Było coś wyjątkowego w kultowym już serialu "Power Rangers", że mimo tego wylewającego się ze wszystkich stron kiczu, tej bzdurnej fabuły i fatalnej realizacji, piątka kolorowych wojowników dorobiła się wiernej widowni, która tak jak i ja, codziennie zasiadała przed telewizorem wyczekując kolejnej potyczki Megazorda z potworem Rity. Kinowa wersja "Power Rangers" to prawdziwe nostalgiczny powrót do czasów dzieciństwa. Owszem, może i nie pozbawiony wad, ale zdecydowanie nie tak zły jak się tego spodziewałem. Trochę rozrywki, sporo kiczu, odrobina suchego humoru i szczypta sentymentu...
Cała recenzja: http://okiemfilmoholika.pl/filmy/power-rangers-2017-recenzja-filmu/