I jak tu pisać pozytywnie o komedii, powiedzmy ala czarnej
komedii, która jest tylko marną podróbą na wzór
świetnych grotesk i absurdów braci Coen. Dla mnie
osobiście jest cieniutka i słabiutka, a beznadziejna gra
aktorów, a także większość koszmarnych i nic nie
znaczących tekstów, prymitywizm, oraz poszarpanie scen,
sprawiło, iż co najwyżej mogę jej wystawić 2/10. Jedno
słowo jakie mi do ''Milion dolarów'' pasuje to , żenada.
Sam pomysł na komedię pomyłek z elementami
czarnego humoru ,rodem z dobrego zachodniego kina, był
całkiem niezłym posunięciem. I cóż z tego jak na pomyśle
się skończyło. Bo zarazem treść jak i forma jest mizernych
i niskich lotów.
Na początku jest chaos. Później jest istny debilizm. I tak
już ciągnie się przez cały ten film. Przebłysków jest tak
mało, że ciężko je dostrzec. Zaczynając od kiczowatego
zespołu z koszmarnym utworem o cudownie brzmiącym
refrenie ''Dens ma sens'', poprzez ''załatwienie'' zbira przez
ciężarną, sikanie w nogawkę, całą masę koszmarów,
wciągającą amfę babcię, miliony mniejszych i większych
bzdur, skończywszy na prochach w walizce, to wszystko
jest o kant du.py rozbić. Nie śmieszne, ale za to jak
mówiłem żenujące.
Gra aktorów jest bez mała dnem. Nikogo nie można
chyba wyróżnić na plus. Dziwię się Krafftównie ,że zagrała
na starość w takim filmie. Reszta do przemilczenia z tym,
że Gierszała I Kulig nie można wręcz znieść. Ich rozmowy
są prze prymitywne. W ogóle niektóre dialogi są
dosłownie o niczym, albo ułożone chyba na niesamowitej
fazie narkotyczno alkoholowej. Bo jak można obronić taki
tekst jak w tytule, albo rozmowę między Pawełkiem a Zuzą
Co robisz? - Zuza
Telewizję oglądam - Pawełek
A czemu akurat stąd? - Z.
Bo straszne rzeczy pokazują - P.
A co konkretnie? - Z.
No .... bełkot - P. itd, itd.
Takich tandetnych, głupich rozmówek jest wiele. To nie
jest ukazanie przywar w krzywym zwierciadle. To jest
maksymalnie przerysowane. Jedyne co się wyłania to
spory szowinizm. A Kulig wcale nie jest takim talentem jak
ją piszą. Owszem zalatuje do Figury, ale to jest zbyt
krzykliwe i wyolbrzymione, no chyba ,że chodzi o jej biust
bo ten akurat jest jedynym naturalnym elementem, który w
tej młodej aktorce znalazłem :)
A więc jak jest żałosny scenariusz to i jest do pary żałosne
odegrane .... żałosnych postaci.
Jedyne co twórcy w tym filmie wyśmiali, to swoje
podejście do kina i fachowość.
Tylko za pomysł i dziwacznego ochroniarza pochodzenia
czeskiego jest dwa , a nie jeden.
pozdrawiam