Jak ktoś oczekuje akcji i strzelania do terrorystów to niech sobie daruje. Film jest o chłopaku na granicy, który próbuje nadać sens swojemu życiu, ale tam gdzie trafia jest go najmniej. Bzdurne rozkazy, wieczne czekanie a to na saperów a to na jakąś akcję, a jak trzeba pomóc to nie wolno, bo trzeba czekać i tak w kółko. Leo potrzebował stabilności, porządku i sensu w tym co robi a nie wieczną poczekalnię. I w końcu mu się znudziło.