Film dość oryginalny, ciekawy, przyjemny i całkiem zabawny. W nadmorskim kurorcie spotykają się pan (domniemany kawaler, w tej roli Philippe Noiret) i tytułowa stara panna (jak zwykle urocza i wcale nie taka stara Annie Girardot) a także pastor z dziwaczną żoną, która nie je i ma stygmaty. Bohaterowie są charyzmatyczni, choć nie wiemy o nich zbyt wiele. O kurorcie wiemy tyle, że jest hotelik, jest plaża. Gości jest sporo, w jadalni brakuje miejsc. Właściciel hotelu jest łasy na pokojówki. Pokojówki są młode atrakcyjne i dziwne. Chyba są łase na głównego bohatera, który przecież ani młody, ani piękny nie jest. Żona pastora jest z kosmosu - naprawdę bardzo dziwna postać.
Stara panna, jak to stare panny przypuszczalnie zwykły robić, zanim się zestarzały, trzyma naszego kawalera na dystans. Gdyby nie to, że gra ją 41dno letnia Annie, mógłbym rzec "bierz go, za późno by wybrzydzać", ale wcale tak nie uważam. Tak czy siak aby zdecydowała się troszkę zbliżyć (i tak tylko torszkę) potrzebna jest nutka zazdrości, lub raczej plaskasz w rodzaju "jak ty go nie weźmiesz, to weźmie inna".
W filmie nie ma co prawda Louisa de Funès wymachującego łapami, ani specjalnie błyskotliwych gagów, ale i tak był całkiem zabawny. Humor specyficzny objawiający się pozornym dziwactwem sytuacji, które w sumie nie są wcale aż takie dziwaczne, na jakie wyglądają, dziwnymi bohaterami, ale też i średnio wybrednymi aluzjami.
Wszystko to lekko strawne i przyjemne. Dobrze się bawiłem.
Chłopowi zepsuł się samochód, jest więc zmuszony do tymczasowego pobytu w hotelu. Tu spędza czas, poznaje innych gości (w tym tytułową starszą pannę), wyjdzie na plażę...
Ten film jest właśnie jak pobyt w hotelu – rano śniadanko do łóżka (podane przez pokojówkę, która cię podrywa), na plaży niezobowiązujące rozmowy i próby podrywu, w jadalni to samo... Nic wielkiego, w mniejszych dawkach relaks, w większych męczy i nudzi, ale lepiej nie liczyć na nic więcej - pokojówka zostaje zwolniona, a reżyser ucina wątki.
6/10.