Klasyk z Full Moon

O ile w pierwszej godzinie jest tu trochę dłużyzn, o tyle jak już się film rozkręci, to zaczyna nieźle
trzymać w napięciu i serwować całkiem niezłe sceny. Zaskoczył mnie swoją brutalnością już
wcześnie - przy scenie odgryzania palucha. Potem krwawych smaczków jest więcej i są na
całkiem niezłym poziomie. Na plus jest również bardzo dobra charakteryzacja potwora. Fabuła
jest OK, a Jeffrey Combs w roli głównej wypadł bardzo dobrze. Poważnym mankamentem jest
niestety muzyka. Miejscami nie tylko nie pasuje do tego, co się akurat dzieje na ekranie, ale wręcz
psuje klimat. To chyba najgorsza ścieżka dźwiękowa Richarda Banda, jaką słyszałem, a do tej
pory bardzo lubiłem jego twórczość.

1

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu:
Ostatnio odwiedzone
wyczyść historię