Jest taka książka "Gospodyni i Profesor", nic wybitnego, ale na przyzwoitym poziomie, o starym matematyku, który wszędzie widzi liczby i ich boskie znaczenie. Film wygląda na nieudolną zrzynkę pomysłu z tym, że o boskości nie ma mowy, bo "dzieło" jest australijskie, a nie japońskie. Aktorka grająca matematyczkę...