Fantastyczny horror komediowy?

Mam jedną zasadę.
Jeżeli ludzie podczas horroru śmieją się na scenach strasznych to film uznaję za klapę.
To tak jakby płakać na komedii albo śmiać się na dramacie. A w 'It' właśnie tak niestety było.
Im dalej w las tym gorzej. A w 'It' nie ma chyba nic gorszego niż humor. Tak absurdalny, niepoważny, wręcz żałosny rozjechał cały klimat filmu. O ile w ogóle takowy się pojawił, bowiem nie sposób przestraszyć widza wyskakującym na twarz straszakiem. Cały kunszt polega na tym aby umiejętnie wprowadzić atmosferę grozy i niepokoju.
Obrzydliwie było na pewno. A bardziej obrzydliwego wątku niż Henry Bowers w filmie nie znalazłem. Oczywiście oprócz powtórzenia wszystkich sprawdzonych schematów z jedynki.

Podsumowując morał z filmu jest taki, że wystarczyło po prostu uwierzyć? Latali przez pół materiału po Derry, a wystarczyło (tylko) wyzbyć się lęków.
No nie wiem jak wy, ale ja się czułem jakbym oglądał jeden z filmów: grupka przyjaciół, wakacje, miejsce na odludziu oraz masakra - ten sam poziom horrorów klasy B jak np. 'Świt Żywych Trupów'.
Chętnie zapoznam się z literackim pierwowzorem, bo filmu nie kupuję totalnie. Fantastyka podciągnięta do takiego stopnia, że skoro Henry Bowers może sobie zasuwać samochodem po mieście ze swoim 27 letnim zombim-kolegą to dlaczego Edd Kaspbrak nie mógł nagle wypłynąć z jeziorka z kolejnym błyskotliwym tekstem o twojej mamie?

10
  • Mam wrażenie, że zatrzymałeś się gdzieś 15-20 lat temu, jeśli chodzi o kinematografie. Teraz często robi się niejednoznaczne gatunkowo produkcje. Zresztą książka też jest napisana bardziej jako dramatyczna baśń niż horror.

    Rozumiem, że film mógł Ci się nie spodobać, ale dawać 1/10? Może warto docenić świetne aktorswo Pennywise, bardzo dobre efekty specjalne, rewelacyjną prace oświetleniowców czy co najmniej kilka świetnych klimatycznych scen (też nie lubię jumpscenek)?

    • Ale problemem 'To' jest strach. A w zasadzie jego brak.
      O ile w pierwszej części czuć było pełzający po trzewiach dzieciaków strach z których nikt nie wiedział co jest do końca rzeczywistością, a co ułudą; tak za to w drugiej części sami bohaterowie żartują, wręcz drwią gdy są straszeni.
      Nawet młody gnojek Henry Bowers przy którego pojawieniu się w "jedynce" widz mógł odczuć swego rodzaju niepokój (a każdy z prześladowanych w dzieciństwie widzów małą traumę), tak po 27 latach wywołuję salwę niedorzecznego śmiechu.
      Taki właśnie jest 'To - rozdział drugi' do obrzydzenia niedorzeczny. Jeżeli wychodzę z kina i czuję, że straciłem 2,5 godziny to dla mnie jest jednoznaczne.

      • Problemem tego filmu są oczekiwania, wszędzie reklamują go jako horror i dlatego wiele osób jest potem zawiedzionych jak Ty. Swojego czasu podobny problem miał film "Dom w głebi lasu". Nie twierdzę, że produkcji brak wad, ale sporo osób ocenia go pod wpływem emocji związanych nie do końca z jakością filmu.

        • Czyli pod jakim kątem powinniśmy rozpatrywać według Ciebie ten film?
          Komedia mierna.
          Film fantastyczny średni.
          Na scenach "strasznych" ludzie się śmiali.
          Elementy przygodowe były przyjemne tylko w pierwszej odsłonie.
          Gdyby na koniec filmu pokazali jak bohaterzy budzą się na kacu po tym gdy solidnie naszprycowali się jakimiś prochami w restauracji azjatyckiej to okej. To wszystko co się działo to były zwidy i lęki wywołane działaniem prochów. Ale my mamy uwierzyć, że to się wszystko działo naprawdę.
          Uważam, że kontynuacja ich przerosła - stąd negatywna ocena.

  • ,,Podsumowując morał z filmu jest taki, że wystarczyło po prostu uwierzyć? Latali przez pół materiału po Derry, a wystarczyło (tylko) wyzbyć się lęków. „ - no właśnie :/ a przecież już w pierwszej części to wiedzieli, ze należy się wyzbyć leków i będzie po TO.
    Ja również się zawiodłam, po części się zgadzam z Twoja opinia, jednak 1 to troche za mało, ale to moje zdanie.

    • Szkoda, że nie pokazali dokładnie tak jak w książce, bo tam według mnie końcówka jest lepsza. No ale uważam, że tak po prostu wyzbycie się lęków nie jest chyba takie proste, bo inaczej ludzie by się już dawno niczego nie bali. Trudno jest walczyć z czymś co objawia się na okrągło jako twój największy strach. Ale jeśli ten strach pokonasz to tak naprawdę okaże się, że to w twojej wyobraźni tylko było takie straszne. Stąd Clown na początku bitwy był ogromny, a z czasem jak bohaterowie zaczęli pokonywać swoje lęki stawał się coraz mniejszy, aż w końcu sam padł. Morał z filmu jest taki staw czoło swoim największym lękom, a nie okażą się one takie duże jak sobie wyobrażałeś :) .

  • Serio jedna gwiazdka... No bez jaj to jaki film oceniasz chociażby na 5? Żenada

  • >oceń film 1/10 bo nie był straszny.
    >Yeah, it's big brain time!

    • Nie. Film oceniłem na 1/10 bo był beznadziejny. Reżyser chciał aby film i śmieszył i straszył i miał fantastyczny polot. Problem w tym, że im się to rozjechało kompletnie.
      Gagi sytuacyjne były w przeważającej mierze żenujące i nudne niż śmieszne, na scenach strasznych (nie liczę jumpscare-ów) ludzie parskali śmiechem, a fantazja była tak niedorzeczna, że aż durnowata.
      Klęski dopełniła beznadziejna fabuła oraz spalony klimat grozy, który w pierwszej części był dobrze zaimplementowany.

  • Śmiechłam, dobre. Kolejna, tysięczna osoba która z powagą sądzi że It to horror a sceny "straszne" na serio miałby być w tym filmie straszne.

  • Film bardzo żenujący. Tak jak w pierwszej części wszystko trzymało się kupy, był dobrze zachowany klimat to tutaj kompletnie nic nie grało.
    Minusy:
    - w filmie o klaunie mało klauna,
    - straszydła rodem z filmów klasy B typu "Mordercze klauny z kosmosu";
    - jeden umarlak nawet podjechał samochodem po świra do zakładu psychiatrycznego, mógł go jeszcze do kina zabrać i popcorn mu kupić;
    - aktorzy zagrali gorzej od dzieciaków z I części;
    - klimat filmu po całości zepsuty, zdjęcia beznadziejnie, gra kamerą też taka sobie;
    - scena walki z klauno-pająkiem oraz sceny modłów apaczy żenujące jak polskie filmy o miłości;
    - S. King robi się jak Stana Lee z Marvela i podejmuje grę aktorską;
    - jakieś nieudolne powiązania do innych filmów powstałych na podstawie książek Kinga jak scena z Lśnienia "Here's Johnny!";
    - na zabicie klauna wpadli po 2 minutach walki z nim, mimo że murzyn poświęcił całe na to życie i nie dał rady;
    - po zabiciu klauna poszli wykąpać się w jeziorze ,jakby nigdy nic. Mogli jeszcze zjeść zupę i zapomnieć o sprawie.

  • film uznajesz za klape na podstawie tego jak reaguje na niego ktos inny? gratuluje wlasnego zdania

  • Nie rozumiem Cię... Film jest dobry. Właśnie pokazuje, jaką ewolucję bohaterowie przeszli. I pomimo że Pennywise próbuje wystraszyć ich dziecięcymi lękami, oni się nie dają, bo są już dorosłymi i tamte przeszłe rzeczy nie robią na nich żadnego wrażenia. Stąd takie, a nie inne podejście w kreowaniu klimatu. Czy jeśli bałeś się w dzieciństwie np. Buki z "Muminków" to co, jako dorosły nadal się jej boisz? :) Jak dla mnie ta część świetnie uzupełnia się z częścią pierwszą i jest idealnym filmem na wyjście do kina, bo można trochę podskoczyć na jumpscenkach i się pośmiać. Co więcej - King nawet w swoich najbardziej posępnych powieściach raz na jakiś czas zapodaje absurdalne, czasem wręcz głupie scenki tylko po to, żeby na chwilę rozładować naprawdę gęste napięcie. Jeśli szukałeś przyciężkawego filmu grozy, to faktycznie - źle trafiłeś. W tej materii poleciłbym Ci jakieś starsze kino - "Harry Angel", "Omen", "Lost Highway", "Mulholland Drive" czy filmy od A24 ("To przychodzi po zmroku", "Hereditary", czy tegoroczny "Midsommar"). Te filmy naprawdę potrafią przytłoczyć kreowaną atmosferą.

    • No chyba nie oglądaliśmy tego samego filmu. 'It 2' opiera się o jeden, utarty do bólu, motyw - straszak ucieczka, straszak ucieczka.
      Przecież tam non stop kogoś ktoś goni (jeżeli oczywiście akurat nie robi stand up-u).
      Każda scena szukania talizmanów przez bohaterów kończy się ucieczką i niby strachem. A finał to nieustanna gonitwa.
      W rezultacie co dostaje widz? Ogląda jak grupa niespełnionych stand up-erów ucieka przez połowę filmu przed swoimi lękami z dzieciństwa. Coś jak Scooby Doo.
      Sorry, ale porównując ciekawą i klimatyczną część pierwszą do drugiej to jakby porównać sok pomarańczowy do wody z Wisły.

      • A co ma być w horrorze jeśli nie straszaki? Poza tym mieli nie uciekać i dać się zabić? No w sumie załatwiłoby to problem długości tego filmu, wszystko zamknęłoby się w 15 minutach...

        • Hę? A niby jak się skończyło? Przestali uciekać i jakoś nie zginęli.
          Co ten film ma do zaoferowania? Ciekawą fabułę? Grozę wkręcającą się w trzewia? Gimme break.

          • Jeśli chcesz grozę, która wykręca trzewia, załącz sobie film, który sztandarowym horrorem nie jest, ale zawiera jego elementy, np. "Wołyń", gdzie finałowe sceny ucieczki Zosi i samej rzezi jeżą włos na głowie (Smarzowski i tak pokazał bardzo mało, ale gdyby poszedł na całość, to by mu film zbanowali). To wydarzyło się naprawdę i dlatego jest o wiele bardziej przerażające.

            Wracając jednak do "To. Rozdział drugi" - napiszę jeszcze raz: skoro bohaterowie dorośli, strachy z ich dzieciństwa nie robią na nich żadnego wrażenia. Film wypada bardzo dobrze zarówno jako horror (każdy jumpscare robi robotę), czarna komedia (żarty Richiego i odrobinę trollerskie podejście Pennywise'a) oraz satyra pisarska (dorosły Bill, który pisze bardzo dobre książki z beznadziejnymi zakończeniami i cameo Kinga, który poniekąd autoironicznie ciśnie sam sobie właśnie poprzez tę postać). Zgadzam się - jest gorszy od jedynki pod względem atmosfery grozy, fabuły - niekoniecznie. Tam postaci chodziły do jednej szkoły, widywały się na co dzień. Tutaj każdy ma już swoje dorosłe życie i poniekąd dlatego relacje między charakterami się poluźniły. Moim zdaniem biorąc pod uwagę fakt pokazania życia każdego z bohaterów, plus ich powrót do miasta, film wypada dobrze.

            No i na sam koniec Pennywise... Tutaj King zapędził się w kozi róg, bo gdyby tytułowy antagonista nie był obcym, tylko jakimś piekielnym demonem, film na pewno uderzyłby w poważniejszy ton. Ogólnie jednak i tak nie ma co narzekać. Moim zdaniem jest ok.

            • Z tym obcym to też jest zagmatwana sprawa, bo rozumiem, że Pennywise to nie jest taki ufoludek typu agresor z "Dnia niepodległości" lub inny obcy, który sobie przybywa na Ziemię w jakimś celu, tylko jest czymś w rodzaju... kosmicznego zła? Zła krążącego po wszechświecie od zarania dziejów? Jeśli dobrze odczytuję jego istotę, to jednak będzie poważniejsza sprawa niż na pierwszy rzut oka może się wydawać ("z kosmosu przyleciał upiorny klaun i zjada ziemskie dzieci"). Taka koncepcja właściwie bliska będzie wspomnianemu przez Ciebie demonowi, tyle, że jego "miejsce zamieszkania", źródło i sposób działania będą inne - ale idea bardzo podobna. Niemające początku i końca krążące po wszechświecie zło jest i będzie obecne wśród nas i tylko od nas zależy, czy się jemu poddamy, czy nas pokona.

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu:
Ostatnio odwiedzone
wyczyść historię