Genialny film o wielkim człowieku, który został dotknięty przez Boga i to owe dotknięcie jest dla niego zarazem olbrzymim szczęściem, jak i wielkim cierpieniem ...
Film naprawdę warty obejrzenia!
Całkiem niedawno wpadła mi w ręce książeczka dotycząca Ojca Pio. To mi jednak nie wystarczyło. Codziennie szukam nowych informacji dotyczących tego świętego. Wiem jedno- zrobił tyle, że trudno to opisać, a zwłaszcza nakręcić o tym film. Trzy godziny to zdecydowanie za mało. Zostało pominiętych tu tak wiele cudów, które miały miejsce. Wszystkim, których zachwyciła włoska produkcja, polecam, by sięgnęli po chociaż jedną książkę opisującą Ojca Pio.
Popieram przedmówce poprostu coś pięknego. Zakupiłem go jako prezent dla babci i sam siedziałem i oglądałem.
Babcia też zadowolona!
zgadzam się, jeszcze żaden film religijny nie zrobił na mnie takiego wrażenia jak ten, ta piękna sceneria i muzyka, gęsia skórka :), nigdy mi się nie znudzi
Moim zdaniem film nie jest aż tak genialny, a postać Padre Pio trudno mi uznać za aż tak wielką. Gra aktorska niestety przedstawia jego osobę dosyć powierzchownie.
Nie przekonuje mnie jego historia – i chodzi o bardzo konkretną rzecz.
Wymusił na lekarzach, żeby operowali go w klasztorze, zamiast w normalnych warunkach medycznych. To już samo w sobie budzi wątpliwości – wygląda bardziej jak kontrolowanie sytuacji niż pokora czy zaufanie.
Dodatkowo mówił, że obawiał się, iż podczas narkozy lekarze zajrzą na jego rany.
I tu pojawia się kluczowy problem:
Jeśli te rany naprawdę były od Boga, to dlaczego miałoby mieć znaczenie, czy ktoś je zobaczy?
Dlaczego pojawia się potrzeba kontroli i ograniczania dostępu?
Osoba głęboko wierząca powinna raczej zaufać – nie zarządzać tym, kto i kiedy może coś zobaczyć.
To zachowanie wygląda bardziej jak:
– ustalanie warunków
– pilnowanie dostępu
– unikanie pełnej weryfikacji
A nie jak oddanie się w ręce Boga.
Do tego dochodzi szerszy problem. W religiach opartych na silnych dogmatach fakty często schodzą na dalszy plan, a ich miejsce zajmuje interpretacja dopasowana do założeń wiary. W takich warunkach łatwo o mechanizm, w którym:
– wątpliwości są pomijane
– sprzeczności tłumaczone „na siłę”
– a każda niejasność znajduje wygodne wyjaśnienie
Nie twierdzę, że był oszustem.
Ale trudno też bezkrytycznie uznać jego wyjątkowość, gdy pojawiają się takie znaki zapytania.
Bo jeśli coś jest prawdziwe – nie trzeba tego chronić przed sprawdzeniem.
A jeśli trzeba chronić – to rodzi bardzo poważne pytania.