Syn prerii

Tumbleweeds
1925
6,9 24  oceny
6,9 10 1 24
Syn prerii
powrót do forum filmu Syn prerii

Western ten to dla mnie swoista rewelacja. Obiegowa opinia głosi, że kino o Dzikim Zachodzie powstałe przed "Dyliżansem" Forda (1939) jest już całkowicie zmurszałe. Tezę tę obala twórczość Williama S. Harta, a zwłaszcza "Tumbleweeds". Oczywiście należy mieć na uwadze, że film to równie stary jak "Gorączka złota" Chaplina, czy "Pancernik Potiomkin" Eisensteina i tylko w takim kontekście powinien być odbierany. Moim zdaniem niewiele ustępuje tym niekwestionowanym arcydziełom.
Z kilku powodów:
- konwencja - film ma cechy nostalgicznej ballady. Dość swobodnie ze sobą powiązane sekwencje obudowują główny wątek. Elementy komiczne sąsiadują ze scenami refleksyjnymi i czysto-poetyckimi. Najdziwniejsze, że ów poetyckość ma źródło w realizmie filmu. Zniszczone ciuchy bohaterów, zmęczone konie, pustka i jałowość prerii, a przede wszystkim wszechobecny, unoszący się wielkimi chmurami kurz, wspaniały jak w najlepszych sekwencjach Kurosawy...
- główna rola ? William S. Hart wygląda znakomicie ? kostyczny, solidny facet, już niemłody, ale przystojny, o niezwykle przenikliwym spojrzeniu. Po prostu magnetyczny. Kryje w sobie jakąś tajemnicę i jakiś smutek. Jest szlachetny i nieugięty, ale też można go zranić, a wtedy trudno liczyć na jego litość. Jak na aktora kina niemego, Hart gra niezwykle oszczędnie, ?do siebie?, z prawdziwą, głęboką koncentracją.
- widowisko ? film w większości kameralny zawiera kilka scen, które mogą zaprzeć dech. Przede wszystkim jest nią kilkuminutowa sekwencja kawalkady osadników po otwarciu terenów Oklahomy. "Szarża lekkiej brygady", "Dyliżans", "Kagemusha", "Ran" ? tylko ze scenami z tych filmów da się porównać tę wspaniałą. Nie przesadzam.
Jednym słowem ? gorąco polecam ten film, zwłaszcza wielbicielom starego kina oraz specom od westernów. Naprawdę warto zdmuchnąć z "Tumbleweeds" ten niesamowity kurz.