Film opowiada historię informacyjnej tabliczki gazowej i obsesji grupy ludzi, którzy są przeświadczeni, iż oznaczenia są graficznym odzwierciedleniem pisanego im losu. Bohaterowie usiłują budować swe kariery i związki w oparciu „instrukcje” odczytywane z tabliczki według klucza opartego na mieszance koncepcji zaczerpniętych z kabały, północnoamerykańskiego szamanizmu i jogi.
Bohaterowie twórczo reinterpretują dane na temat średnicy rurociągu, rodzaju podłączonego urządzenia, położenia kurka, punktów pomiarowego i załamania oraz rozgałęzienia. Żonglując informacjami z tabliczki odczytywanymi w kontekście duchowych wskazań klucza, wiadomo np. kto danego dnia idzie do pracy, na zakupy, z kim śpi lub kogo ma pochwalić albo obrazić. Codzienność organizowana w oparciu o tak skonstruowane plany nie jest łatwa, ale, jak mówi jeden z bohaterów: „Nie o to chodzi, by żyło się łatwiej, lecz aby uniknąć pułapki egzystencji podobnej do produkowanych seryjnie gadżetów dodawanych do płatków śniadaniowych, które i tak kiepsko się sprzedają”.
Żyjąc „wedle tabliczki”, Bev łączy się z poznanym w Internecie Geoffem, dla którego joga to przede wszystkim postać z kreskówki. Bev śmieje się z własnej głupoty flirtując z Joe, znajomym z dzieciństwa, podczas gdy idiota Geoff zdradza ją z poznaną przygodnie instruktorką jogi i samozwańczą szamanką. Syn Joe chętnie przespałby się z jakąś kobietą pływającą w basenie, ale zamiast tego dźga ojca nożem, trzeba trafu, również w basenie, jednak zanim do tego dojdzie, wszyscy pieką pianki na grillu i Joe przypala swoją, bo tak lubi, co również wynika z „planu”.
Jest to dobrze przemyślany, solidny kawał kina familijnego, łączącego lekkość disneyowskiej poetyki baśni z dramaturgicznym rozmachem takich produkcji serialowych, jak „Zawsze modny sukces” czy „Zez niewolnicy Brontosaury”.