(SPOILER)
Czy Was też rozczarowało zakończenie? Czy nie byłoby lepiej gdyby Gil spotkał Adriannę w czasach współczesnych (ostatnia scena), np idącą z psem o imieniu Salvador albo Hemingway? Myślę, że byłoby ciekawiej gdyby na siebie wówczas wpadli i gdyby padło: "Czy my się przypadkiem już gdzieś nie spotkaliśmy?"
O samym filmie - niezły, ale dechu mi nie zaparło.
Przez cały czas trawnia filmu nie mogłam się oswoić z osobą Owena Wilsona. Uważam, że nie do końca trafnym pomysłem było obsadzenia akurat jego.
Zgodzicie się, że o wiele lepiej pasowałby np. jego brat Luke?
Owen zapadł mi w pamięci jako gość wpraszający się na wesela i płaczący po stracie biszkoptowego labradora.
Rachel McAdams - bardzo przekonująca w roli zimnej zołzy.
Adrien Brody - genialny :) Epizodyczna rola, a jakże barwna.
Jak dla mnie 6/10
hmmm ja się z Tobą nie mogę zgodzić..
Po pierwsze moim zdaniem zakończenie było właśnie idealne - gdyby było jak Ty piszesz, to film byłby przesadzony i całe przesłanie ległoby w gruzach
a po drugie uważam że Owen był świetny - znakomicie pokazał naiwność głównego bohatera i chęć przeżycia przez niego czegoś więcej...
:)
pozdrawiam :)
Owen z założenia nie pasował, a okazał się idealny - wręcz genialny. Natomiast zakończenie ze spotkaniem Adriany byłoby na miarę komedyjki romansidła 3 klasy. I nie pasowałoby do przesłania filmu - przecież mamy patrzeć wokół siebie i szukać we własnym świecie tego, co jest dla nas najlepsze. Nieprawdaż?
Moim zdaniem, Twoje zakończenie byłoby lepsze. Trochę zdziwił i rozczarował mnie fakt, że pomimo wyraźnej chemii między Gil'em a Adrianą oboje odeszli w swoje strony, bez cienia żalu i smutku. Spodziewałam się, że Gil zostawi Inez dla swej muzy z lat 20, a okazało się, że nagle jego zainteresowanie przeniosło się na jakąś niedawno poznaną francuzkę ze sklepu z płytami. hmm, może czegoś nie zrozumiałam, może coś mi umknęło, ale ten film nie zaspokoił moich oczekiwań, chociaż może spodziewałam się zbyt wiele.
wydaje mi się że zakończenie jest dobre, Adriana bardziej niż kochała Gila nie kochała czasów i miejsca w którym żyła. on uświadomił sobie że ta nostalgia nie ma sensu, dla niej było jeszcze za wcześnie
Dokładnie, Gil i Adriana wybrali różne ścieżki i bez sensu byłoby, gdyby nagle znalazła się w 2010 roku. Owszem, była między nimi chemia i więź oparta na wzajemnym zrozumieniu jakiej Gil nie miał z Inez, ale to nie była jakaś głęboka pokonująca wszystko miłość. Midnight in Paris to nie komedia romantyczna i nie o to w tym chodziło. Poza tym ja interpretuję spacery Gila po Paryżu jako wycieczki po jego własnej duszy, a Adriana była właśnie częścią tego świata.
te wędrówki po własnej duszy, to to, co każdy z nas powninien przejść zastanawiając się nad własnym życiem. Ten film pokazuje, że możemy odnaleźć szczęście, które często jest blisko nas. I nie trzeba tęsknic do innych czasów, sytuacji, autorytetów. Róbmy swoje, bo to my tworzymy historię. Odrzućmy podawaną nam papkę i cieszmy się życiem takim, jak je sobie wyobrażamy. Na przekór schematom.
jak najbardziej zgadam sie z milkaway i pierre_doll. wydaje mi sie, ze inne interpretacje, czy propozycje zakonczenia moze nie sa bledne, ale nie do konca sluszne. bardzo dobrze, ze allen poszedl w innym kierunku, co pozostawilo nam-widzom wiele do myslenia. swietny film.
vanilla_sky85 nie oglądaj takich filmów bo Twój komentarz oznacza tyle samo co ( oglądałam i nic nie rozumiem yyyyyy) szkoda Twojego czasu. Wstaw wodę na herbatę, usiądź wygodnie w fotelu i poczekaj na lepsze czasy dla Twojego gatunku.
No tak - mów mi co mam ogladać, a co nie ;)
Lubię Allena. Doceniam jego bogatą wyobraźnię i wrażliwość której momentami brakuje w kinematografii.
Wątek założyłam z czystej ciekawości i po to, żeby poznać Wasze zdanie (do którego każdy ma prawo, czyż nie?).
Film zły nie jest, ale moim zdaniem stać go na więcej. Ot co.