Opowiadanie Annie Proulx "Tajemnica Brokeback Mountain" - (przytaczam treść!)

Niedawno przeczytałam książkę i chciałam się z Wami podzielić wrażeniami, drodzy Forumowicze. Książka składa się z 2-óch części: samego opowiadania i eseju autorki poświęconego powstawaniu opowiadania i filmu. Uważam,że film jest wierną ekranizacją opowiadania. Zawiera nawet dosłowne cytaty. Niektóre szczegóły są identyczne, np. koszula w paski Ennisa, jaką założył na spotkanie z Jackiem po 4-ech latach (najlepsza, jaką miał). Ponieważ opowiadanie jest krótkie, jest pisane zwięzłym językiem. Stanowi jakby streszczenie filmu, a jednocześnie jest jego doskonałym uzupełnieniem i materiałem wyjściowym do scenariusza. Na potrzeby filmu rozbudowano lub stworzono nowe postacie. Pewne detale odróżniają książkę od filmu, np. Jack miał kręcone włosy i wystające zęby (opowiadanie), ale był sympatyczny i uśmiechnięty (jak w filmie), natomiast Ennis miał garbaty nos (opowiadanie) i był milczący (jak w filmie). Z książki dowiadujemy się m.in.,że ojciec Ennisa uczestniczył w linczu sąsiada, a potem z dumą pokazywał synom swoje dzieło. Również książka więcej mówi o relacjach Jacka z ojcem. Na podstawie książki można też więcej wywnioskować o śmierci Jacka. Autorka pięknie pisze o uczuciach łączących obu mężczyzn. Okazuje się, że milczący Ennis zdobył się na czułość względem Jacka,jaką obdarowywał jedynie swoje konie i córki, kiedy uścisnął go po 4-ech latach, przed swoim domem, mówiąc:"kochanie"(little darling). Poza tym Ennis miał żal do Jacka, że ten zniknął aż na 4 lata. Przyznał,że po Brokeback nie powinni tracić się z oczu. Po śmierci Jack śnił się Ennisowi, który czerpał siłę z tych snów.
Na uwagę zasługuje posłowie autorki. Bardzo ciekawie opisuje, jak w jej głowie rodził się pomysł napisania opowiadania i jak zżyła się z bohaterami. Pisze, że istniał pierwowzór Ennisa. I choć ta historia jest wymyślona, to bazuje na wieloletnich obserwacjach swojego środowiska i regionu (A.Proulx mieszka w stanie Wyoming).
Sama autorka była pod wrażeniem filmu, który stanowił zmaterializowanie jej własnych myśli. Szczególnie podziwiała grę Heatha Ledgera, który, cutuję: "wiedział lepiej niż ja, co czuł i myślał Ennis i zbudował z przerażającą mocą intymny portret tego boleśnie potrzebującego pomocy chłopaka z rancza" (piękny cytat!)
Film nie odda tego, co można przekazać za pośrednictwem słowa pisanego. Książka natomiast nie podziała na wyobraźnię tak silnie, jak obraz. Doskonały scenariusz Diany Ossany i Larrego McMurtry, reżyserskie szczegóły dopracowane do perfekcji przez Anga Lee, mistrzowska interpretacja postaci stworzona przez Heatha Ledgera i Jake Gyllenhaala oraz praca pozostałych filmowców (nie wyłączając Gustavo Santaolalla-twórcy muzyki) stworzyły dzieło dotyczące problemu, który leżał na sercu Annie Proulx, a który nie trafiłby do tak szerokiej rzeszy odbiorców, gdyby nie sztuka filmowa.

10
  • ciekawe jest to co piszesz :) oczywiście film jest świetny i tego nie można mu zarzucić.. mimo, że była to miłość dwóch mężczyzn pokazuje tak naprawdę, że oni też potrafią kochać. Jestem pod wrażeniem gry aktorskiej głównych bohaterów.

  • Interesująco streściłaś to opowiadanie. Fakt, nie czytałam go, w mojej okolicy nie ma niestety tego opowiadania a miłośniczką zakupów internetowych raczej nie jestem. Słyszałam, że niektóre opisy są "mocne", w sensie bardzo dosłowne...

    • Opisów scen erotycznych jest dokładnie tyle, ile w filmie. Najbardziej "pikantny" opis dotyczy nocy w motelu (spotkanie po 4-ech latach). Sam pocałunek powitalny jest równie piękny, jak w filmie. Annie Proulx nie posługuje się poetyckim językiem. Jest to raczej zwięzły, bardzo realistyczny opis sytuacji, osób, odczuć. Można tam znaleźć bardzo dosadne określenia. Film jest utrzymany w klimacie romantyczno-pesymistycznym. Książka jest smutna, ale czyta się ją dobrze. Zanim znalazła się w moich rękach, w internecie czytałam jej fragment. Oczywiście był to ten "najostrzejszy" kawałek. Zmyliło mnie to bardzo, bo myślałam, że opowiadanie jest napisane w prostacki, wulgarny sposób. A tak wcale nie jest! Film ma tę wspaniałą oprawę w postaci krajobrazów, muzyki, doskonałej gry aktorskiej. Jest o wiele bardziej rozbudowany. Dlatego ma przewagę nad opowiadaniem. Ale książka niewątpliwie zasługuje na uwagę! Pisząc ją autorka, jak sama mówi, wykazała się odwagą. Środowisko Wyoming, być może nawet do dnia dzisiejszego jest takie, jak zostało przedstawione w filmie. W tym stanie jest największy odsetek samobójstw w całych USA, z czego dużą grupę stanowią starsi, samotni mężczyźni. Obawiała się więc ataków ze strony homofobów i fanatyków religijnych. Tymczasem dostawała wzruszające listy od osób, które przyznawały się,że opisała ich historię, albo że dzięki niej zrozumiały, co czują ich synowie.
      Ja również jestem pod wrażeniem gry aktorskiej Heatha i Jake'a. Jak doskonałym aktorem trzeba być, żeby jako przedstawiciel orientacji hetero z taką czułością patrzeć na osobętej samej płci! Podziwiam czułe,zakochane spojrzenia oraz spontaniczność Jacka. W Ennisie ujmuje mnie ten jego wyraz twarzy będący odzwirciedleniem wewnętrznych zmagań i walki z samym sobą, zupełnie bez słów. I ten pocałunek, to dotykanie się czołem. Jak oni tego dokonali?! Wiem, że Jake czytał ten scenariusz jako nastolatek (bo scenariusz "dojrzewał" chyba 7 lat do realizacji filmowej). Ale wtedy się zniechęcił. Był zbyt młody i nie rozumiał problemu.Dojrzałość przyszła później. Natomiast Heath stwierdził, że to najpiękniejszy scenariusz, jaki czytał. Również nie mogę zrozumieć, że aktorom nie przyznano Oskarów. Uważam, że w pełni na nie zasłużyli. Ale na takie nagrody w kontrowersyjnych tematach musimy zaczekać jeszcze parę lat.

      • zgodzę się z moją przed mówczynią w stu procentach! byłem zaskoczony tylko śmiercią Jacka? jak myślicie czy według was było to dobre posunięcie, a żeby uśmiercić głównego bohatera? ciekawe jak by to wszystko wyglądało gdyby Jack żył.

        • Ciężko jest rozważać czy to było dobre posunięcie. Gdyby nie jego śmierć, zarówno film jak i opowiadanie nie miałyby takiej wymowy jaką mają. Śmierć Jacka jest nieodłącznym elementem pewnej całości.

          Co do opowiadania, przeczytałem niestety po obejrzeniu filmu. I mimo,że ma swój niewątpliwy urok, to film posiada większą dawkę dobrego sentymentalizmu, głębi.
          Podczas gdy scena w motelu w filmie przekazana jest łagodnie, w formie rozmowy i czułośći między bohaterami, w książce atmosfera jest opisana bardzo dobitnie.
          Podoba mi się, że autorka książki opisuje Ennisa i Jacka jako nieszczególnie urodziwych, śmierdzących itp. ludzi. W filmie bądź co bądź wyglądają na wyjątkowo zadbanych ;]

        • Jeśli chodziło o stworzenie dramaturgii w filmie i wywołanie silnego wstrząsu emocjonalnego u odbiorcy, to niewątpliwie uśmiercenie Jacka było idealnym rozwiązaniem. Na Ennisa spadły wszystkie nieszczęścia tego świata: stracił rodzinę,dom, miłość swojego życia, a co najgorsze-szansę na własne szczęście. Zgodzę się z użytkownikiem/czką Malakazar, że takie zakończenie stanowi nieodłączny element całości. Gdyby film został opatrzony happy endem, nie wywołałby takiej dyskusji wśród widzów. Tylko czy nie za dużo tego tragizmu? Czy nie mógłby się pojawić jakiś promyczek nadziei? Np. gdyby w trakcie ostatniego spotkania bohaterowie sobie coś obiecali, że pewnego dnia, jak Ennis skończy płacić alimenty...jeśli nie razem, to przynajmniej bliżej siebie, żeby mogli częściej przebywać ze sobą...Wówczas śmierć Jacka miałaby nieco inny wymiar. Może byłaby łatwiejsza do zaakceptowania.
          Natomiast gdyby Jack nie umarł, to można sobie wyobrazić następujący scenariusz: Gdyby chłopaki zaczekali jeszcze parę lat, zatknęliby się z internetem. Z niego dowiedzieliby się, że nie są osamotnieni na tym świecie. To mogłoby przełamać opory Ennisa w kwestii zamieszkania z Jackiem. Ale musieliby się przeprowadzić w jakieś bardziej cywilizowane miejsce, np. do dużego miasta, bo Dziki Zachód na pewno by ich nie pokochał. Myślę, że nawet gdyby bohaterowie zamieszkali razem, to i tak nie układałoby im się. Zamknięty w sobie i zablokowany Ennis pewnie nie byłby dobrym towarzyszem życia dla Jacka. W mieście źle by się czuł. Jack natomiast odreagowywałby zdradzaniem Ennisa, co pewnie przyszłoby mu łatwo. Po paru latach związek by się rozpadł, bo panowie doszliby do wniosku, że to nie jest to, do czego przez tyle lat dążyli. Za następnych parę lat okazałoby się, że Jack jest śmiertelnie chory (niekoniecznie na AIDS). Ennis czuwając przy nim w chwili śmierci uświadomiłby sobie, że bezpowrotnie stracił miłość swojego życia i że za słabo o nią walczył. Jednak jest już za późno. - I też byłoby smutne zakończenie. Ale bohaterowie mieliby świadomość, że spróbowali wpłynąć na własne szczęście. I widz czułby się lepiej. I też byłoby o czym rozmawiać.
          Śmierć Jacka niewątpliwie przekreśliła szansę na stworzenie 2-giej części filmu. Tylko zastanawiam się, czy kontynuowanie tej historii miałoby sens. Co Wy na to?

          • Co do pierwszej części Twojego posta. Moim zdaniem, gdyby obiecali sobie coś, np. że pewnego dnia zbliżą się do siebie na dłużej, śmierć Jacka byłaby jeszcze tragiczniejsza. Dla mnie to zakończenie jest idealne, doskonale pasuje do fabuły i ich historii, wydawać by się mogło, że jest... nieuniknione?

            Co do części drugiej, namieszałeś troszkę :) Takie zakończnie sprawiłoby, że film byłby czymś zupełnie innym i obawiam się że niekoniecznie dobrym :)
            W każdym razie ja jako widz, oglądając taką wersję raczej lepiej bym się nie czuł ;).

            Ja nie chciałbym drugiej części. Ten film to niesamowicie wykreowana całość. Ma swój początek i koniec, przekazuje określoną treść ograniczoną pewnymi ramami.
            Nie ma tak naprawdę po co kombinować co by było gdyby zakończenie było inne- umówmy się, gdyby historia nei zakończyła się tragicznie, nie miałaby takiej wymowy i emocjonalnej siły jaką ma teraz.

            • Masz rację, że film wraz ze swym smutnym zakończeniem stanowi doskonałą całość jako pewien przekaz. Niewątpliwie taka była intencja autorki opowiadania, scenarzystów oraz reżysera. Sama wspominałam, że happy end zupełnie by nie pasował do klimatu filmu. Nie wpłynąłby tak sferę emocjonalną widza i pewnie nie skłoniłby do tak dogłębnych przemyśleń. Ja pewnie do dziś też zapomniałabym o filmie. A tak to już od przeszło 2-óch miesięcy poddaję go analizie, starając się dowiedzieć czegoś nowego, czy poznać opinie innych forumowiczów.
              Szanując idee twórców filmu i podziwiając go na każdej płaszczyźnie, nie mogę się pogodzić z takim zakończeniem. I choć wiem, że inne być nie mogło, układam sobie alternatywne scenariusze. A Kolega Leo Wyatt doskonale wpasował się z tematem do rozważań "Jak by to wyglądało, gdyby Jack żył". Jack nie żyje i tego się już nie zmieni, ale takie fantazjowanie pomaga mi zaakceptowć treść filmu ze wszystkimi jego wątkami. Film wywarł na mnie tak silne wrażenie, jak żaden inny dotąd. Muszę więc jakoś sobie z tym radzić. A forum, to doskonały sposób.
              Pozdrawiam ;)

      • użytkownik usunięty

        Jesteś pierwszą osobą, która widzę, że zwróciła uwagę na to jak Jake Gyllenhaal zagrał Jacka. O. MÓJ. BOŻE. !!!! Nareszcie ktoś zwrócił na to uwagę oprócz mnie !!!! I wszystko co tu napisałaś ubrałaś w słowa najlepiej jak chyba można było, bo oglądając film czułam dokładnie to samo, co Ty patrząc na Jake'a. I to samo czułam co Ty oglądając scenę w namiocie. Od momentu kiedy Ennis bije się z myślami przy ognisku po jego pierwszym razie z Jackiem i w końcu decyduje się iść do Jacka do namiotu, jak Jack z czułością patrzy wtedy na niego, jak Ennis jest zawstydzony, onieśmielony, jak Jack dotyka jego ręki, potem twarzy, jak usiłuje go pocałować, ale Ennis odsuwa się, wzbrania, żeby ostatecznie odwzajemnić pocałunek, jak czule dotykają się czołami i policzkami, jak patrzą na siebie i wydaje mi się, że Ennis wtedy prawie niezauważalnie przytakuje Jackowi, a Jack szepcze do niego "it's ok" albo 'it's alright' i obejmując go przyciąga do siebie i potem wiadomo O Matko !!! To było takie ...... ugh .... nie wiem jakiego słowa użyć, Boże (!) ale czułam to w środku, patrząc na nich. Tego nie da się opisać. I nawet teraz jak czytam to, co właśnie piszę, czuję, że to w żaden sposób nie odzwierciedla tego, co czułam oglądając to.

        Cała sekwencja od momentu, kiedy Ennis szykuje konia rankiem, po pierwszym razie z Jackiem, aż do momentu ich drugiego razu w namiocie, przemieliła moje wnętrzności, Boże ja to czułam, to było takie .. piękne. Ten moment kiedy Jack wychodzi z namiotu tego ranka po ich pierwszym razie i zbliża się do Ennisa, i patrzy na niego tym swoim czułym spojrzeniem i w końcu mówi 'see you for supper' - Boże to jak Jake Gyllenhaal wypowiada to zdanie i to w jaki sposób patrzy na Ennisa, rozrywa mi serce na kawałki, jest mi w tym momencie tak szkoda tej postaci, widać w jego spojrzeniu nadzieję pomieszaną ze strachem, bo nie wie co dalej będzie, a czuć, że chciałby więcej i nie wstydzi się tego uczucia i tego co wydarzyło się w nocy.

        Piszę to wszystko, bo natknęłam się na opinie krytyków w internecie, którzy nie chwalili Jake'a, ale przecież widać to, że Jack Twist to nie jest postać tak skomplikowana jak Ennis. Jack w moim odczuciu jest otwartym, uśmiechniętym, pozytywnym, wrażliwym, empatycznym chłopakiem i tak właśnie zagrał go Jake Gyllenhaal. Czy to nie jest idealne wywiązanie się z powierzonej pracy. Zrobił to pięknie. Tak się cieszę, że ktoś to w końcu zauważył ! :] Możliwe, że już zapomniałaś o filmie, chociaż sądząc po tym, co tu napisałaś, wątpię, ale musiałam to z siebie wyrzucić :]

      • użytkownik usunięty

        To było takie ciepłe uczucie podobne do tego, które odczuwam na myśl o dzieciństwie, kiedy mama brała mnie na kolana i przytulała.

        Gdybyś chciała opisać swoje odczucia, to wiedz, że nie mam nic przeciwko :]

  • Mam zupełnie odmienne zdanie na ten temat. Po obejrzenie filmu, zachwyceniu się nim sięgnęłam po pierwowzór. Trudno nawet nazwać to opowiadaniem, to raczej nowelka. Do tego napisana wręcz fatalnie... Nie dziwię się, że autorka była zachwycona filmem, bo to rzeczywiście coś niezwykłego co z takiego gniota zrobili scenarzyści!!! Ta nowelka ma naprawdę niewiele wspólnego z filmem, nie umywa się do niego. Zazwyczaj książki są dużo lepsze niż filmy na ich podstawie, tu jest rzadka odwrotność tego zjawiska. Nie mogę też zgodzić się z tym Twoim stwierdzeniem "Film nie odda tego, co można przekazać za pośrednictwem słowa pisanego. Książka natomiast nie podziała na wyobraźnię tak silnie, jak obraz." To książki właśnie najbardziej uruchamiają wyobraźnie i działają na nie! Oczywiście - dobre książki... Film rzeczywiście nie oddaje tego, co książka, ale często jest niezłym uzupełnieniem. W tym wypadku - uzupełnieniem i naprawą. Spokojnie za to mogę się zgodzić za Tobą w kwestii reżyserii, aktorów i muzyki :-)

  • Nie dawno oglądałem właśnie ten film a teraz zachęciłaś mnie do przeczytania książki.

  • jak zginal Jack Twist?

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu: