Obejrzałem film kilka lat temu i muszę przyznać, że do tej pory nie udało mi się ustalić, o co właściwie chodzi w tym filmie. Kim byli tytułowi Nomadzi? Reinkarnującymi się ludźmi? Demonami wcielającymi się w ludzi?
Jak dla mnie, to cały ten film opowiada historię choroby osób zarażonych jakąś bakterią, wirusem lub pasożytem atakującym mózg.
Zmarły antropolog, niewiadomo jak długo żył wśród koczowniczych plemion.
Jadł i pił to co one (była w filmie pewna wzmianka o tym). Jako że nie jest to naturalne środowisko życia dla takiej osoby, nie trudno też by złapała ona jakiegoś "syfa" (żonie na początku się poszczęściło).
Po przybyciu do Ameryki stadium uśpionej choroby "podbiło" i zaczął mieć omamy wzrokowo-słuchowe (powtarzająca się muzyczka rokowa, która swój początek miała już w samym domu, przy rozwieszaniu fotek, a potem przy każdym spotkaniu z majakami).
Pod koniec życia był też w stanie zarażać. I w taki sposób choroba przeniosła się na innych, w tym na żonę i panią doktor, u której postęp był przyspieszony ze względu na ranę jaką przez śmiercią zrobił zmarly.
Skąd takie same omamy u wszystkich zarażonych?
Siła sugestii, wycinki gazet... na jednym został widzowi pokazany "lider", może na innych była pokazana reszta. Sprawa mogła być głośna i znaleźć się w telewizji (stąd koleżanka doktorki mogła widzieć część tych samych osób jako omam). Poza tym omamy na koniec się zmieniają, gdy obie kobiety są w domu, to tych ludzkich majaków robi się więcej, a i na sam koniec z niewiadomych przyczyn zmarły ukazuje się w takim samym stroju. Jak nic, zakażenie mózgu i podświadome "kojarzenie" danego wyglądu z czymś złym.