Pewnie teraz ruszą na mnie krytycy tego filmu, ale dałam 8/10. Odjęłam 2 punkty za pierwszą część, która nie była porywająca. Większość z osób oceniających ten film patrzy na mało pociągającego zewnętrznie Rishiego Kapoora. To prawda, że w porównaniu z młodziutką Divyą Bharati jest "wiekowy". Ale oglądając już wiele starych filmów z dojrzałymi aktorami w roli amantów, nauczyłam się pomijać ten szczegół. Nie zwracam na niego uwagi. Co do treści. Wielu zarzuca scenariuszowi nieciekawy wątek miłosny. No cóż? Moim zdaniem pokutuje tu zwyczaj patrzenia na kinematografię hinduską z punktu widzenia Europejczyka. Podziwianie i zachwyt nad artystą, nawet od nas starszym, nie jest przecież czymś tak dziwnym w naszej kulturze. Najlepszy przykład: Yves Montand (ur. 1921 r.)i jego sekretarka, druga żona, Carole Amiel (ur. 1960 r.). Mimo różnicy wieku bardzo kochające się małżeństwo. Nieco inaczej podchodzono do tych spraw w tamtych czasach. Kobiecie chodziło też o bezpieczeństwo finansowe i życiową stabilizację. Wierzę, że Kajal mogła się zakochać w Ravim. Ile to małolat gotowych jest przespać się z dużo starszym i nieciekawym ochroniarzem, by wejść za kulisy przestwienia i mieć możliwość spotkania się ze swoim idolem. Poczytajcie o tym w biografii SRK. Wracając do sprawy. Ona zaś została przez takiego idola dostrzeżona. Film też ma swój wydźwięk dramatyczny. W Indiach małżeństwo jest traktowane bardzo poważnie. Rozwody nie są mile widziane. Mahatma Gandhi zakazał sati, ale kobieta nadal, jako wdowa, nie powinna kontaktować się nie tylko z innymi mężczyznami, ale i ze światem zewnętrznym niemal. To jak śmierć za życia. Wychowana w takiej tradycji, a Hindusi są do niej szczególnie mocno przywiązani, nie była w stanie od razu, mimo uczuć do Raja, przeboleć straty pierwszego męża i pogodzić się z sytuacją oraz rozpocząć nowe życie. Może jest to związane z wiarą w reinkarnacje. Film jest więc na swój sposób rewolucyjny w odniesieniu do tradycji. Raj rozumiał jej skrupuły i nie chciał jej do niczego przymuszać. Sam wątek romansowy Raja i Kajal bardzo mi się podobał. Był taki subtelny. Jeśli zaś chodzi o grę SRK, to SWOJĄ spontaniczną grą jako Raj zwrócił w tym filmie na SIEBIE uwagę krytyki. Był to JEGO pierwszy film (nie serial). Ciekawa jestem czy ktoś z Was podobnie odebrał "Deewanę". Pewnie nie. Inaczej się odbiera takie stare filmy zaczynające dopiero poruszać poważniejsze tematy. Jest tu wiele przerysowań i niedociągnięć, ale nie należy ich brać tak dosłownie. To dopiero początek "prawdziwego" nowoczesnego kina hinduskiego, jaki znamy z "Dil Se..", "Fanaa" czy "Kal Ho Naa Ho". Tak więc film mnie nie zachwycił jak inne SRK, ale bardzo się podobał.