i co ten film wnosi do zycia odbiorcy? nie dopatrzylem sie niczego.
teksty Was smiesza? polecam W.Allena czy chociażby K.Smitha.
a jak film niczego nie wnosi, czyli nie przynalezy do tzw kina ambitnego to powinien chociaz bawic czy dostarczac prosotej, nieskaplikowanej rozrywki jak james bond czy kiler.. ten film nie dostarcza. w mojej opinii pseudointelektualny nieudany twór.
wg ciebie, gdy chcę się pośmiać mam włączyć Smitha, gdy "pointelektualizować" - Bergmana, a gdy się zrelaksować niemieckiego pornusa. właśnie problem w tym, że dobre Kino często jest trudne do zaszufladkowania - i Leigh, a w szczególności "Naked", jest tego doskonałym przykładem.
parafrazując twoją konkluzję: w mojej opinii komentarz taki jak twój jest przykładem "pseudointelektualnego" tworu.... (bez urazy)
Film mi się bardzo podobał. Połączenie czarnego poczucia humoru, mrocznych momentów, scen przemocy, rozważań na temat człowiek, świata, boga, czasu, tego czym jest przeszłość/teraźniejszość/przyszłość... podanym aż do granic absurdu. Co wnosi film? Dla mnie powiew czegoś bardzo ciekawego, co ląduje w kręgu filmów które na pewno zapamiętam plus chętnie obejrzę inne filmy reżysera.