Odette była zjawiskowa. Natomiast Kristen Bell - to już druga kreacja drugoplanowa podobna do "When in Rome". Film jest lekki i przyjemnie się go ogląda.
Właśnie najciekawiej wypadają znane aktorki, starzeją się z gracją.
Film jak wszystkie tego typu komedie z ostatnich lat nie wykorzystuje potencjału w fabule, ale w porównaniu do wielu innych komedii rodem z USA, ta mi się podobała. Dotyka (co prawda powierzchownie) ważnego tematu - szkolnych tyranów tzw. "bullies".
Nie jest aż taki banalny. Bohaterki muszą wybierać pomiędzy przebaczeniem a zemstą. W filmie musi wygrać przebaczenie, ale w życiu niekoniecznie.
Film strasznie powierzchowny. Fabuła oklepana i nudna. Historia sama w sobie potencjału nie miała. Było dziesiątki filmów o podobnej tematyce, które były od tego lepsze w wielu aspektach. Jedynie dla dwóch kobiet Weaver i Curtis warto obejrzeć film. Panie rzecz jasna ambitnych ról nie grały, ale w filmie wyglądają bardzo ładnie i dojrzale. Sentyment z lat 80/90 mi do nich pozostał.
Ten film pokazał, że młode aktorki muszą jeszcze wiele się nauczyć od starszych koleżanek. Sigourney i Jamie skupiły całą uwagę na sobie. Kristen Bell ok, ale ta brunetka to totalne beztalencie.
Zgadzam się z tobą w 100 %. Sigurney wspaniale zagrała Ramone. I tym samym zostawiła młode aktorki które nie potrafią grać daleko w tyle. . .