W momencie posuchy na „scenie” science fiction, naprawdę przyzwoita rzecz. A to, że w co drugim tekście na temat filmu Jonesa pojawiają się takie nazwy jak Solaris czy kubrickowa Odyseja, należy traktować bardziej jako komplement.
Sporo tutaj „niespodzianek”. Zarówno jeżeli chodzi o szybkie rozstrzygnięcie kwestii klonowania i nie bawienia się w męczące sytuacje incepcyjno-fightclubowe, jak i o przyjazne nastawienie dobrodusznego komputera z głosem Kevina Spacey'ego, stojącego w jawnej opozycji do swojego „kuzyna” znanego z Diabelskiego Nasienia. Film koncentrujący się na jednostce, na tęsknocie, na rozczarowaniu, na korporacyjnym kłamstwie. Udany, kameralny debiut syna Bowiego. Zabrakło trochę efektu klaustrofobii, ale oglądałem z "zadowoleniem".