(...) Scenariusz nacisk kładzie na utajonym homoerotyzmie, wynikającym z chrześcijańskiej ikonografii. Film cechuje kwiecista symbolika i absolutna nieprzewidywalność, kolejnym zdarzeniom towarzyszy niemal buñuelowski surrealizm. Na zagubionego badacza czyhają członkowie pogańskiego kultu, których szponiaste, zdeformowane cienie tańczą wokół rozpalonego nocą ogniska. Kto by pomyślał, że Bóg i Murnau zainspirują wspólnie tak kontestacyjny film.
Pełna recenzja: #hisnameisdeath