Kino prawdziwie niekonwencjonalne, przez co dość trudne w odbiorze. Bergman ewidentnie bawi się z widzem. Już od pierwszych ujęć widzimy, że twórca podkreśla swój artystyczny profil. Prawie cały film sprowadza się do wymiany gestów i spojrzeń dwóch kobiet oraz ciągłego monologu jednej z nich. Bibi Andersson i Liv Ullmann świetnie poradziły sobie ze swoim zadaniem, przez co ich relacje aż kipią od emocji. Osobliwy nastrój podkreślają, sterylne, zdjęcia. W ogóle, to wręcz teatralnie minimalistyczny obraz. Czy to wada czy zaleta, każdy musi ocenić wedle własnego gustu. Mnie taka forma nie zachwyciła, ale nie sposób Bergmanowi odmówić kunsztu wykonania ,dbałości o szczegóły i kilka na zawsze zapisujących się w pamięci ujęć. Co do interpretacji, to chyba dobrze mieć zaplecze w postaci znajomości Junga. Moim zdaniem to film o totalnej dekonstrukcji tożsamości.