Film pierwszy raz obejrzałem 12 lat temu, powieść skończyłem czytać 2 dni temu… teraz przypomniałem sobie kultowe (?) dzieło Michaela Manna i wniosek jest taki, że… no nie jest dobrze.
Nie wiem jak można próbować ten film bronić. Myślę, że sprawa byłaby zgoła odmienna gdybyśmy poznali jakieś 2 godziny reszty nakręconego filmu. Dawno już nie widziałem czegoś aż tak ewidentnie pociętego. O ile dla mnie, czytelnika pierwowzoru, wszystko było jasne tylko dlatego, że czytałem książkę, tak dla kogoś „z zewnątrz” tak wiele rzeczy musiało tu być niezrozumiałych i zastanawiających, że aż dziw bierze, że pozwolono na wydanie filmu właśnie w takiej, a nie innej formie. Przejścia między scenami i to, jak historia nagle brnie do przodu, są kompletnie nienaturalne, brakuje płynności. Być może właśnie również z tego powodu film jest płytki, a cała historia z powieści Paula Wilsona do bólu wypłaszczona nie pozostawiając żadnych dodatkowych, jakże ciekawych w książce, warstw. Motywy bohaterów praktycznie w ogóle są tu niewyjaśnione (może za wyjątkiem jakiegoś przypadkowego jednego zdania wypowiedzianego przez nich samych).
„The Keep” to ewidentnie przerost formy nad treścią. Naprawdę mam się zachwycać przeciągającą się o kilka minut sceną, w której właściwie nic się nie dzieje tylko po to, by posłuchać trochę dłużej bardzo ciekawej i klimatycznej muzyki Tangerine Dream? Można mieć pewność, że jak podgłaśnia się kolejny motyw ze ścieżki dźwiękowej, to oznaka tego, że wleci zaraz jakaś scena, która kompletnie bez powodu będzie się przeciągać w nieskończoność. Poza tym i tak czasem na ekranie niewiele widać ze względu na jakość taśmy. Owszem, wszechobecna mgła, dym i Molasar dodają niskobudżetowego, dość przyjemnego uroku, to odpowiedzcie mi proszę – gdzie się pochowali wszyscy ci przemienieni przez lorda-demona żołnierze? Całkowicie pominięto ten jeden z kluczowych wątków książki, bez wyraźnego powodu… no chyba, że to znów przez usunięte sceny, albo po prostu braki budżetowe żeby pokazać tych nieumarłych.
Koniec końców, najbardziej boli poza tym, że film ma ewidentne luki przez cięcia scen, to, że przedstawia tylko fragment historii i wcale nie jej najważniejszą część – jest to po prostu duuuużo biedniejsza wersja powieści, na podstawie której powstał.