Najzwyklejszy w świecie urzędnik państwowy jedzie na ryby gdzie nieopodal odbywają się zawody motocrossowe. Pewna dziewczyna prosi go o potrzymanie kasku po czym bohater przypadkowo osuwa się ze skarpy i trafia na tor. Obok niego ma miejsce wypadek, lekarze zabierają rannego, a do Jacka biegnie jakiś organizator i każe siadać z powrotem na motor. Jacek wygrywa zawody. Później kolejne, kolejne i kolejne...
Tak właśnie wygląda cały film z Fedorowiczem w roli głównej. Typowa, przyjemna w odbiorze, polska komedia przypadków i pomyłek z lat 70', z lekką satyrą i peerelowską autoreklamą (żeby nie powiedzieć "propagandą"), ale o beznadziejnym montażu. Dla mnie pasi.