jakbym się zastanawiała jaki film chciałabym nakręcić, nakręciłam właśnie ten
wszystko mi się podoba, jestem uderzana przez porażająco piękny język, niebanalne zdjęcia i przytłaczająca atmosferę grozy. zdaje sobie sprawę, ze osoba, która nie widziała filmu, czytając powyższe zdania jest co najmniej zagubiona, przeciez trudno spełnić te wszystkie warunki.
a czy do filmu o przesyconym kiczem i kpiną tytule (palacz zwłok) da się wpleść filozoficzne treści, które nie potrzebują przedrostka „quasi” do opisu i nadmiar erotycznych obrazow, które tracą swój pierwotny wydźwięk? bingo! a to wszystko w otoczeniu boscha i pięknej muzyki….
właściwie bardzo boschowski był ten film. nie rozumiem dlaczego nasuwa mi się to też z kiczowatymi horrorami dla przeciętnych kucharek
błyski błyski błyski błyski
mimo wielu scen w domu, nie czuję domowego ciepła i atmosfery współczucia. otula mnie groza towarzysząca pomieszczeniu z trumnami, które, notabene, są przepiękne. ociekają z nich złote kwiaty, a drewno, z których są wykonane, lśni. chce się umierać
zauważam, ze granica między życiem a śmiercią rozpływa się w tym filmie. mamy wielkiego mistrza, przewodnika, mentora, który gada biblijnymi wiązankami i niekoniecznie wiemy kim jest, czy żyje, co się z nim dzieje, gdzie się znajduje, czy ma wszechwiedzę.
dodaje to mistycyzmu, film odczytuję jako misterium, coś namaszczonego magią, duchową konfrontacją z własnymi racjami, które są często negowane przez ostre słowa, które z łatwością opuszczają usta bohaterów.
główny bohater, podejmując dialog z samym sobą, jawi się przed moimi oczami jako swoiste zwierciadło własnych idei. nie wiemy czy to obłęd, może naprawdę jest prorokiem i przemawia przez niego utopijna przyszłość, dążąca do spełnienia.
podoba mi się tez, ze piec staje się portalem między światem ziemskim i duchowym oraz wprowadza dualizm między cialem i dusza w życiu bohaterów. spalanie ciała wydaje się takie nieromantyczne, natomiast tutaj wzrasta do znaczenia miejsca transcendencji
camus mówił, ze każdy kochający człowiek pragnął (mniej lub bardziej) śmierci najbliższych. może bohater zabijał bliskich w akcie miłości i chęci przeniesienia ich na „lepsza stronę”, czyli ich zbawienia i szczęścia
trudno mówić o filmie, którego każda cząstka jawi się jako głęboki (często pozaziemski, dotyczący pośmiertnych (nie)przeżyć) symbol, wywindowany do kategorii sacrum- ciężko przełożyć mi treść filmu na moje własne życie. traktuje go zatem jak teatr, spektakl niuansow tańczących dookoła
może nawet jako sztukę typu muzealna? może odpływam. dawno tak intensywnie nie uczestniczyłam w kontakcie z dziełem. nie pamietam kiedy ostatnio byłam wystawiona na tyle drobiazgów, głębokich słów, funeralnych scen i gazetkowej erotyki jednocześnie
uściski
————-
*obejrzalam więcej, ale to dwusetny film dodany tutaj! jestem dumna, ze to akurat on
ładnie napisane, pozazdroscic piora. generalnie sekwencja poczatkowa jest chyba jedna z moich ulubionych rozpoczajacych film
dziękuje za obsypanie paroma miłymi słówkami. przyjrzałam się mojej opinii i razi mnie naiwnością wypluwanych słów. dziękuje jednak za pochylenie się nad moją egzaltacją. jestem ciekawa jak znajduje Pan te wszystkie dziecięce wpisy. miłego dnia!