Pierwszy optymistyczny węgierski film.Nie aspiruje do miana nie wiadomo czego. Znajdziemy w nim i odniesienia do "Grace" i do "The blues brothers". Warto pójść żeby posłuchać innego węgierskiego no i muzyki. Naprawdę można się pośmiać. Bardzo polecam =)
Też się na świetnie wybawiłam, nogi aż mi się rwały do tańca, a w scenie kiedy sztywno stojące Niemki zaczynają z namaszczeniem śpiewać "kubańską" pieśń o "zbiorze kukurydzy" ze śmiechu aż się prawie zsunęłam z fotela :D Zdecydowanie polecam, zwłaszcza przy takiej mało radosnej pogodzie, jaka jest teraz.
Fajne, kolorowe, wesołe, ale szczerze mówiąc trochę się zawidołam. Spodziewałam się czegoś w stylu 'Goodbye Lenin" albo "Słonecznej alei".
Na plus znakomita, fantastyczna muzyka, kolorowy klimat lat 50., radość i śmiech. Scena z fortepianem - rżałam jak dzika, po prostu fantastyczne :D
Na minus spłycenie treści (sorry, ale i tak połowa ludzi na Zachodzie czerpie swoje wyobrażenia o komunie z piosenki "Natalie", więc utrzymywanie ich w podobnym przeświadczeniu to chyba niezbyt mądre) oraz za dużo świntuszenia (miejscami jest już niesmacznie, a nie śmiesznie). No a scena pod koniec, ze światłem, to już mnie rozpłaszczyła jak walec drogowy - to było po prostu obrzydliwe, zresztą żadna nawet najbardziej liberalna matka by się tak nie zachowała.
Myślę, że jak ktoś lubił np. "Lody na patyku", to będzie zachwycony.