Bardzo wielki zawód

Niestety jak przeczuwałam, zazwyczaj sequele nośnych musicali( Upiór w Operze) bardzo odstają od pierwowzoru. Drugiej części nie uratowały wyśmienite postaci z pierwszej części, bardzo brakowało Meryl i jakoś tak słabo z piosenkami. Pierwsza część była najeżona najlepszymi piosenkami Abby, tutaj samograjów mamy jak na lekarstwo. Przykre to.

46
  • A właśnie ta część była jakby bardziej przebojowa. Piosenki takie aż się nóżka sama ruszała i aż chcialo się tańczyć na sali kinowej. Szkoda, że Meryl tak mało, ale i tak świetnie pokazane

  • ja mam mieszane uczucia...
    Z jednej strony to co w Mamma mia lubimy - wakacyjny klimat, piękne plenery...
    Akurat piosenek bym się nie czepiała, były i hity jak Mamma mia czy Dancing queen i takie miej zgrane... Waterloo, Dancing queen - świetne :D Duuużo tych piosenek, więcej niż w jedynce. Fantastyczna Lily James :)
    Fajnie spędziłam czas w kinie, było kolorowo, była ABBA, ale jedynce nie dorasta do pięt...
    Fabuła momentami się nie klei, niektóre piosenki mam wrażenie powciskane na silę (jedynka się bardziej kleiła), błędy w scenariuszu...
    Tak mało Meryl :( Mogli opowiedzieć historię Młodej Donny bez uśmiercania postaci... Mamma mia bez Donny to nie to. Szalonych cioteczek też mało...
    Cher też tam niepotrzebna, nie wiem po co jest w filmie...

    • Zgadzam się w 100%. Jeszcze niestety bardzo przeszkadzały mi zmiany plenerów i scenografii względem 1 części

    • Pierwsza część nieporównywalnie lepsza. Strony wizualnej nie ma się co czepiać, póki nie pojawiła się Cher. Fabuła się nie kleiła, a w niektórych kwestiach wcale nie miała sensu. Do pewnego momentu przyjemnie się oglądało, potem już zbyt sztampowo. Wiadomo, miło zobaczyć znane twarze fajnych aktórów, ale bez Meryl to nie to samo.
      Myślę,że film nadaje się na nudny sobotni wieczór.

      • Meryl i meryl a COlin firth?w dawce homeopatycznej ratuje nudę

        • Colin to mój mistrz :D ogółem postaci męskie, szczególnie ich młode wersję zostały moim zdaniem fajniej przedstawione, jakoś większy nacisk nałożony na ich "cechy"
          Ogromnym minusem jest tak mała obecność Donny i kulejacy scenariusz, a także jakąś taką mniejsza ilość piosenek. Jakoś mi to nie grało.
          Ale Mamma Mia była pierwszym musicalem na którym byłam na żywo i zawsze będę miała sentyment. :)

          • Sentyment do jedynki na pewno pozostanie i też w głównej mierze dlatego tak ciężko jest pokochać równie mocno tą drugą część :) Ja się świetnie ubawiłam, bo brakowało mi tego wakacyjno-greckiego klimatu z Abbą w tle. Muszę jednak przyznać, że było to troszkę niespójne i naciągane (Cher, tak jak mówicie, okropna! Nie dość, że wyglądała młodziej niż Donna, to w ogóle była tam niepotrzebna i jej postać mnie irytowała :p) Brak Meryl na pewno dał się we znaki, chociaż dzięki temu film był delikatnie melancholijny i chwytający za serce. Chociaż brakowało mi trochę więcej szaleństw Tanyi i Rosie, to całość mnie totalnie poruszyła - wróciły przyjemne wspomnienia sprzed 10 (!) lat, były śmiech i łzy (przy ostatniej scenie z Donną całkiem się rozkleiłam), i o to chyba chodziło :)

            PS. Nie czepiam się, ale czy tylko ja miałam wrażenie, że nie odwzorowali tak fajnie wyspy i tego hotelu tak jak w porównaniu z jedynką? ;)

            • nie odwzorowali, bo kręcili w innym miejscu niż jedynkę i chyba sobie to odwzorowanie odpuścili ;)

              co do Cher - ja mam dwie uwagi
              1. wyglądała młodziej niż jej filmowa córka i jej przyjaciółki, niestety, to mi działało na nerwy
              2. jej wykonanie Fernando z Andym Garcią, którego uwielbiam, bardzo przypadło mi do gustu

              ja w ogóle uważam, że choć w obu filmach nie śpiewali (poza chyba Cher), profesjonalni wykonawcy (warto przypomnieć Złota Malina dla Brosnana) - to filmowe wersje piosenek z dość bogatą i ciekawą aranżacją w większości wyszły lepiej, jak ich oryginały śpiewane niegdyś przez ABBĘ

              lubię ABBĘ, inaczej nie poszłabym do kina ani dziesięć lat temu ani teraz, ale naprawdę - sklecenie fabuły (choćby najbardziej naiwnej) do tych piosenek - zmieniło w moich oczach ich wydźwięk...
              bardzo mi się ten obraz podoba,

              z całej obsady jestem bardziej skłonna uwierzyć emocjom przedstawionym przez Lilly James jako "młodszej wersji" Donny oraz Meryl Streep i jej starszym partnerom, niż ich młodszym wersjom,
              może dlatego, że fabuła w drugiej części była rwana, rozbita na dwa pokolenia i dodatkowo - nie kleiła się do oryginalnych wydarzeń przedstawionych dekadę wcześniej.
              poza tym -za Meryl, Piercem, Colinem i Stellanem stoją lata doświadczeń na scenie i bagaż życiowy, który mogli wykorzystać do swoich scen
              młodzi jeszcze muszą się uczyć

              ale i tak - jak na dziesięć lat przerwy -nie było źle. :)

              • Aaa no właśnie tak myślałam, że to nie to samo miejsce, całkowicie inaczej wyglądało. I trochę szkoda, tamto o wiele bardziej mi się podobało. Piosenki w ich wykonaniu też mnie totalnie kupiły, dużo częściej odpalam je niż oryginał. Zakochałam się w głosie Amandy Seyfried :)

                • oryginał kręcili w Grecji, a teraz w Chorwacji.
                  dość dużo mówili o tym, że zupełnie inna sceneria, choć udawali, że udało im się to odwzorować
                  niestety - nie wyszło :)
                  ja wolę jednak oryginał, był bardziej spójny.
                  ale - jak wspomniałam, Meryl wtedy, Lilly James teraz - bardzo OK, do tego teraz Cher z Andym i starsi panowie trzej - jak najbardziej na tak

                  młodzi aktorzy, jeszcze troszkę... jeszcze troszkę ;)

        • "Dawka homeopatyczna" cudowne sformułowanie i jakże trafne :) Jeden z moich ulubionych aktorów !

        • Mi się podobał, ale co racja to racja, Colin jest cudowny i powinno być go znacznie więcej, ale to samo tyczy się Stellana, Julie i Christine. Bardzo przykre, że Tanya i Rosie nie miały żadnej solówki (poza Angel eyes) tak jak w pierwszej części z Take a chance of me albo Does your mother know. Też chętnie bym usłyszała ich młode wersje nie tylko w chórkach Donny, która na marginesie była super. Kocham Lily za tę rolę.

  • Bardzo zly film. Fabula kompletnie sie nie klei, film jest tandetny, bez Meryl to porazka, nie wiem po co dodali Cher, naprawde nie wiem. Scena z Meryl, gdy spiewają w duecie pokazuje tylko małość calej reszty- Meryl ma najpiekniejszy glos i spiewa najlepiej. A po tej pieknej piosence wrzucenie kontrastowej, taniej, glupiej Cher (nie mam nic do Cher- ale tu jej obecnosc jest bezsensowna i zachowanie po prostu glupie) ujawnia bezguscie tworcow. Ja wiem, ze to lekki, wesoly, wakacyjny film, ale helikopter? Przegieciem bylo poznanie managera hotelu z Cher po 70(?) Latach.
    Mozna to bylo zrobic inaczej... np Donna wyjechala do Stanow opiekowac sie chorą matką a corka przejela hotel.

  • Całkowicie się zgadzam - film był taki sobie. Fabuła żadna, widoków mało, wykonanie piosenek takie sobie. Jedyne dobre wykonanie piosenki to Fernando w interpretacji Cher - co prawda choreografia przy tym utworze godna jej wieku :D
    Powiem tak - jak już nie ma nic ciekawego, albo ktoś zafunduje bilety - to można iść

  • To jest smutne kiedy musical muzycznie... jest po prostu słaby. Waterloo i Dancing queen, to dla mnie jedyne piosenki, które w tej części chociaż trochę się obroniły. :( Ale to strasznie... niewiele, prawda? Zapraszam do swojej pełnej recenzji -https://www.youtube.com/watch?v=TFRkv3F2a-I

  • Mam pytanie. Czy ze mną jest coś nie halo? Za pierwszą część wystawiłem 8, a za drugą nawet 1 byłaby w moim odczuciu za wysoka. Znajomi dają 5,7..Jedna znajoma dała 3, czyli zły. Jak na facebooku nie pozostawiłem suchej nitki na tym filmie to poczytałem, ile jest we mnie nienawiści. Inna napisała, że widocznie oglądałem na od... i wpis skasowałem. Pierwsza część była cudna- Maryl Streep skacze do morza z molo. A tu? Noooo, to wykonanie Waterloo było straszne. Śmiech Pierca Brosnana w tym filmie brzmiał jak kaszel prosiaka. Cóż- widocznie nie dorosłem intelektualnie do tego filmu i cofnąłem się w rozwoju. Bo La La Land przy tym filmie to arcydzieło. Dziękuję za uwagę i soreczka, jeśli kogoś obraziłem.

  • potwierdzam filmowy zawód; więcej nudy mniej komedii.

  • film dla kasy

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu:
Ostatnio odwiedzone
wyczyść historię