W erze filmów pełnych przemocy, efektów specjalnych i ciągłej akcji trudno o coś oryginalnego, a jednocześnie przykuwającego oko widza. Większość pomysłów zostało już wykorzystanych, lub powielanych, ale w podobnym kształcie. Jednak Spike Lee pokazał, że lubi bawić się filmem i zrobić coś z niczego. Bo ileż już razy byliśmy zasypywani filmami o tematyce napadów z rabusiami i jednocześnie dobrymi policjantami, którzy ostatecznie wychodzą obronną ręką, a sprawcy zostają zakneblowani i osadzeni, zasłużenie, w więzieniu. Kosztem tego ginie jednak paru obywatelów Ameryki, którzy zostaną ochrzeczni bohaterami, a ich śmierć okraszona łzawą muzyczką i pełną patosu sceną. W "Planie Doskonałym" to wszystko nie ma miejsca, mimo, że początek jest intrygujący, a wiadomo, że Clive Owen mógłby wcielić się w rolę psychopatycznego mordercy. Jednakże dość poważna tematyka została tu przedstawiona w bardzo lekki sposób. W filmie nie ma miejsca na sieczkę. Lee w krzywym zwierciadle pokazał system w jakim funkcjonuje amerykańska policja(i nie tylko), w której pełno jest korupcji(wątek z Foster), rasizmu, czy zwykłej nieudolności. Warto wspomnieć o rewelacyjnych kreacjach aktorskich, w szczególności D. Washingtona, który rewelacyjnie wcielił się w ociekającą sarkazmem i ironią postać funkcjonariusza. Clive Owen jako wyrachowany i pełen spokoju rabuś, oraz równie bezkompromisowa Foster, sprawiają, że film tylko zyskał na wartości. Do tego czarny humor i mamy świetną pozycję na sobotni(i nie tylko) wieczór.
8/10
Możliwe spojlery
Podbijam bo bardzo dobry i rzetelny komentarz do naprawdę ciekawego filmu. Film wciąga i chociaż część wydarzeń można z łatwością przewidzieć, to sam pomysł na rabunek rzeczywiście zaskakujący. Wiedziałem, że na początku dostajemy wskazówkę dotyczącą końcówki, a i tak nie domyśliłem się rozwiązania.
W film zaangażowano znane nazwiska, ale jednak chyba trochę na wyrost. Pierwsze skrzypce gra D. Washington, który po raz kolejny wypada rewelacyjnie w roli policjanta. Jako detektyw Frazier tryska energią i humorem i aż chce się go oglądać. Clive Owen też wypadł bardzo dobrze. Przez większą część filmu nosi maskę, ale to głosem "zbudował" swoją postać. Postacie J. Foster i W. Defoe to drugi plan i spokojnie można je było zastąpić innymi, mniej znanymi nazwiskami.
Ponadto dobre dialogi, trochę policyjnego humoru i ciekawe zdjęcia co daje w sumie 2 godziny dobrej rozrywki.
Ocena 9/10