Dość miłe zaskoczenie. Chociaż do Martina Scorsese czy Howarda Hawksa dalego, ale produkcja ta to solidne, typowo męskie kino. Sporo przekleństw, brudnych gliniarzy, puszczalskich lasek i walki o kasę.Dobrze dobrani aktorzy. Rzetelna historia podparta rzemieślniczo dopracowanym scenariuszem.
Duzy plus za zakończenie.
6/10
Oni słynęli z najlepszych filmów gangsterskich. Skoro tego nie wiedziałeś to masz sporo do nadrobienia.
Wiedziałeś i znasz filmografie tych dwóch panów dość obszernie. Faktycznie, Scorsese, to mistrz kina stricte-gangsterskiego, ale Hawks? Ten Hawks? Howard Hawks? Skąd Ci się to wzięło? No, okey, nakręcił pierwszego Scarface'a i Big Sleep (który jak dla mnie nie jest typową gangsterką, a raczej czarnym kryminałem par excellence /Ło, Matko, ale trudne słowo... hehe/) jednak w życiu nie powiedziałbym, że ten znakomity twórca słynął z najlepszych filmów w tym gatunku. H.H. był bardzo uniwersalnym reżyserem, potrafił odnaleźć się wszędzie, więc nie szufladkowałbym go tak za bardzo, bo to nie fair.
W tamtych czasach było kilku wybitnych gości, którzy lubili sobie politycznie o mafii. Raoul Walsh, William Keighley, Archie Mayo, John Cromwell, Mervyn LeRoy? Widziałeś ich filmy? "Skoro tego nie widziałeś to masz sporo do nadrobienia..." :)
Pozdrawiam...