F. F. Coppola jak mniejszość twórców rozwija się i nakręca filmy zgodne ze swoją ideologią życiową. Nie wszyscy zatrzymali się w Wietnamie. I całe szczęscie. Gratuluję wrażliwości wszystkim , którym film ten się podobał. Na mnie zrobił ogromne wrażenie. Od zdjęć, przez grę aktorską, po muzykę. Nie byłoby jednak tego wszystkiego gdyby nie ręka mistrza.
Nie bronię absolutnie panu Coppoli się rozwijać i próbować swoich sił w różnych klimatach. Byle miał coś ciekawego do powiedzenia. W "Tetro" niestety nie ma - ten film jest pusty, a silenie się na artyzm w warstwie formalnej tego nie zmienia...
Według mnie, w tym filmie dzieje się bardzo dużo, a F.F. Coppola ma do powiedzenia wiele ciekawych rzeczy. Zaczynając od trudnej miłości Tetro do Mirandy, poprzez skomplikowane relacje między braćmi na tle ich wspólnej rodziny. Dla niektórych, tak jak dla mnie, jest to ważne. Podobało mi się też pokazanie relacji pomiędzy rywalizującymi artystami, będącymi członkami tej samej rodziny (relacja love and hate). Podsumowując oprócz dobrej formalnej roboty (zdjęcia, muzyka ogólny klimat) Coppola miał wiele ciekawego do powiedzenia i pokazania. Dałem nawet serduszko, gdyż staje się on moim ulubionym filmem, do którego wracam z całą przyjemnością.
Ale wszystkie te rzeczy, o których piszesz, nie wychodzą niestety poza stertę banałów. Chociażby charakterystyka Tetra jako artysty i jego relacje z otoczeniem - przecież to powtarzanie zjechanych klisz: odrzucony, zamknięty w sobie indywidualista, w dodatku skrywający jakąś tajemnicę itp. Dalej: relacje miedzy braćmi. A co w nich takiego niezwykłego? Młodszy tradycyjnie wpatrzony w starszego i próbujący go naśladować. Relacje między artystami itd. - wszystko to już było 100 razy lepiej ukazane, w setce lepszych filmów. Dla mnie treści w tym filmie jest tyle, co kot napłakał.
Jakoś nie przekonały mnie twoje argumenty. Bardzo łatwo jest napisać wszystko już było i że jest banałem. Zapewne wiele wątków już gdzieś pokazano ale tutaj, dla mnie, ani nie były oklepane ani banalne. Łatwo jest napisać, że wszystko już było 100 razy lepiej pokazana ale dla poparcia tej tezy warto by podać jakieś przykłady. Może nie 100 ale powiedzmy kilka.
Co do relacji miedzy braćmi miałem na myśli nie tylko Angelo i Benjamina ale również ich ojca i wuja więc przedstawiona przez ciebie argumentacja jest niezbyt odpowiednia. Poza tym relacje pomiędzy Angelo i Benjaminem także daleko wykraczają poza to o czym wspomniałeś.
Ja gratuluję tym, których film zniesmaczył.
Gdyby ktoś powiedział mi że to Almodovar to przyjąłbym to z łatwością.To jeszcze nie zarzut bo zżynanie to nic tam.
Końcówka filmu zabiera mu dwie gwiazdki, motyw z ojcem który okazuje się dziadkiem jest żywcem wyjęty z brazylijskich oper mydlanych i znacząco przekracza granicę dobrego smaku.
Coppola to taki nasz Wajda trochę, kiedyś wielki mistrz i cienie tego mistrzostwa gdzieniegdzie się przebijają ale razi brak kompletny wyczucia tego co można pokazać, a czego powinno się unikać.
Przykre to bo kto ma mistrzowi powiedzieć że pora na zasłużoną emeryturę?