O matko jedyna. Dawno nie oglądałem czegoś tak okrutnie złego. Właściwie to nie wiem od czego zacząć. Po pół godzinie błagałem, żeby się już skończyło. Oskar za najlepszy film i rolę drugoplanową? Przepraszam, to jakiś żart?! Oczekiwałem bogatej historii o poznawaniu swojej płci i przeciwnościach losu z tym związanych, o psychice i rozterkach młodego człowieka, który się z tym boryka a dostałem dwugodzinny pokaz flaków z olejem i pojedynków z gimnazjum. Dialogi tragedia, masło maślane. Narracja miałka i nudna aż mnie szlag trafiał. Kompletnie nie utożsamiałem się z bohaterem bo jak się utożsamiać z gościem, którego zasób słownictwa ma uboższy od Gołoty po skończonej walce. Scena gdzie jako dorosły gościu wyciera sobie nocną zmazę z bokserek o poranku żenująca. Właściwie to film można pokrótce opisać jednym zdaniem: "Historia o chłopaku, któremu ktoś zrobił dobrze i spotyka się ze swoim dobroczyńcą po 10 latach" Na zakończenie brakowało jeszcze tego podstarzałego obwiesia z dredami, po czterdziestce który wraca i się mści. A oskar za drugoplanową rolę? Rany...pół godziny gościa widać w filmie. Ni to ojciec ni to nie wiadomo kto tak na prawdę. Wiele ambitnych filmów widziałem i oczekiwałem tego po filmie oskarowym, ale to jakaś pomyłka. Zło, zło, zło...nie warte tych dwóch godzin.