Już wyjaśniam skąd tak wysoka ocena...
Nie mogę oceniać tego filmu w kategorii ~arcydzieło~, ponieważ jest mnóstwo horrorów,
które zasługują na tego typu miano. Czy jest to arcydzieło typu gore, ghost czy też zombie, to
inna sprawa. ~Livide~ to zupełnie coś innego.
Z racji mojego uwielbienia dla vintage house, całej otoczki kurzu, rdzy, starych książek,
zwyczajnie zakochałam się w klimacie filmu. Jest ciemno, brudno, dookoła cień drzew, a
wśród lasu bardzo stary dom.
Wrażenie wywarła na mnie również postać demonicznej staruszki Jessel, która leżąc w
niebywałej masce ( podchodziła lekko pod steampunk ), tworzyła aurę grozy dla całości
pokoju.
Kiedy doszło jednakże do wyjaśnienia tajemnicy kryjącej się za drzwiami tego domostwa,
byłam nieco rozczarowana, ponieważ nie spodziewałam się takiego obrotu dla sprawy. Byłam
przekonana zupełnie o czymś innym, a tu proszę - krwawe zaskoczenie. Niemniej jednak
całość została tak bajecznie i jasno ukazana, w tej całej płynności ruchu, że wątek z krwią w tle
kompletnie przestał mi przeszkadzać.
Nie wiem dokładnie w jakim aspekcie horroru mam rozpatrywać ~Livide~, ale na pewno
poleciłabym go ludziom, którzy spreparowane zwierzęta, balet, vintage i dramat rodzinny w
jednym. Do takiej grupy należę, stąd 8/10. Nie mogę powiedzieć, że oceniłam fabułę, bo za to
moja ocena byłaby niższa. Oceniłam klimat, obrazy, otoczenie, to w jaki sposób zostali
przedstawieni bohaterowie.
Cóż...dla mnie to nie horror, ale rzecz, która cieszy oczy w kategoriach, które ubóstwiam.
W celu?? DSM - IV?? W takich kryteriach wyglądała moja wypowiedż, ale wiadomo, mogę się mylić. Jeżeli chodzi właśnie o to schorzenie, to tego niestety nie leczy się na oddziałach zamkniętych. Kliniczne leczenie zdaje się na nic. Farmakologiczne może, ale to kwestia dyskusyjna.
A ja tam nie twierdzę, że trzeba zaraz iść się leczyć. filmy powinno się oceniać nie tylko za fabułę, ale także jego inne czynniki. Też lubię klimatyczność, ale jestem przeciwna ocenianiu filmu na podstawie wyłącznie: "Zakochałam się w krajobrazie". Bo to tak, jakbym dała wysoką ocenę filmowi za to, bo akcja rozgrywa się w Paryżu, a ja tak bardzo kocham Paryż. Oczywiście każdy ma swoje zdanie, jednak nad oceną czasami warto się dłużej zastanowić...
Dla mnie osobiście film był średni. Miałam nadzieje, że będzie bardziej trzymał w napięciu. Początek zaczynał się nietypowo... Wystarczyło, aby utrzymać tajemniczość i wszystko poszłoby w dobrym kierunku, a nie znowu: chce okraść staruszkę. To już jest trochę nudne. Tym bardziej moje pozytywne nastawianie wywiodło się z tego: ŻE FILM NIE JEST PRODUKCJI HOLLYWOODZKIEJ. Której tricki "chce zarobić" stają się stopniowo nudne.
Dla mnie film zasługuje na ocene 4-5/10. Bardziej bym nie szalała. jednym z tych powodów jest diametralne zmienienie klimatu, średnia gra aktorska, krwawa sieczka - która powinna mieć inny gatunek, coś w stylu: "POROBIĘ CIĘ" - no i nie ukrywam: napięcie i poziom grozy: minimalny. Zaskoczenie? Tradycyjnie małe. No i jakby nie patrzeć te niektóre momenty przypominają mi trochę zerżnięty klimat z Silent Hill. "Livide" dla mnie to wybuchowa mieszanka nieposegregowanych śmieci.
Moja ocena to 3/10 bo jest wiele lepszych z tego gatunku filmów. Zgodzę się tutaj z Kirusem:
"Filmy powinno się oceniać nie tylko za fabułę, ale także jego inne czynniki. Też lubię klimatyczność, ale jestem przeciwna ocenianiu filmu na podstawie wyłącznie: "Zakochałam się w krajobrazie". Bo to tak, jakbym dała wysoką ocenę filmowi za to, bo akcja rozgrywa się w Paryżu, a ja tak bardzo kocham Paryż. Oczywiście każdy ma swoje zdanie, jednak nad oceną czasami warto się dłużej zastanowić... "
A moja ocena tak niska z kilku powodów. Film przewidywalny i nietrzymający napięcia. Ledwo skończyłem oglądanie filmu bo końcówka nudna i trochę groteskowa jak dla mnie i za dużo krwi. Aktorzy też się nie popisali jak dla mnie.
Jedyne pozytywne wrażenie to dla mnie klimat domu staruszki. Nie polecam filmu...