Film da się obejrzeć i nie zastanawiać się gdzie leży najbliższy mikser (co jest dla mnie małym szokiem i średnim plusem), chociaż twórcy mogliby swoją pracą wycisnąć z widowni trochę więcej śmiechu.
Wszędzie reklamy - to firma obuwnicza, to nie parówki a (...) i widać w tym filmie TVN. W przeciwieństwie do Karolaka, którego krótki czas ekranowy pozytywnie mnie zaskoczył!
Tytuł samej produkcji pojawia się w niej pod postacią książki jednego z bohaterów, więc można go uzasadnić (chociaż nie wiem czy jest najtrafniejszy...).
I uwaga! Pytanie-spoiler!
Czy kogoś jeszcze zastanawia dlaczego Maciej wziął z sobą z taksówki Stefana (czy jak mu tam było), ale nie wyciągnął walizki? Czy wszystkie były Beaty? Czy planował prać co wieczór to co miał na sobie? A może zostawił żonie kilka koszul żeby miała w co wtulać policzek płacząc za nim rzewnie? W co wątpię.