W trakcie zeszłorocznej premiery w Cannes publiczność przez 8 minut klaskała na stojąco... ja przez 90 minut miałem ciary żenady ;)
Dawno nie widziałem takiej dawki kiczu, pozerstwa i słabizny. Realizatorska mizeria... Pillion to tematycznie coś o tych, którzy lubią dostać klapsa, a także tych, którzy lubią wsadzić między rumiane pośladki, jednak tutaj wykonanie wzbudza śmiech politowania, bo zamiast prawdziwej dominacji dostajemy groźne spojrzenia (w roli mastera aktor znany z roli wampira w True Blood / Czystej Krwi), a zamiast ostrych akcji coś co przypomina ćwiczenia gimnastyczne, innym razem obleśną komedię. Być może heteroseksualni widzowie dopatrzą się w tej produkcji jakiejś dozy kontrowersji zobaczywszy gumowe penisy oraz panów w klimatycznych wdziankach, jednak umówmy się żadnego przełamania tabu tu nie ma.
Intelektualnie liczyłem na psychologię rozpracowania relacji BDSM od podszewki, w zamian dostajemy prostą gotową oraz niczym niepopartą odpowiedź reżysera na próbę połączenia szmacenia z miłością.
"zamiast prawdziwej dominacji dostajemy groźne spojrzenia (...) zamiast ostrych akcji coś co przypomina ćwiczenia gimnastyczne (...) umówmy się żadnego przełamania tabu tu nie ma".
na moje oko pomyliłeś ziomuś seanse, to że dany film porusza jakąś mniej spotykanś na co dzień w kinie tematykę, nie musi od razu z automatu oznaczać, że ma być "poważnie" i "mocno".
Film aspiruje, a twórcy nie ukrywają rzekomego autentyzmu, za co zbierają tani poklask. Tymczasem jeśli coś jest pozerskie i groteskowe nie może być realistycznym ukazaniem relacji BDSM, zamiast tego staje się prześmiewczą teatralną próbą aktorską. Dodatkowo, a właściwie przede wszystkim brak odpowiedzi na zasadnicze pytanie o pogodzenie uczuciowości z BDSM-owaniem.... pan master rozpłynął się w powietrzu i tyle go widzieli, za to slave pokazał, że ma od niego większe jaja. No przecież komedia jak w mordę strzelił :)
Reżyser i aktorzy oddali cały klimat psychopatologii postaci i niezdolności do budowania dojrzałych relacji opartych na wzajemności. Gdy się taki wyjątek pojawia między tą dwójką bliskość jest na tyle przerażająca, że Ray znika bez śladu. Colin po jakimś czasie znajduje kolejnego pana i władcę, jedyny postęp jest taki, że nie obetnie włosów i chce mieć jeden dzień wolnego w tygodniu. Ilu jeszcze toksyków będzie musiał przetrwać zanim odnajdzie siebie? Kto to wie, ale sposób dość ryzykowny sobie wybrał. BDSM w tym filmie to kontekst, ale nie główny temat, to nie film edukacyjny, a jeśli szukałeś "mocnych wrażeń" to poszukaj porno a nie ambitniejszego kina, którego nie rozumiesz.
Twórcy filmu w żadnym momencie nie stawiają tezy psychopatologii BDSM, to jest twój prywatny wymysł. Natomiast ja nigdzie nie pisałem o walorach edukacyjnych, lecz braku autentyzmu w tym konkretnym filmie, w przeciwieństwie do np. wielu dzieł nawiązujących do postaci Tom of Finland.
To nie jest film dla ciebie, bo traktujesz seksualność bohaterów jako poboczny, mało znaczący wątek wobec "głównego tematu" (czymkolwiek dla ciebie jest...) Poziom artystyczny Pillona znacząco odbiega od tego co można zobaczyć w gejowskich porno BDSM i tutaj pudło geniuszko, nie chodzi, żeby dla widza było podniecające, tylko żeby nie wyszła z tego komedia oderwana od prawdziwych realiów takich związków, co niestety zaistniało w tym przypadku.
Idąc za Twoją logiką nie powinieneś krytykować filmu za pozerskie ukazanie BDSM i brak uczuciowości w BDSM - twórcy postulują przecież brak ocen i akceptację. Pan master rozpłynął się w powietrzu właśnie dlatego, że był głęboko zaburzonym osobowościowo człowiekiem niezdolnym do bliskości i to już kompletnie niezależnie od BDSM.
I jeszcze coś dodam, co Cie zastanawia. To dobrze zrobiony film, dobór aktorów wręcz bardzo dobry i wywiązali się ze swoich ról świetnie. To jak Alexander zagrał oddając postać minimalistycznie mimiką, spojrzeniem, drobnym gestem zasługuje na brawa. Dużym atutem jest te z to, że orientacja seksualna nie jest tu na pierwszym planie, środowisko jest akceptujące i nawet nie trzeba tego faktu wyjaśniać. To nie zmienia innego faktu, czyli tego, że ten film jest o dwójce głęboko osobowościowo zaburzonych ludzi. A skłonność do czerpania satysfakcji z zadawania bólu i z doświadczania bólu ma swoją kliniczną nazwę i nie jest normą, więc nie opowiadaj mi o tym, że mam się dostosować do postulatu twórców, bo oni tak chcą i że atakuję seksualność kogokolwiek. Część z was chce zakrzywiać rzeczywistość to wasz problem. Dla mnie przemoc jest przemocą a czułością, relacyjnością i romantyzmem. To, że się dwoje zgadza nie znaczy, że wszystko jest dobrze.
Wpadłaś jak śliwka w kompot, tak jak pisałem film nie jest dla ciebie przyszłaś tu po to, by siać fałszywą propagandę. Poniżej garść suchych faktów, a przede wszystkim obnażających demagogię i odkładmujących twój błędny osąd BDSM.
"BDSM samo w sobie nie jest uznawane za psychopatologię. Klasyfikacje takie jak DSM-5 i ICD-11 odróżniają konsensualne praktyki BDSM od zaburzeń parafilnych.
Definicja w DSM-5:
DSM-5 wprowadza rozróżnienie między parafilią (atypowym zainteresowaniem seksualnym) a zaburzeniem parafilnym, które wymaga cierpienia osobistego, upośledzenia funkcjonowania lub szkody dla innych. Konsensualne BDSM, np. bondage czy dominacja-submisja bez distressu, nie spełnia kryteriów diagnozy, jak masochizm seksualny czy sadyzm.
Stanowisko w Polsce:
Polskie źródła medyczne, np. Medicover, potwierdzają, że BDSM nie jest zaburzeniem psychicznym, o ile jest konsensualne i nie powoduje cierpienia czy dysfunkcji. Badania wskazują, że osoby praktykujące BDSM często mają dobre zdrowie psychiczne, porównywalne lub lepsze niż średnia populacyjna."
https://www.perplexity.ai/search/czy-bdsm-jest-psychopatologia-gtu5EquxQBCDZ9nFI x6clA
Człowieku przestań robić z siebie jeszcze większego klauna niż jesteś w rzeczywistości. Odpal porno to sobie ulżysz
To nie hejt. Po prostu przeczytałem twoje wypociny i odpowiedzi innej osoby i totalnie zgadzam się z tamtą osobą. Widać że jesteś odklejony i nic do ciebie nie dociera. Już tamta osoba odpuściła bo szkoda palcy dla takich jak ty. Jesteś człowiekiem do którego nic nie dojdzie. Za mało inteligentny, aby zrozumieć przekaz filmu.
Jak najbardziej hejt i troling, bo twoje posty są pozbawione jakichkolwiek argumentów merytorycznych i dosłownie nie wnoszą nic. "Tamta osoba" błędnie zakwalifkowała BDSM jako zaburzenie jak chcesz uważaj podobnie, natomiast ja to już obnażyłem jako dezinformacje nie mającą nic wspólnego z rzeczywistością. Szkoda ci palców, a jednak się produkujesz, zaprzeczasz sobie. Nie licz na to, że mi będzie szkoda obnażać twój spam.
Chcę zauważyć, że to Ty od początku masz najwięcej do powiedzenia o BDSM i film oceniłeś negatywne właśnie dlatego, że nie spełnił tutaj Twoich oczekiwań. Robisz mi wykład , cytujesz badania nie wiadomo skąd i po co? Rozmawiamy o filmie i bohaterach. BDSM to jedno, a zaburzenia osobowości to drugie, mogą współwystępować - ani z jednym, ani z drugim człowiek się jednak nie rodzi, orientacja seksualna już ma podłoże biologiczne i to istotna różnica. To, że dwóch bohaterów ma solidne problemy osobowościowe nie jest żadną tajemnicą dla mnie, nawet na tle grupy ich relacja wypada fatalnie i jest wybitnie przemocowa - spanie na podłodze, poniżanie, używanie człowieka jak przedmiotu. Colin jest traktowany gorzej niż pies. Ray jest narcystyczno-psychopatyczny a Colin wybitnie zależny i biedak nawet nie zbudował własnej tożsamości, choć jest metrykalnie dorosły, więc można z nim zrobić wszystko. Chcesz akceptować pokazaną tam przemoc to Twój problem. Ja nie uważam, że jak dwoje się zgadza to wszystko jest ok.
Film i uważam za dobry i dobrze zagrany. Pokazuje ważne kwestie takie jak chociażby konieczność posiadania osobistych granic, poszukiwania siebie i budowania tożsamości, zdrowej osobowości, bo to jest coś, co pozwala tworzyć dojrzałe relacje oparte na wzajemności, szacunku i trosce. Jak wyglądają takie relacje możesz zobaczyć np. w scenie jednego wolnego dnia, ale po nim narcyz ucieka ze strachu bez bliskością. Ich relacja zdrowa nie była, obaj nie mieli do tego zasobów, a ja nie będę akceptować i normalizować przemocy. Filmy bywają dobre, ale to nie oznacza, że treść jest przyjemna i pokazuje zjawiska, które należy akceptować i się nimi zachwycać. Dobrze jeśli daje do myślenia i rozwija. Można odnieść wrażenie, że Ty szukasz jedynie akceptacji dla BDSM i nic ponad to. Ja Ci powiem inaczej niż Ty mnie - ten film jest dla Ciebie, tylko wymaga refleksyjności, a nie zdominowania rzeczywistości i innych tak, żeby było jak chcesz. Nie będę dalej kontynuować dyskusji z Tobą, tu się pożegnam.
Wściekasz się, że ktoś uważa ten film za mizerię, natomiast ja nie mam problemu z zachwytami. Nie nawiedzam wątków pochwalczych i nie próbuję nawracać ich autorów na właściwy tok myślenia, bo każdy ma swoje gusta.
Natomiast ty się zasadniczo rozmijasz z prawdą raz, że w kontekście BDSM (żadne "nie wiadomo skąd", w linku są źródła naukowe, w tym seksualogiczne, psychopatologiczne, normy i klasyfikacje zaburzeń DSM/ICD, wbrew twoim mrzonkom BDSM się do tego nie zalicza. Także skłamałaś już na tym etapie. Obejrzałaś film z gotową tezą i w swoim wyobrażeniu znalazłaś w Pillonie potwierdzenie swoich mylnych mrzonek, tutaj na forum filmwebu okraszając to wspomaganiem się rzekomą nauką, co jak obnażyłem ze stanowiskiem nauki-medycyny nie ma nic wspólnego. Życzysz sobie, żeby uznać BDSM za zaburzenie, bo ktoś śpi na podłodze no niestety, ale to dziecinny argument, którego specjaliści nie podzielają.
Druga twoja ściema to wciskanie zaburzeń osobowościowych u bohaterow Pillona, tymczasem w filmie nic takiego nie ma miejsca, twórcy nie ukazują bohaterów jako zaburzonych, pokazywane są problemy i perypetie w relacji dwóch konkretnych panów i na tym jest oparta cała fabuła. Ponadto wbrew twoim mrzonkom oczekiwałem tylko jednego: odpowiedzi na łączenie BDSM z uczuciowością. Twórca poniekąd dał odpowiedź, lecz niczym nie uzasadnioną zostawiając widzowi otwartą furtkę do interpretacji.
Człowieku przypisujesz mi własne reakcje i zachowania. Ta konsensulaność, na którą się powołujesz nie ma miejsca w relacji tych dwojga mężczyzn - jak jej nie ma jest przemoc i tutaj właśnie tak jest. Co do oceny filmu, nie potrzebuję zgody producenta, Twojej tym bardziej, żeby widzieć i nazywać to, co przedstawili aktorzy. Chcesz zakrzywiać rzeczywistość to Twoja sprawa, ale to dużo mówi o Tobie, nie o mnie. To zafiksowanie na BDSM jest jest niebywałe, jakby film był tylko o tym a dyskusja toczyła się o Tobie. Wysiadam z tego pociągu.
Widzisz znów wymyśliłaś kolejną głupotkę, która żyje tylko w twojej głowie, bo na pewno nie wynika z filmu. Mowa o rzekomym braku konsensualności, no żesz przecież nie ma większego jej potwierdzenia niż ten uległy, który się aż lepi łaknąc kontaktu z masterem, który początkowo jest wobec niego wręcz obojętny i zdystansowany.
Taka dla ciebie lekcja, że się wreszcie dowiedziałaś, że BDSM wg. nauki nie jest patologią, natomiast to ci nadal nie przeszkadza w sianiu fałszywej propagandy. Ciebie ten film interesuje wyłącznie w kontekście potwierdzania własnych urojonych tez.