Opis filmu ze strony Ale kino:
"Rewolucja" to brutalny i pozbawiony sentymentów obraz amerykańskiej wojny o niepodległość. Nakręcony z ogromnym rozmachem i gwiazdorską obsadą kostiumowy dramat wojenny został po premierze zmiażdżony przez krytyków "Rewolucja" nie znalazła wówczas zrozumienia, ponieważ wyprzedziła swój czas; sprawiedliwość oddali jej dopiero współcześni widzowie, odkrywając w obrazie Hugh Hudsona niedocenione arcydzieło.
Wygląda na to, że film został niedoceniony w swoim czasie. Myślę, że dla Pacino warto rzucić na niego okiem i samemu ocenić.
eee, zaraz się zaczyna ale je go odpuszczam, podobno słaby, nie chce mi się oglądać dwie godziny. Może przy następnej okazji.
Film arcydziełem nie jest, ale fatalny też nie był. Patosu nie ma, Amerykanie nie zostali ukazani jako herosi walczący ze złymi Brytyjczykami, całość zdaje się brudna i odrzucająca, żołnierze to nie bohaterowie lecz tchórze uciekający z pola walki, na plus też kostiumy i scenografia. Drażniły mnie te mdłe monologi Pacino, on sam wybitnie też nie zagrał, przeciętna rola, sama fabuła też mało ciekawa. Obejrzeć można.
Jeśli ktoś patrzy na to pod kątem gadanych ról Pacino w 'Adwokacie diabła' i 'Jacku, jakiego nie znacie' (notabene bardzo dobrych) to oczywiście uzna ten film za 'niedogadany'. Jak dla mnie, to sytuacja była tutaj analogiczna do Di Caprio w 'Zjawie' i 'Rambo' (tak, i mówię do tych, którzy obejrzeli film, a nie dwa fotosy z giwerą) - sporo sygnalizowane jest nie dialogami, tylko działaniem bohatera. Z działań podejmowanych pod wpływem nadchodzących wiadomości i wydarzeń można wnioskować o poglądach Dobba. To nie jest typ faceta, który wygłaszałby tyrady. Odwala fizyczną robotę i pisze z trudnością. Teoretyczne przemowy brzmiałyby w jego ustach dziwnie.