Szepczący w ciemności

The Whisperer in Darkness

2011 1 godz. 45 min.
6,4 1 400
ocen
6,4 10 1 1400
1 215
chce zobaczyć
{"rate":5.5,"count":2}
powrót do forum filmu Szepczący w ciemności
  • użytkownik usunięty

    Tekst dedykuję ludziom, którzy czytali oryginalne opowiadanie Lovecrafta, przedstawiam w nim wady i zalety tej konkretnej ekranizacji

    Jest to już drugi film zrobiony przez H.P. Lovecraft Historical Society. Pierwszy film - Call of Cthulu - bardzo mi się podobał, zrobiono go w starym stylu jako film niemy i do tego w całości wiernie przeniesiono całe opowiadanie, już po tym filmie wiedziałem, że gościom z HPLHS można w całości zaufać jeżeli chodzi o ekranizacje prozy Lovecrafta bo dobrze wiedzą co robią. Ten film nie do końca mnie utwierdził w tym przekonaniu.

    Wszystko zaczyna się ciekawie i można nawet zrozumieć zmiany w stosunku do oryginału. Ekranizowanie historii dwóch korespondentów nie wydaje się dobrym tematem na film, przynajmniej według HPLHS, bo jednak dałoby się to zrobić, ale widocznie ekipa wybrała język czysto-filmowy. Więc okazuje się, że Wilmarth od samego początku filmu znał Akeleya i pisał z nim listy. Groza jest tu dobrze budowana, zaczyna się od odszyfrowania martwego Cthulu na zdjęciu, potem Akeley przesyła od siebie nagranie z jakiegoś obrzędu, ma też przyjechać do Wilmartha jego syn z mistycznym kamieniem, niestety znika w tajemniczych okolicznościach. Potem znowu jest jak w książce, stary Akeley w swoim ostatnim liście zupełnie zmienia ton wypowiedzi, odkrył, że krewetki mają pokojowe intencje i zaprasza Alberta Wilmartha do siebie. Więc potem wszystko jest pokazane bardzo ładnie jak w książce, przyjazd do Vermont, lovecraftowski niepokój unoszący sie w powietrzu, spotkanie z wyczerpanym Akeleyem i zobaczenie słoi z mózgami. I najlepszy moment filmu, główny bohater idzie do przeznaczonego dla niego pokoju i zaczynają się dziać dziwne rzeczy, człapanie mokrych macek po korytarzu, trzęsące się drzwi, ogólnie dziwne zjawiska. Albert wygląda zza rogu w stronę świecącej sie sypialni Akeleya i widzi cienie dziwnych istot oraz niepokojące odgłosy. Myślałem, że ekranizacja nie może być już lepsza gdy na korytarzu pojawia się jakaś dziewczynka.

    Tu film zaczyna się już psuć, dziewczynka karze mu wracać. I już tu powiem, że ta postać kompletnie nic nie wnosi do fabuły, ale o tym później. Potem Wilmarth podgląda rozmowę z zewnątrz, a 'ludzie' zaczynają go szukać. Ostatnia dobra scena - znajduje słój z mózgiem Akeleya i dochodzi do rozmowy podobnej do tej z książki, okazuje się, że Cthulu chcą wykończyć Alberta bo za dużo wie. I po solidnie budowanych 2/3 filmu nadchodzi zupełnie idiotyczne ostatnie 30 minut. Pojawia się jeden z tych mieszkańców wsi, którego Albert wcześniej poznał. Okazał się pomagierem tego całego kultu Cthultu i przez cholerne 5 minut zaczyna bełkotać, niby trzyma stronę kosmitów, ale trajkocze coś o tym, że nie da się ich powstrzymać, po prostu czuje się odsunięty gdyż nie chcieli go zaprosić na rytuał. Inteligentne. Właśnie, wszystko sprowadza się do tego, że Cthulhu chcą otworzyć tunel do ich świata by przywołać resztę swojego gatunku, naprawdę inteligentna zmiana w stosunku do oryginału. Dodatkowo według Wilmartha rozwiązanie problemu leży w notatkach Davenporta, ale koniec końców ten idiota go nie bierze bo egzemplarz został postrzelony kilka razy. Taaak, na pewno nic z tego nie odczyta.

    Potem już jest coraz gorzej i gorzej. Wilmarth mówi tej dziewczynce, że upora się ze złymi mocami i po nią wróci. Więc dostaje się na Okrągłą Górę i widzimy tam zabawną maskaradę, człowieka przebranego za idiotę i jakieś ślimaki które w ogóle nie wyglądają jak Cthulu ani nawet jak martwy potwór na zdjeciu z filmu!!! Niestety, nie postawiono tu na subtelną grozę, prosto w pysk walnięto nam tani horror klasy C z beznadziejnym CGI (marne efekty komputerowe wybaczyłbym gdyby fabuła była dobra albo gdyby użyto kostiumów). Wilamrtha potrąca jeden z tych żałosnych stworów i jakby nigdy nic idzie dalej, a nasz główny bohater rzuca jednym ze słojów do tunelu i to widocznie załatwia sprawę... WTF? Idąc dalej mamy ucieczkę, koleś wraca po dziewczynkę i w stodole próbują odpalić samolot. Goni ich jeden z tych stworów i zamiast wejść przez otwarte drzwi, próbuje przedostać się przez dach, jeżeli nie macie dość głupot to okazuje się, że dziewczynka wie jak latać samolotem i zostaje pilotem. Dostajemy durną scenę pościgu, podczas której możemy przyjrzeć się tym pseudo-cthulu i okazuje się ,ze są mózgi z podłączonymi jakimiś złączami ucharakteryzowane na Cthulu - to jest kpina i śmiech na sali. Ostatecznie dziewczynka zostaje wyrzucona z samolotu i spada, okazuje się, że była to całkowicie zbędna postać. Na końcu dostajemy jakąś scenę montażową, w której jest pokazana jakaś para lecąca samolotem nad lasem - całkowicie z dupy i zniknięcie Willamrtha.

    Zupełnie na koniec pokazany jest już Albert Willmarth w słoju, który niczym prowadzący jakąś serię opowieści z dreszczykiem na poziomie 'Creepshow' albo 'Gęsiej skórki' żegna nas i życzy dobrej nocy. To już jest parodia, nie ekranizacja Samotnika z Providence

    Na zakończenie tego przydługiego sprawozdania muszę pochwalić klimatyczne zdjęcia i ładną oprawę muzyczną, aktorstwo też jest niczego sobie. Pierwsze 2/3 filmu miodzio dla fanów i warte mocnego 8/10, za to ostatnie 30 minut swoją głupotą pozostawia mocny niesmak i aż trudno uwierzyć, że w taką stronę mogli pójść zagorzali fani Lovecrafta. Suma sumarum ocena nie wychodzi tak źle, no bo w końcu ta lepsza część dłużej zajmuje.

    6/10 i życzę państwu dobranoc, zobaczymy się za tydzień z kolejną oceną spektakularnego gniota a ja w międzyczasie wymienię wodę w moim słoju <facepalm>

  • Fioletowa_ropucha ocenił(a) ten film na: 7

    Tylko że te potwory wcale nie miały być Cthulhu... ;)

  • użytkownik usunięty ocenił(a) ten film na: 7

    Fioletowa_ropucha Ale też nie miały być mózgami ze skrzydełkami - to co pokazano na ekranie było wręcz żałosne pod względem designu (nie mówię o sposobie wykonania bo to kino niezależne).

  • Misza96 ocenił(a) ten film na: 8

    Właściwie to te stwory, czyli Mi-go, były przedstawiane dość podobnie do tych filmowych: http://1.bp.blogspot.com/-fDYjdKD7PTg/T2PSU2ZQCEI/AAAAAAAAKu...

  • VaniU13 ocenił(a) ten film na: 8

    Co jak co, ale odwołując się tak mocno do prozy Lovecrafta mylić Mi-go z Cthulhu to trochę wstyd.

  • użytkownik usunięty ocenił(a) ten film na: 8

    VaniU13 Wstyd to przedstawiać Mi-go w tak żałosny sposób jak w filmie...

  • VaniU13 ocenił(a) ten film na: 8

    Naprawdę spodziewałeś się pięknych efektów po tego typu produkcji? Nie były aż tak złe, żeby przynosić twórcom większy wstyd, niż ty sobie przyniosłeś tą pomyłką.

  • użytkownik usunięty ocenił(a) ten film na: 8

    VaniU13 Nie chodzi o efekty a o żenujący design. Znalazł się przemądrzały, który będzie mi teraz pieprzył w kółko o wstydzie. Sam się powinieneś wstydzić, że ten film tak bardzo ci się podobał...

  • VaniU13 ocenił(a) ten film na: 8

    To może powiedz co ma mi się podobać, a ja się dostosuję? Skończ waść, wiesz czego oszczędź.

  • użytkownik usunięty ocenił(a) ten film na: 8

    VaniU13 Oszczędź sobie tej samej śpiewki, bo ośmieszasz nie tylko siebie ale i Trylogię Sienkiewicza. Film odkąd zaczyna odchodzić od opowiadania jest żałosny, nie wiem jak może się podobać wątek dziewczynki, który nic nie wnosi do fabuły czy końcówka rodem z jakiegoś groteskowego serialu klasy B. Taaak, dobra ekranizacja Lovecrafta na 8. G**niany Oblong Box oceniony na 7/10 a taki Wij na 6... to prędzej ty kończ, bo jeszcze większego wstydu sobie narobisz.

  • VaniU13 ocenił(a) ten film na: 8

    Naprawdę, czepianie się cudzego gustu to dopiero ośmieszanie się. Proszę, powiedz mi jakie powinienem tym filmom wystawić oceny, dostosuję się jak już mówiłem.

    A teraz...
    hehehe, odezwał sie człowiek ktury ocenił prometeusza na 10, hehehe

  • VaniU13 ocenił(a) ten film na: 8

    Jestem z siebie dumny, w końcu skończyłem czytać twój pierwszy komentarz...

    "nasz główny bohater rzuca jednym ze słojów do tunelu i to widocznie załatwia sprawę... WTF?"
    "Goni ich jeden z tych stworów i zamiast wejść przez otwarte drzwi, próbuje przedostać się przez dach"
    Że tylko do tego się przyczepię - wystarczyło oglądać film, bo tam takie rzeczy były wyjaśnione. Tymczasem wyłączam się stąd, bo naprawdę, bez przesady.

  • użytkownik usunięty ocenił(a) ten film na: 8

    VaniU13 <facepalm>

    Albo się wyłączasz albo piszesz a nie wszystko naraz.

    "A teraz...
    hehehe, odezwał sie człowiek ktury ocenił prometeusza na 10, hehehe"
    Odezwał się człowiek, który ocenił Prometeusza na 6/10 a Oblong box wyżej od Wija... <ultimate facepalm>

  • WesolyBerserker ocenił(a) ten film na: 5

    Mi-go, a nie Cthulhu!
    Zepsułeś sobie tym całą recenzję, bo nawet w filmie było powiedziane kilka, że te istoty nazywają się Mi-go. Recenzja jest niezła i dobrze ukazuje błędy filmu, ale tym przeinaczeniem bardzo istotnej nazwy sprawia wrażenie dużej niekompetencji.

  • EwaVoodoo ocenił(a) ten film na: 6

    Potworki probowaly wejsc przez dach, bo na drzwiach byly wymalowane znaki, ktore przed nimi chronily.
    Rzucenie slojem w portal "zalatwilo sprawe", bo aby rytual sie mogl udac, jako pierwszy powinien przez brame przejsc arcykaplan, a "przeszla" osoba, a raczej jej mozg, ktory byl zamkniety w sloju.
    Odnosnie reszty glupot sie zgadzam, moim zdaniem rowniez zepsuly one caly film (zwlaszcza motyw z dziewczynka).

  • Piotrek4 ocenił(a) ten film na: 5

    SPOJLERY SPOJLERY

    Stwór potrząsnął Wilmartha gdyż jako istotę wyższą nie interesowała go ta postać. W perspektywie otwarcia bramy, uznał ją za nic nie wartą. Nie docenił, że coś może przerwać rytuał.

    Było powiedziane, że tylko jeśli kapłan wejdzie do portalu ten się otworzy, Wilmarth wrzucił mózg ojca Akeleya, także inną postać, a to pozwoliło na przerwanie rytuału.

    Każe, nie karze w tym wypadku.