Ekranizacja (trzaskanej na tony) kowbojskiej prozy Louisa L'Amoura. Jak ktoś ma wolne 1,5 godziny życia, może sobie obejrzeć; nie boli. Ale nic więcej.
Film zrobiony za minimalne pieniądze. To widać. Bez znanych aktorów - bo za drodzy. A już odtwórcę roli tytułowej to chyba nie mogli znaleźć bardziej drewnianego....
Kobiety zawsze z nienagannymi fryzurami, jakby wyszły wprost z salonu piękności.
Mężczyźni po tygodniach pobytu na pustkowiach, są zawsze gładko ogoleni, wyczesani i czyściutcy, jakby ich ubrania nigdy się nie brudziły.
Indianie nie podobni do Indian.
Ah, w latach 60-tych amerykanie wierzyli, że dziki zachód tak...
westernowej, z wątkami obyczajowo - romansowymi. Nie jest to dzieło najwyższych lotów, ale lepiej się to ogląda niż większość potwornie nudnych westernów z Johnem Waynem.