pokoleń, plasuje się mniej więcej w połowie twórczości Stevena Spielberga, lecz nawet pomimo dwu i półgodzinnego czasu trwania ogląda się go z przyjemnością.

Jednak po gąszczu nagród, piekielnie dobrych recenzjach i pozytywnych wypowiedziach widzów marzyło mi się obejrzenie czegoś więcej, niż tylko ładnego przeciętnego filmu wybitnego reżysera. Stąd też może zawód, który spotkał mnie tuż po projekcji. Świetnie rozpisane sceny i olśniewająca reżyseria okazały się niewystarczające. Lincoln nie jest wykładnią głębszych myśli, nie prowadzi skrupulatnej i dokładnej analizy ludzkich zachowań, a sprowadza się w głównej mierze do rzeźbienia filmowego pomnika 16-go Prezydenta Stanów Zjednoczonych. Jedynie parę wątków związanych z tworzeniem i urzeczywistnianiem 13. poprawki do konstytucji może poruszyć szare komórki, jednak reszta to lekko pompatyczna i patosowata laurka, która na szczęście nie drażni zbyt mocno. Film Spielberga nakręcony jest rewelacyjnie, począwszy od scenografii, kostiumów, charakteryzacji i subtelnej, powolnej reżyserii, a na wyśmienitym aktorstwie kończąc. Pozornie wszystko powinno tu stanowić o końcowej wykładni sukcesu, lecz brak odpowiedniej solidności w scenariuszu zepsuł efekt końcowy. I nie chodzi tu wcale o rozkład scen czy dialogi, które, poza częstą sztucznością, są po prostu rewelacyjne. Lincoln jest klasą samą w sobie jeżeli chodzi o realizm epoki, jednakże gubi się w obszarze prawdy historycznej. Brak tu produkcyjnej rzetelności, która pozwoliłaby ująć kwestię niewolnictwa i trzynastej poprawki z wielu perspektyw i punktów widzenia. Otrzymujemy jedynie nieskazitelny portret Abrahama Lincolna, któremu bliżej do ponadczasowego symbolu, niż rzeczywistej postaci sprzed wieków. Dość przerysowany obraz tytułowego bohatera ratuje jak zwykle genialny Daniel Day-Lewis, który swoją charyzmą, ukradkowymi spojrzeniami i tonem głosu przywraca swej postaci życie.

Ukryte przesłanie filmu jest smutne i ważne, jednak w porównaniu z zeszłoroczną Chciwością J.C. Chandora, która momentami opowiadała o podobnych sprawach, Lincoln wydaje się tanią popłuczyną po rzeczach już dawno uświadomionych. Wiadomym jest fakt, że wielkie sprawy wymagają niekoniecznie chwalebnych działań. Warto przyswoić sobie ową myśl, lecz ostatecznie owe przemyślenia mogą równie dobrze pojawić się w głowie dwunastolatka. Lincoln nie kalkuluje, ile odważne decyzje muszą kosztować, nie wchodzi w dywagacje na temat istoty sprawiedliwości, a jedynie podrzuca nam dość słabo i wtórnie zarysowane tropy. Porównanie najnowszego filmu Spielberga do Chciwości okazuje się mocno krzywdzące dla małego arcydzieła, jakim jest obraz Chandora. Ostatecznie Lincoln jest jak łyk czystej wody – odświeża i uśmierza filmowe pragnienie, jednak koniec końców w swej istocie pozostaje pusty.

Od dobrych filmów najczęściej wymagam, aby pozostały w pamięci i aby można było „zawiesić na nich umysł”. Niestety najnowszy film Spielberga, obwoływany przez amerykańskich krytyków arcydziełem, nie posiada owych cech. Nie odczarowuje, a pogłębia rzucone na historię uroki. Lecz w głównej mierze może to i dobrze, gdyż finalnie Lincoln okazuje się niczym innym, jak opowieścią ku pokrzepieniu serc.

http://www.zissou.pl/lincoln.html

Filmweb A. Gortych Spółka komandytowa