Jedna rzecz jest pewna - film nieporównywalnie gorszy w zestawieniu z "Aż poleje się krew". Jedyną cechą wspólną tych dwóch dzieł jest świetna gra aktorska, jednak i pod tym względem poprzedni film Andersona zwycięża. Nie dajmy się zwieść, oprócz tego "Mistrz" nie oferuje widzowi niczego nadzwyczajnego. Oczywiście jest sporo scen zapadających w pamięć (długie ujęcia, takie jak pierwsza sesja Freddiego czy scena w więzieniu), jednak całościowo film jest bardzo nierówny, niespójny, miejscami ma się wręcz wrażenie, że trochę kręcony na siłę. Niektóre wątki za mało rozwinięte, niektóre aż nadmiernie i niepotrzebnie. Film kończy się zostawiając więcej pytań niż odpowiedzi, tak jakby brakowało jeszcze z godziny materiału. I szczerze mówiąc wolałbym żeby był o tą godzinę dłuższy i jednocześnie składał się w sensowną całość. Pzdr