Hekatomba Woli, niepojęte cierpienie, szwabscy barbarzyńcy z azjatyckimi, wściekłymi psami - nierozliczeni, wreszcie dekady niepamięci i dzisiaj dopiero budowanie nowej tożsamości warszawiaków, Polaków (zaczęło się to od Muzeum Powstania Warszawskiego którego inicjatorem był Lech Kaczyński). Widz nawet nie chce już krzyczeć, pozostaje milczenie. Mesjańska Warszawa...
Bez przesady z tymi "dekadami niepamięci", publikacje na ten temat pojawiały się wcześniej, choćby monografia "Ludność cywilna w Powstaniu Warszawskim" (z lat 70-tych), sporo też na ten temat można było przeczytać w książkach Bartoszewskiego czy Daviesa, ale pewnie ideologicznie Panu z nimi nie po drodze, więc nie zasłużyli sobie na wzmiankę...
Ciężko to ten film się ogląda bo jest tandetnie zrobiony. Po prostu przemontowano fragmenty różnych filmów dokumentalnych z epoki PRL plus niemieckich dokumentów, (w tym również turystycznych!) z powojennego życia Heinza Reinefartha.
Ten film to przegląd współczesnej tandety dokumentalnej: debilne, nic nie wnoszące animacje w stylu Monthy Pythona; cyfrowe efekty wizualne zniekształcające i zaszumiające historyczne, czarno-białe materiały dokumentalne, przykrywanie wypowiedzi świadków jakimiś dramatycznymi ni to efektami dźwiękowymi ni to muzyką elektroniczną z syntezatora. A, i jeszcze jest podkład muzyczny w postaci silnie przesterowanego rap-metalu.
Nieliczne materiały post-PRL-owskie w tym dokumencie to w dużej mierze jakieś psychologizujące wypowiedzi i komentarze, które niewiele wnoszą informacyjnie a tylko mają dodać dramatyzmu. N.p. ktoś zupełnie nieobeznany z regulaminami wojskowymi wypowiada swoje hipotezy dlaczego niemieccy podkomendni Reinefartha prosili dowództwo o wydanie rozkazów na piśmie.
Są jakieś problemy techniczne na łączach, także muszę pisać odpowiedź fragmentami.
O jakich "dekadach niepamięci" piszesz? Nawet współcześnie wykonane zdjęcia z tego filmu pokazują tablice pamiątkowe wykonane w czasach PRL gdzieś w latach 60-,70- czy może 80-tych.
Jakieś dziwacznie skadrowane ujęcia (chyba wykonane dronami) pokazują współczesną ulicę Płocką (za PRL częściowo przemianowaną na Patrice Lumumby). Mogli by się chociaż postarać na perspektywiczne zsynchronizowanie tych ujęć z XXI wieku z antenami komórkowymi z archiwalnymi zdjęciami kamienic przy Płockiej a zwłaszcza Szpitala Wolskiego.
W podsumowaniu: to jest kolejny skok na kasę z dotacji polegający na przemontowaniu starszych dokumentów. Ale muszę przyznać, że pomysł włączenia niemieckich dokumentów z powojennego życia Reinefarth-a jest nie tylko nowatorski ale i informacyjny. Gdyby tylko postarano się o jakiś rzeczowy komentarz historyczny a nie tylko o dramatyzowanie i martyrologię to film byłby o wiele ciekawszy.