„Ma” zaczyna się w sumie nawet nieźle. Dość szybko zostaje zapoznani z bardzo ekscentryczną bohaterką, tytułową mamuśką i jej postać intryguje. Bo, że grupa nastolatków ma swoje debilne pomysły, to akurat nie dziwi, szczególnie kiedy mówimy o jakimś horrorze dla masowego odbiorcy. Ale niestety dość szybko okazuje się, że Ma to nikt inny jak kolejna mścicielka za upokorzenia, których musiała doznawać w przeszłości. Ile już takich filmów było?
Dodatkowo to jak pokazane są nam te wspomnienia jest bardzo kiczowate – tak jednoznaczne, że już bardziej się nie da. Filmowi, mimo, że zdaje się myśleć inaczej, brakuje głębi. „Sieczka” w końcówce i ta groteska, która się dzieje podczas tej słodko-gorzkiej zemsty, po tylu latach obecności tego patentu w tym gatunku, przestaje już zaskakiwać. Szczególnie kiedy jest zrobiona w koniec końców mocno odtwórczy sposób. Poza tym, Ma nie ukazano nam w taki sposób, by było jej jakoś specjalnie nam szkoda. Trudno się z nią utożsamić, a wbrew pozorom jej postać jest mocno jednowymiarowa.
Jeśli chodzi o jakikolwiek strach, to trudno go tutaj odczuć, a i napięcie przez to jak poprowadzono historię bardzo szybko się rozmywa w dalszej części filmu.