Sekret afrykańskiego dziecka

Le Secret de l'enfant-fourmi

2011 1 godz. 48 min.
6,1 763
oceny
6,1 10 763
967
chce zobaczyć
{"type":"film","id":650933,"links":[{"id":"filmWhereToWatchTv","href":"/film/Le+Secret+de+l%27enfant-fourmi-2011-650933/tv","text":"W TV"}]}
powrót do forum filmu Sekret afrykańskiego dziecka
  • chickensoup ocenił(a) ten film na: 7

    Po co zmyślać jakieś inne światy równolegle, jakieś wampiry i szadou-hantery jak tyle światów równoległych istnieje mnóstwo. I są bardzo ciekawe.

  • chickensoup dobrze powiedziane :)

  • tattwa ocenił(a) ten film na: 3

    chickensoup szkoda tylko, że w tym wypadku - obrzydliwie przekłamane

  • chickensoup ocenił(a) ten film na: 7

    tattwa ciekawe!
    Podziel się tym, co wiesz :)

  • tattwa ocenił(a) ten film na: 3

    chickensoup To nie musi być kwestia konkretnej wiedzy - kultury tradycyjne pokazane są tutaj jako dzikie, barbarzyńskie i mordujące dzieci w opozycji do Wielce Cywilizowanej białej kobiety, która jest tak poprawna politycznie, że zdaje się w ogóle nie zauważać tego, że znajduje się w innym kręgu kulturowym. Nie przejawia najmniejszej chęci zrozumienia obcej kultury, ocenia ją nie jako złożony kompleks wierzeń i tradycji, ale przez pryzmat cywilizacji Zachodu, jako ciemnotę i zabobon.

    Nie twierdzę, że takie praktyki (morderstwa rytualne) nie mają miejsca i nie twierdze, że to jest ok - uważam po prostu, że reżyserce zabrakło tutaj umiejętności dojrzenia istoty problemu. Odpowiedzią na niego nie jest cywilizowane chrześcijaństwo i biali ludzie. Brakuje tutaj perspektywy etnologicznej, kulturo- i religioznawczej (osobiście jestem własnie po religioznawstwie, wiec jestem na to wyjątkowo wyczulona). Wchodzenie z butami w obcą kulturę i ocenianie jej pod kątem moralności typowej dla kultury zewnętrznej zawsze prowadzi do wypaczenia obrazu. Głownie dlatego, że Zachód ani nie ma monopolu na prawdę ani nie powinien wypowiadać się na temat uniwersalnej etyki i moralności. A efekty "cywilizowania" świata najczęściej wcale nie są pozytywne.

    Poza tym położyła mnie na kolana scena w szkole - czy te dzieci po raz pierwszy widziały dorosłego Murzyna (nauczyciel), że od razu założyły, że to musi być ojciec Lancelota? Serio? We współczesnej Francji? Przykro mi, ale dla mnie ten film śmierdzi na kilometr propagandą i w kontekście współczesnej Francji wygląda na próbę dyskredytowania obcego żywiołu (rasy czarnej), ustawienia go w pozycji "tych dzikich". Jestem bardzo wrogo nastawiona do białych, którzy "niosą oświaty kaganek" do "tych dzikich". Głównie dlatego, że wcale nie uważam kultury Zachodu za przesadnie cywilizowaną w kwestiach etycznych.

  • chickensoup ocenił(a) ten film na: 7

    tattwa dzięki za wyczerpującą odpowiedz,
    masz całkowitą rację - jako studentka kulturoznawstwa też widzę takie zabiegi - Biała Dama z Zachodu ratuje dzikuska przed jego światem. Jako dramat film był taki sobie, ale jakby się na te niuanse znieczulić i potraktować jako fantastykę - bardzo mi się podobało!

  • vicovaro25 ocenił(a) ten film na: 8

    chickensoup Jeżeli chodzi o fantastykę to polecam sięgnąć po "Ksenocyd" Orson'a Scotta'a Card'a. Tematyka tej rozprawy filozoficznej dosłownie pokrywa się z filmową - również dochodzi do rytualnego mordu z tym że ofiarą współplemieńców okazuje się być ich ambasador w świecie ludzi, przez ludzi wielce szanowany i kochany.
    Zostaje zabity po to by uhonorować jego zasługi jako ambasadora u obcej cywilizacji. Oczywiście politycy na Ziemi nie potrafią tego zrozumieć szykują się do zniszczenia tej barbarzyńskiej cywilizacji. Tylko garstka naukowców próbuje ich przekonać by zmienili zdanie argumentując to zupełnie jak [b]tattwa[/b]

  • tattwa ocenił(a) ten film na: 3

    chickensoup chickensoup - jako film sam w sobie oglądało się przyjemnie - nieźle zagrany, fajne plenery, interesujący temat - tylko ten podtekst tak mnie irytował, że zepsuł mi całą przyjemność, jeśli mam być szczera ;-/

    vicovaro25 - dzięki, sprawdzę :)

  • vicovaro25 ocenił(a) ten film na: 8

    tattwa To wszystko jest w tym filmie, tak jak to opisałaś, ale gdy przeczytałem "ale dla mnie ten film śmierdzi na kilometr propagandą(...)" to zgodzić się nie mogę.

    Tak się dziwnie składa, że Christine François nie jest studentką tylko absolwentką i może się pochwalić tytułem magistra filozofii a omawiane dzieło jest jej kolejnym z wielu co możesz sprawdzić tutaj: http://fr.wikipedia.org/wiki/Christine_Fran%C3%A7ois
    I tak się składa, że wszystkie jej filmy poruszają temat nietolerancji w każdej jej postaci (polecam zobaczyć "Mam dwie mamusie").

    Idąc dalej tym tropem przyjęta przez ciebie teza jest chybiona o 180 stopni. Owszem film wygląda tak jak by był afirmacją wyższości "cywilizacji" białego człowieka nad każdą inną, ale nie po to by propagować pokazane w obrazie zachodnie wzorce zachowań czy normy społeczne. One pozornie tylko sprawiają dobre wrażenie, a naprawdę w obrazie tym niepokoją albo wręcz przerażają i dzięki temu film doskonale wpisuje się w tematykę filmografii reżyserki i scenarzystki.

    A tak naprawdę Christine François nie chodziło o cywilizację zachodu ogólnie, tylko o Francję - szczególnie i autorytatywne postępowanie jej rządu wobec mniejszości muzułmańskich absolutnie ignorujące różnice kulturalne i normy społeczne tej grupy a inspiracją był słynny "tydzień zamieszek" które wybuchły w 2005 r.

  • tattwa ocenił(a) ten film na: 3

    vicovaro25 Wiem, że to nie jest jej jedyny film. A co do wykształcenia - wiesz, Barbara Białowąs jest absolwentką kulturoznawstwa, a jaki film zrobiła - niektórzy nieszczęśnicy widzieli. Nigdzie nie twierdziłam, że Christine François jest studentką. A studia filozoficzne nie dają wiedzy z zakresu etnologii, nawet jeśli uznamy, że to daje jakieś podstawy, żeby być autorytetem w jakiejś dziedzinie. Idąc tym tropem, miałabym prawo zrobić teraz film o dowolnej religii na świecie i dostałabym automatycznie monopol na prawdę. Do poznania kultury (a jest to konieczne jeśli się chce zrobić o niej film), wypadałoby ją poznać od podszewki. Nie z książek.

    I tak - to jest moja interpretacja, nie twierdzę, że jedyna słuszna i obowiązkowa. Takie miałam wrażenie po seansie - jakby pod tym filmem czaiło się jakieś drugie, paskudne dno. Scena z nauczycielem, o której pisałam wcześniej, jest tutaj dość znacząca: dyrektor informuje Cecile, że dzieci krzyczały do Lancelota, że nauczyciel jest jego ojcem, bohaterka jest zdziwiona DLACZEGO TAK. Ewidentnie nie rozumie. Nauczyciel kwituje "droga pani, to chyba oczywiste, dlaczego..." (parafrazuję). Cecile jest tak poprawna politycznie, że nawet nie zauważa tego, że nauczyciel ma inny kolor skóry? To taka prymitywnie pojmowana tolerancja oparta na pełnym hipokryzji "wszyscy ludzie są tacy sami". Tymczasem to nie na tym polega - różnice są i nie ma co udawać, że się ich nie widzi, po prostu nie powinny wpływać na to, jak ktoś jest traktowany. Tak to odbieram - kobieta przyjeżdża do Afryki i traktuje ludzi tak, jak Europejczyków, oczekując od nich posługiwania się podobną do swojej logiką i racjonalnością. Typowa postawa człowieka Zachodu, który nie jest w stanie uwierzyć, jak ludzie mogą wierzyć w magię i dokonuje skrótu myślowego, utożsamiając to z nieucywilizowaniem. Nie ust Cecile nie padają tu słowa (z tego co pamiętam) "dzikusy" czy "barbarzyńcy", ale dobrze widać, że to własnie ma na myśli. Tylko jest - znowu - zbyt poprawna politycznie, żeby to powiedzieć. To, o czym piszesz, widzę dokładnie na odwrót - jakby reżyserka być może chciała osiągnąć efekt, który opisujesz, ale jej bohaterka jest tak świętoszkowata i "tolerancyjna", że aż kipi tu od fałszu. Bo co z tego, że jest tolerancyjna, skoro jednocześnie jest niewyobrażalnie głupia, a całość kończy się tym, że nie wyciąga ona żadnych wniosków i dostaje swój happy end?

    Poza tym kwestia samych Murzynów we Francji - z zachowania chłopca wynikało, że nauczyciel był pierwszym czarnoskórym, którego widział. To jest w ogóle możliwe? We współczesnej Francji?

    Żeby dodać temu sensu, tutaj na celowniku powinna znaleźć się Cecila, wyobrażająca zaślepienie białego człowieka i niezdolność (czy nawet niechęć) do zrozumienia odmiennego paradygmatu myślowego. Ale tego podwójnego znaczenia moim zdaniem w filmie nie ma - bohaterka pozostaje heroiczną matką (chociaż ewidentnie psychicznie niestabilną) i ratuje (dosłownie) dziecko z rąk barbarzyńców. Pytanie, czy kiedy decydowała się na adopcję, naprawdę nie dało jej do myślenia to, że ludzie spluwali, kiedy im go pokazywała? Naprawdę nie dostrzegała aż tak dyskretnych znaków? Chciała oddać dziecko matce, która zostawiała je, wyraźnie spanikowana - naprawdę chciała znaleźć ją i oddać niemowlę? Myślała, że co - porozmawia z nią, wytłumaczy, że (z perspektywy Zachodu) "tak nie wolno" i wszystko się wyjaśni? Po co targać dzieciaka do obcego kraju i konfrontować go z czymś, czego się samemu nie rozumie? W jaki sposób Cecile chciała pomóc Lancelotowi w zrozumieniu czegokolwiek? Pokazując mu, jak małpy, innych czarnych ludzi?

    Cecile jest dla mnie typem bohaterki, która właduje się w zabłoconych butach do japońskiego domu i zacznie głośno odmawiać "Ojcze nasz" w meczecie. Nie kupuję tego. A mam do tego wrażenie, że większość osób po seansie będzie miało jedynie zakodowane w głowie to, że w Beninie mieszkają barbarzyńcy mordujący dzieci i będą z oburzeniem mówić o tych amoralnych praktykach. Nie sądzę, żeby Christine François chciała celowo uderzyć w rasę i dyskredytować mniejszość etniczną we Francji, ale moim zdaniem tak właśnie to wyszło.

    Przy czym, podkreślam, to są moje osobiste wrażenia. Oglądając film w kinie, byłam do niego bardzo pozytywnie nastawiona, mimo to, z minuty na minutę rosła we mnie irytacja. Wyszłam naprawdę zniesmaczona.

  • tattwa Zgadzam się w 100%!!! Niby fabuła całkiem całkiem,aktorstwo niezłe,ale tak się mi to jakoś nie kleiło... Osoba głównej bohaterki irytująca do bólu.

  • vicovaro25 ocenił(a) ten film na: 8

    tattwa Jak w takim razie wyjaśnisz to, że w filmie opartym na faktach w napisach końcowych znalazły się podziękowania za pomoc w adopcji wszystkich "niechcianych" dzieci z Beninu? Jak to ma się do twoich teorii?

  • tattwa ocenił(a) ten film na: 3

    vicovaro25 Jak dla mnie, to niczego nie zmienia - nie neguję tego, że pani reżyser leży na sercu los dzieci. Uważam tylko, że rażąco spłyca kulturę, którą opisuje i co do tego nie zmienię zdania. Wciąż widzę tu wybielanie kultury Zachodu, która ratuje te dzieci z rąk ciemnych barbarzyńców - właściwie to w kontekście tych podziękowań nawet bardziej.
    Natomiast kwestia czarnych we Francji to już kwestia mojej interpretacji - po prostu takie miałam wrażenie po seansie. Francja w oczach autorki wydaje mi się nienaturalnie biała i przez to przekłamana, a jej bohaterka - przesadnie poprawna politycznie i, no cóż, głupia. Przy czym, jak pisałam, nie widzę tu zarzutu pod adresem Zachodu, który próbuje narzucić całemu światu swój punkt widzenia. Problem leży nie w samej rasie (bo zakładam, że autorka nie ma uprzedzeń rasowych), ale w odmienności kultury. Mam wrażenie, że dla Christine François Murzyn jest w porządku, pod warunkiem, że ten Murzyn jest "cywilizowany", tzn. jest Europejczykiem. Ludy biegające natomiast w spódnicach z trawy należy jak najszybciej ucywilizować, bo dzieją się wśród nich straszne rzeczy. W kontekście Francji problem rozsadzania rodzimej kultury od wewnątrz przez kultury obce jest natomiast jak najbardziej istotny i obecny w dyskusji społecznej. Reżyserka swoim filmem na pewno nie pomaga w jego załagodzeniu, wręcz przeciwnie - daje narzędzie do walki nacjonalistom i rasistom. Pozostaje pytanie, czy to naiwność granicząca z głupotą, czy świadomy krok. Moją winą jest to, że zakładam złe intencje ;]

    Zastanawiam się nad celem tego filmu. Jeśli było nim pokazanie problemu zabójstw rytualnych, należało sięgnąć do przyczyn zjawiska, a nie zwalać wszystko na ciemnotę i zabobon. Z punktu widzenia twardej nauki chrześcijaństwo też można uznać za zabobon, jak każdą religię. Nie jest sztuką bezrefleksyjnie pokazać palcem i powiedzieć, kto zawinił, sztuką jest dojść do sedna problemu. Być może po prostu za dużo oczekuję, bo spodziewałam się wnikliwości i refleksji, a dostałam sporo stereotypowo babskiej egzaltacji, histerii i niezrozumienia.

    Punktem wyjścia do mojej interpretacji jest to, jak płytki, powierzchowny i stronniczy jest obraz ludów Beninu w oczach Christine François. WIEM, że jest płytki, powierzchowny i prowadzi do wyciągnięcia zbyt pochopnych wniosków - to samo powie Ci moim zdaniem każdy antropolog, kulturoznawca czy religioznawca. Pytanie - dlaczego ten obraz jest właśnie taki? Z powodu nieudolności reżyserki? Braku wiedzy? Podświadomych uprzedzeń? Nie sądzę, żeby była to celowa propaganda i chęć szerzenia uprzedzeń, ale moim zdaniem, właśnie taki efekt mógłby mieć ten film. Gdyby, oczywiście, trafił do szerokiej widowni. Na szczęście, prawdopodobnie nie trafi.

    Nie będę upierać się przy złych intencjach autorki, jednak filmu i jego wymowy nie jest - jak dla mnie - w stanie obronić nic.

  • vicovaro25 ocenił(a) ten film na: 8

    tattwa A dostrzegasz w tym obrazie kontrast między dwoma obozami bohaterów? Między Cecilie zbyt twoim zdaniem poprawną politycznie wręcz głupią a pozostałymi francuzami reprezentującymi nastawienie "to nie twoja sprawa zostaw to, skup się na sobie i własnych potrzebach" - Dider, jej matka, jej drugi narzeczony? Jeżeli to jest propaganda kultury zachodu to czemu ma służyć drugi zestaw bohaterów? Czy może jest to niedopatrzenie, strzał w stopę?

    Czy bierzesz pod uwagę to że Cecilie bardzo przeżyła rozwód swoich rodziców, że wychowywała się bez ojca, którego bardzo jej brakowało i że to trudne dzieciństwo wpłynęło na jej decyzje dotyczące adopcji i sposób wychowania Lancelota?

  • tattwa Wydaje mi się ,że mordowanie i okaleczanie jest obiektywnie złe. To znaczy ,ze kazda kultura czy ideologia która to promujjest dla. To chyba jasne. Dlatego islam jest zly ,bo oblewanie kwasem ,albo palenie żywcem kobiet z byle powodu jest czymś obiektywnie zlym. Gwałty ,obcinanie głów też. Biali nie powinni sie zachwycać prymitywnymi kulturami tylko dlatego ,ze są. Krytyka i zwalczanie zła jest zawsze dobre.

  • tattwa ocenił(a) ten film na: 3

    chickensoup tutaj znajduje się moja recenzja filmu: http://www.film.gildia.pl/filmy/le-secret-de-l-enfant-fourmi...

    a i z tą Filmwebową się zgadzam w wielu punktach

  • kkutz ocenił(a) ten film na: 8

    tattwa " nie neguję tego, że pani reżyser leży na sercu los dzieci. Uważam tylko, że rażąco spłyca kulturę, którą opisuje i co do tego nie zmienię zdania. "
    Wiesz "absolwentko" kto nie zmienia zdania? "Rażąco spłyca kulturę" ??? To jest kultura czy system okrutnych praktyk religijnych? Pogłębię "kulturę". 1. Salif Keita - znany muzyk z Senegalu - urodził się jako albinos (murzyn) - cudem uniknął śmierci. 2. Lancelot to Benin (dawniej Dahomej). 3. "Albinosi są okrutnie prześladowani w Tanzanii. Biorą ich za duchy ..." - te kraje nawet ze sobą nie graniczą... 4. "rytualne obrzezywanie" dziewcząt w "rogu Afryki" i można by mnożyć. Kultura - tak, ale ludzkie życie trzeba ratować. Zabijanie to nie kultura. Ta kobieta z Francji, która była ciemna, jeśli chodzi o kulturoznawstwo czy religioznawstwo gdy trzeba było ratować ludzkie życie - zrobiła to. Ty jesteś po religioznawstwie? A do jakiej "gildii" należysz, że na takim luzie podchodzisz do sprawy mordowania tysięcy ludzi bo są zbyt biali, urodzili się w 8 miesiącu, a nie w 9-tym, czy pośladkowo? Albo mają wpisaną w dowodzie literę "H" - Hutu, gdy inni są Tutsi? Zabijanie jest złe i nie opowiadaj bzdur, że to jakaś kultura czy 'folklor'. Wstydź się swojej "uczoności" i "flegmatycznej" obojętności.

  • biggssen ocenił(a) ten film na: 7

    chickensoup Też mi się podobał