Pod skórą

Under the Skin

2013 1 godz. 47 min.
5,5 15 870
ocen
5,5 10 15870
17 492
chce zobaczyć
7,2 17
ocen krytyków
{"rate":7.2352943,"count":17}
powrót do forum filmu Pod skórą
  • Jonathanowi Glazerowi należą się brawa z podejście do ekranizacji. Oryginał Michela Fabera skończyłem czytać dosłownie 3 dni temu. Zazwyczaj oglądanie wersji ekranowej tak szybko po książkowej wywołuje u mnie znudzenie spowodowane poczuciem przeżywania drugi raz tego samego. Inaczej jest w tym wypadku. Reżyser wykorzystuje pierwowzór tylko jako punkt wyjścia. Sam woli jednak zaprezentować własne refleksje z lektury. Co, więcej: fani powieści nie powinni narzekać, gdyż zobaczą tu alternatywną wersję wydarzeń z jej zakończenia.

    "Pod skórą" to intrygujący eksperyment filmowy. Zawiera zarówno perfekcyjne technicznie sceny, jak i amatorskie ujęcia kręcone bez wiedzy niektórych "aktorów". Całość gra ze sobą bez zarzutu. Co więcej, trzyma odpowiedni klimat.

    Jako osobie znającej oryginał, treść była dla mnie nieco jaśniejsza. Ale tylko w niewielkim stopniu, bo Glazer woli operować zagadkami, niż mówić cokolwiek wprost. Oczywiście całą historię przedstawia jednak płynnie: nie musimy wszystkiego rozumieć, by widzieć w filmie ciągłą historię o określonym torze. Nie wszyscy pewnie wciągną się w tak powolne tempo narracji. Ale to już ich wina, nie filmu.

    Najlepszą sekwencją "Pod skórą", będącą jednocześnie kluczem do interpretacji, jest scena z różą. Laura otrzymuje od nieznajomego mężczyzny kwiat, nie wiedząc że posiada on kolce. Jedynym efektem tego podarku jest więc skaleczenie dłoni. To jest właśnie sedno: kwiat jest poświęceniem finansowym ze strony samca, ale również jego bronią by uczynić samicę (przepraszam, przyjął mi się język oryginału) uległą, bardziej skorą do ustępstw. W wojnie płci, podarki są bronią, komplementy amunicją, pożądanie słabym punktem wroga... Tutaj płcie wzajemnie się wykorzystują, angażując jedynie czas i czasem pieniądze, by zdobyć zaufanie drugiej połówki. To nieco inny sposób rozumienia tej historii niż w książce, ale jak już wspomniałem to tylko zaleta.

    Nie ukrywam jednak, że spodziewałem się trochę więcej. To slow cinema, z przesłaniem, pomysłem na siebie, świetnym klimatem oraz rewelacyjną muzyką. Czego, więc brakuje? Sam do końca nie wiem, niemniej przy takich składnikach liczyłem, że film wbije mnie w fotel, a dostarczył jedynie dobrego seansu. Narzekać nie mam prawa. Polecać ten film, jak najbardziej.

  • garpik ocenił(a) ten film na: 8

    Lucky_luke W scenie z różą bohaterka ma na dłoniach nie swoją krew. a krew sprzedającego róże (on się skaleczył). Według mnie sporą wadą filmu jest nadmiar zbyt długich statycznych ujęć.

  • Lucky_luke Nie czytałem książki więc chcę spytać czy jest ona analizą relacji kobieta/mężczyzna w dosadny, nie przyjemny sposób i tak jak w filmie pod przykrywką kosmitów.

  • Dude_ Można tak powiedzieć. Przy czym nie tyle skupia się na relacjach damsko męskich, co na rozważaniach obcej na temat człowieczeństwa. I książka jest bardziej "fabularna", że tak się wyrażę.

  • Lucky_luke *obcej cywilizacji?

  • Dude_ Właściwie tylko jednej reprezentantki obcej cywilizacji.

  • Lucky_luke Aha źle to zrozumiałem czytając:)
    Intrygujący film jak i pewnie książka.

  • Eleonora ocenił(a) ten film na: 9

    Dude_ Ja jeszcze nie skończyłam książki, ale niewiele mi zostało i powiem Ci, że to są zupełnie inne historie w sumie o czym innym. Jedyne co je faktycznie łączy to to, że mamy obcą istotę w postaci dziewczyny, która porywa autostopowiczów celem ich zużycia nazwijmy to pokarmowego. To w jaki sposób ta istota jest obca, jaki ma stosunek do autostopowiczów, do świata, jak ich porywa i co potem z nimi robi itd. - wszystko jest inne w książce i w filmie. Tematem książki jest stosunek człowieka do zjadanych zwierząt z tymże w książce tymi zwierzętami są ludzie nazywani przez tę polującą i jej rasę wodselami, natomiast ludźmi nazywają oni samych siebie (co niestety już na starcie jest dosyć naciągane, ale rozumiem zamysł, bo szło o to, by czytelnik się zastanowił jak by to było gdyby ludzi traktować tak jak np. traktuje się świnie). Wodsele to dla nich zwierzęta. Jest trochę inteligentnych zestawień tego stosunku człowiek-zwierzę i człowiek-wodsel, ale no, nie do końca to się sprawdza (przynajmniej dla mnie). W filmie także mamy pewne powiedzmy spożywanie zebranych autostopowiczów, ale przebiega to w zupełnie inny sposób, który można różnie interpretować, w związku z czym film w konsekwencji traktuje o czym innym. Bohaterka książki sama jak najbardziej jest chętna jeść mięso takiego wodsela. Bohaterka filmu nawet nie jest w stanie jeść (nie ma do tego przystosowanego ciała, jest istotą zupełnie innego rodzaju i to mi się podoba - też to, że właśnie pracuje jak robotnica z tym dystansem do tego, co sama robi - z tym, że tego właściwie jakby nie rozumie i dopiero z czasem zaczyna rozumieć - podoba mi się ten jakby rozdział jej i jej zadania/przeznaczenia pracy). W filmie samo to wyrażenie - tytuł "pod skórą" ma inne znaczenie niż w książce. W książce chodzi o to, że "pod skórą wszyscy jesteśmy tacy sami" w związku z czym jak możemy jeść wodsele, które też przecież chcą żyć, cierpią itd. W filmie akurat pod skórą mamy tę różnicę, w zasadzie jest jakby na odwrót względem sensu z książki, bo z wierzchu - gdy patrzeć na samą skórę nie widać różnicy, a tkwi ona właśnie wewnątrz. W książce te rasy różnią się budową fizyczną - różnią się właśnie na zewnątrz, a pod skórą - przynajmniej według idealistów broniących praw wodseli (na zasadzie takiej jak w realu są obrońcy praw zwierząt) wszyscy jesteśmy tacy sami.

    Podsumowując, mi osobiście film bardzo się podoba, natomiast książka nieszczególnie. Być może przy końcu będzie jeszcze coś mocniej ciekawego, ale jak na razie to jest to taki jakby zakamuflowany manifest ideowego wegetarianina. Dziwnie zakamuflowany, bo przecież tak jakby tylko udajemy, że jest w ogóle zakamuflowany. Nie mam nic przeciwko wegetarianizmowi, a i nawet właściwie bardzo rzadko jem mięso, a od jakiegoś czasu w ogóle, ale nie lubię nawiedzonych wegetarian tak jak i innych ludzi, którzy w większości nie unikają mięsa ze względu na naturalny do niego wstręt, a ze względu na to, by czuć się lepszymi, pouczać innych itd. - po prostu snobować. Warto też zauważyć to, że w sumie największy problem tkwi w traktowaniu zwierząt hodowlanych, a nie samym fakcie jedzenia mięsa. To nawet jest w sumie dosyć zaznaczone w książce, jednak jak dla mnie w taki dość naiwny sposób, więc nie robi to na mnie za bardzo wrażenia, podczas gdy rzeczywistości - hodowli w realu nie jestem w stanie psychicznie udźwignąć, choć jednocześnie rozumiem potrzebę jedzenia mięsa (wbrew idealistycznej propagandzie nie jest łatwo i nie zawsze jest w ogóle możliwe, by wyeliminować z diety mięso i nie przypłacić tego zdrowiem).

    Na razie nie wyniosłam z tej książki jakichś przemyśleń, czegokolwiek odkrywczego. Gdyby nie fakt, że film odwołuje się do tej książki podając ją jako pewne źródło scenariusza znając jedno i drugie nie wiem czy przyszłoby mi do głowy, że są jakoś mocniej powiązane. Pomyślałabym raczej, że np. książka poddała sam pomysł na porywanie ludzi na pokarm przez istotę innej rasy i tyle albo że w ogóle to przypadkowa zbieżność. Nie zaś, że jest to jej ekranizacja.

    Jeśli masz możliwość, ochotę i czas, to oczywiście zapoznaj się z książką, bo każdy ma zawsze nieco inny odbiór i inne refleksje, więc zawsze warto. Ja całkiem lubię tak robić. Wcześniej czytałam np. "Dziennik panny służącej" i tamtą lekturą jestem usatysfakcjonowana, dała mi wiele ciekawych przemyśleń. A sięgnęłam po nią pod wpływem obejrzenia ostatniej ekranizacji tej powieści, która również bardzo mi się podoba. Ma słabe recenzje, ale u mnie wysoką notę i miejsce w kolekcji dvd, bo ślicznie została wydana :) i jeszcze tak ładnie pasując do wydania powieści. Muszę jeszcze obejrzeć poprzednie ekranizacje, bo ponoć są świetne, więc ciekawe jaką drogą poszły, bo ta jest bardzo wierna.

    A a propos relacji męsko-damskich i co ciekawe też ludzko-zwierzęcych, to fenomenalnie oddaje to, oczywiście według mnie, "Hańba". Zarówno książka jak i ekranizacja. Też są między nimi pewne różnice, ale dotyczą pewnych rozwiązań danych wątków czy dołożenia innego punktu widzenia, i innego rozłożenia na co położony jest główny nacisk, tak że w końcu w książce są pewne cenne aspekty, których nie ma w ekranizacji, a i w ekranizacji są takie, których nie ma w książce. Ciekawie więc się dopełniają, stanowiąc jedno rozszerzenie drugiego. Tam jeszcze udało się też poruszyć kwestie rasowe. I sam ten fakt, że to wszystko w istocie nakłada się na siebie, jest powiązane. I nie ma tam jakiegoś oceniania tego jako złe czy dobre, a jest po prostu zagłębienie się w ludzką naturę, porządek świata. Wszystko w bardzo naturalny sposób, bez cienia jakiejś naiwności czy infantylizmu lub np. patosu, bardzo prawdziwie i bardzo głęboko.

  • OmniModo ocenił(a) ten film na: 6

    Eleonora Długi komentarz, ładnie ujęte aspekty powieści i filmu. Dzięki za wysiłek

  • Dude_ Po tej książce można zostać wegetarianinem, ot co.

  • Eleonora ocenił(a) ten film na: 9

    wawu I tak, i nie, bo książka jednak odpycha naiwnością i nachalnością narzucania "jedynego właściwego postępowania" całkiem nieźle zrażając do wegetarianizmu nawet osobę taką jak ja, czyli nie lubiącą mięsa.

  • lemrak ocenił(a) ten film na: 9

    Lucky_luke Też odniosłam wrażenie, że scena z różą jest kluczowa i można to odnieść do sformułowania "Nie ma róży bez kolców". Jednak w scenie Laura ma na rękach nie swoją krew. Miałam wrażenie, że kiedy bierze różę do ręki, to jest bardzo zdziwiona obecnością krwi, tak jakby widziała ją pierwszy raz i odkrywała, że istoty, na które poluje, krwawią. Pokazuje to nieludzki charakter tej istoty, która sama nie krwawi, nie może jeść, nie ma emocji. Chociaż później, mam wrażenie, że próbuje zrozumieć ten obcy dla niej świat.

    Ogólnie dla mnie jest to między innymi film o uwodzeniu - ale szeroko rozumianym, o pięknie, dla którego ludzie są w stanie tak wiele poświęcić i zaryzykować. Piękno/róża/skóra jest czymś niezwykle pożądanym. Mężczyzna o zdeformowanej twarzy zostaje przez swoją niedoskonałość wykluczony - robi zakupy w nocy, nigdy nie miał dziewczyny. Dlatego propozycja Laury wydaje mu się życiową szansą.

    Wymiar, który znajduje się "pod skóra", to także sfera tajemnic, ciemności, która dominuje w filmie.