W pogoni za... pieniądzem?

Piękna historia o gonitwie za spełnieniem amerykańskiego snu, ale nie mogę się oprzeć wrażeniu, że bardziej adekwatny byłby tutaj tytuł "W pogoni za pieniądzem". Bo tak naprawdę przez fabułę wciąż przetacza się kasa, a raczej jej brak...
Nawet na końcu filmu musiał się pojawić motyw gotówki.
I tutaj pojawia się pytanie? Kiedy pan Gardner był tak naprawdę szczęśliwy?
Kiedy to szczęście dogonił? Czy mu się to w ogóle naprawdę udało?

Plus za propagowanie wartości typu uczciwość, ciężka praca, itp.
Minus za urywanie wątków, które mogły wiele wnieść do filmu (np. żony).

16
  • Witam,
    to moj pierwszy komentarz na filmwebie, ogladałem ten film w lekkim poszukiwaniu motywacji (kiepski dzien)...a znalazłem:
    moze moja wypowiedz zabrzmi jak hejt, ale mam ochotę ją napisac i zrobie to lol
    Gł. Bohater jest dupkiem, mocnym, chamskim dupkiem, nie szanuje ludzi zwykłych (ot chociazby taksowkarz, lekarz ktoremu chciał sprzedac urzadzenie, ktore mu spadło (sic!) w metrze z około metra, czy też wreszcie matki własnego dziecka - którą ma w dupie, kij tam w koncu, ze miał genialny pomysł (no bo jakżesz inaczej nazwac zainwestowanie oszczednosci zycia w branże, o ktorej sie nic nie wie - ot napewno sie szybko sprzeda, bo ktozby nie chciał kupic kilkudziesieciu urzadzen, ktorych wartość jest mocno dyskusyjna (czy ktos z panstwa mial kiedys wykonane przeswietlenie tym densy...no zapomnialem nazwę).
    No ale to by się dało zrzucić na garb stresu, ze chłop olewa jej starania i cały dzien lata jak poparzony probujac sprzedac ten shit, zamiast znalezc jakas normalna pracę i sprzedawac to cosik w soboty (w koncu bez sensu, zeby pare kilogramow tego złomu mu lezało w piwnicy), żeby wesprzec kobietę w walce z podatkami itd jak czynił pozniej - on ma w koncu marzenia, to niech baba zapieprza, wszak kobietami sie kiedys pola orało...dobra, przepraszam za to małe zboczenie z tematu.
    Wracam do analizy pana maklera: jest on nie tylko dupkiem, egoistycznym gnojkiem ("dziecko musi byc ze mną!"- kij z tym, ze ona je urodziła i ona ich utrzymywała, musi byc z nim i basta), ale pod wplywem dolarów w portfelu rozmowcy w sposob magiczny zmienia się w nieasertywnego (oczywiscie, ze panu przestawie samochod), wchodzącego w dupe ("naprawde wspaniale znowu pana spotkac"...do typa co nonstop ma go gdzies) geniusza (rozwiazal kostke w taksowce w kilka minut, probujac sie nia bawic drugi raz w zyciu - serio film "oparty na faktach"? kur... lol)
    Teraz przyjrzyjmy sie tłu - dzieciaczek kochajacy swojego tatusia - powiem tak tu od serca; srednio lubie swojego ojca, nie mam z nim dobrego kontaktu, ale ogladajac ten film stwierdzilem, ze moj ojciec jest ojcem roku w porownaniu z panem marzycielem: nie kaze mi gonic po miescie od rana do wieczora za swoimi "marzeniami", nie kazał nigdy pracowac matce od rana do nocy, a pomimo, ze nigdy nie powiedział mi w iście oscarowy sposob (przy wyciskajacej łzy melodramatycznej muzyce - ohh na nią też bym mógł pohejcic, no ale muzyka kwestia gustu, nie logiki, wiec tu sie akurat odwale), 'że moge być kim chce', to jednak o wiele lepszą bym mu dał ocenę z ojcostwa za to chociazby, ze nie kazał mi jezdzić po nocy autobusem, w san francisco, gdzie Bóg jeden wie ile nocami mozna spotkac niebezpiecznych psycholi (jasne, ze pan makler był osoba ktora mogła ochronic syna, przed kazdym niebezpieczenstwem, co chociazby widzimy w scenie gdzie wpieprza sie w kolejke, pomimo tego, ze autobus sobie spokojnie stoi i czeka, az wejdą pasażerowie)...

    Ehhh no podsumowując, moze moja analiza spowoduje mase unlikow, moze nikt nie odpisze, a moze ktos pomysli "kurde cos w tym jest), ale mnie ta historia nie kupuje, bo i rozumiane przez wiekszosc przesłanie filmu "poszukiwanie szczescia i nie poddawanie sie" wg mnie jest kpiną...powinno raczej brzmiec "Ludzie mający pieniadze sa wazni, na reszte mozna srać"

    tak jeszcze w ramach ciekawostki - wyszukalem densytometr na allegro i uzywany da sie kupic za 2000zł...dalej! ganiajcie szczescie Ci, ktorzy komentujecie, ze gosc jest bohaterem lol

    nie bede tu pisal jaka daja ocene filmowi (polecam z uwagi na fajne zdjecia, klimat lat 80) ...bo coz to kogo obchodzi, mialem tylko ochote na lekka analizę psychologiczną i odrobine hejtu. Pozdrawiam

    • Też nie kupuję tej egoistycznej BAJKI . Chłop spełnił swe marzenia kosztem dziecka i żony tudzież partnerki. Kilka lat nieustannych pytań "wierzysz we mnie" ? Na jej barkach były jego marzenia. Spanie po toaletach i przytułkach pewnie też nieźle ukształtowało "młodego". A czy ON kiedykolwiek wierzy łw "nich"? W rodzinę? We wspólnotę? Bardzo płytki przekaz: po trupach do celu. Porzuć szczęście najbliższych - to tylko pionki w twojej grze.

    • Chyba nie do końca zrozumiałeś film. By odnieść spektakularny sukces nie możesz zamykać się w utartych ramach. Chris to właśnie przykład człowieka, który w pogoni za szczęściem wychodzi ze sztampowych praktyk życiowych, próba sprzedaży densytometrów jest tez przykładem nieszablonowości. Ktoś kto pracuje na etacie od 8 - 16 przykręcając śrubki za stałą niewysoką pensję, a po pracy ogląda Klan, a w niedzielę idzie do kościoła, nie odniesie niebywałego sukcesu. Bo nawet żeby wygrać w totolotka trzeba pójść do kolektury i i wydać 3 złote na ślepy los zamiast na bułkę. Chris decyduje się podjąć ryzyko i bierze udział w stażu, chociaż za pracę jako uczący się broker nie dostanie ani grosza. By odnaleźć prawdziwe szczęście trzeba czasem położyć część swojego życia na szali, potrafić zaryzykować, być przebojowym, niesztampowym. Trzeba czasami zrezygnować z jednego szczęścia by odnaleźć inne, większe. W filmie to akurat żona rezygnuje z Chrisa i szczęścia z nim, bez uprzedzenia dzwoni i mówi, że odchodzi. To totalnie go dobija, ale facet nie przestaje podążać za marzeniami. Upór, wiara w siebie i ludzi, miłość do syna, to wszystko co go napędza. Film jest nie pokazuje co wydarzyło się później, ostatnie 3 minuty filmu to pierwszy prawdziwy sukces Chrisa poprzedzony tuzinami nieszczęść. To czyni film niesamowitym.

      • a Ty chyba nie zrozumialeś mojej wypowiedzi: przesłanie filmu jest piękne, podobnie jak przesłanie hitlera dla niemców jakoś w 1935 (czy kiedy on tam doszedł do władzy), co nie zmienia faktu, że gość (w sensie, że Hitler) był ogólnie rzecz biorąc kutafonem...ta metafora ma na celu pokazanie Ci jak z pozoru wspaniałe idee poprzez zupełne olanie szczegółów - w tym filmie to np wypunktowane przeze mnie sytuacje- mogą spowodować, że wspaniały bohater za jakiego kogos uwazamy zupełnie nim nie jest. Cóż nie wiem ile masz lat
        @expertmacher; jeśli plus minus 15 to pomysl, że Twój ojciec (czy kto tam Cie utrzymuje) zamiast pracowac, zeby Cie wykarmic to nagle wszystko rzuca i sprzedaje jakies ch*jwieco, ciekawe czy Ty i Twoja przymierajaca z glodu rodzina byscie tak mowili jak Ty teraz.
        Jak masz np koło 30 to pomyśl, ze ktoś by olał umowę z Toba bo miałby cudowny pomysł na zycie, ale to wymagało by olania Cie, albo pomysl, ze Twoj dzieciak ma wspaniałą idee zostania ćpunem i jemu to na prawde sprawia wielką przyjemnosc i ma w tym swoj wielki cel... dąże do tego, zeby Ci pokazac, ze chocby nie wiem jakie szczytne idee nam przyswiecaly to kiedy zachowujemy sie jak dupek to jestesmy dupkiem i tyle, tak jak typek z filmu, nie mowie, ze mial nie sprzedawac ch*jwiecosiow, albo nie zostawac maklerem...mogl, tylko na cholere zniszczyl kawal zycia dzieciakowi i zonie? ja osobiscie mam pasje do robienia czegos, co moglo by sprawic, ze moja zona i dziecko by byly w niezbyt milej sytuacji i wiesz co?...nie mam zony i dziecka (chociaz kandydatka na zone jest), a nie łapie wszystkie sroki za ogon bo "taki jestem ważny", dobra chcialem poprostu odpisac, bo denerwujace sa komentarze pod tytulem "chyba nie zrozumiales filmu" kojarzy mi sie to z czasem liceum i polonistka mowiaca co autor mial na mysli, a prawda jest taka, ze kij wie co mial na mysli i suma sumarum co za roznica co mial na mysli, wazne co sam czytelnik/widz z tego wyciagnie. Pozdrawiam

        • Wiesz, a ja mam wrażenie, że mówisz jak ktoś kto próbuje znaleźć wytłumaczenie dlaczego ktoś potrafił podążać za marzeniami, a Ty nie potrafisz. I mówienie o zmarnowanym kawale życia - hmm, film rozgrywa się na przestrzeni może kilku miesięcy, to jest kawał życia dla Ciebie? Tak jak napisałem, nic nie jest dane za darmo, Ci co dużo osiągają w każdej dziedzinie, czy to w biznesie, czy w nauce, sztuce, to ludzie którzy potrafią zaryzykować. Rod Steward kiedyś był grabarzem i gdyby nie jego determinacja prawdopodobnie do dziś by nim był. Roman Polański gdyby nie zaryzykował i został w Polsce, nie zrobiłby wielkiej kariery na zachodzie (polecam książkę "Roman by Polanski"), ba w ogóle by nie został reżyserem bo 2 razy nie dostał się do szkoły aktorskiej, ale zamiast zakasac rękawy i zacząć pracować, on dalej próbował zostać artystą. Jakby wszyscy szli twoim tokiem myślenia, to nie mielibysmy na świecie ludzi wybitnych, bo po cholere Newton siedział pod tą jabłonką i patrzył jak spadają jabłka wymyślając przy okazji prawo powszechnego ciążenia. Albo Szekspir, po cholerę zaczynał pisać jakieś poematy, jak na początku nie miał pewnie z tego ani grosza. Żeby odnieść w czymś sukces musisz potrafić zaryzykować - zrobić coś co przeciętnemu śmiertelnikowi wyda się idiotyzmem. I nie mówię tu o rzuceniu wszystkiego, bo rodzina jest ważna, dla mnie najważniejsza. Weź pod uwagę to, że Chris zostając brokerem zmienił życie swej biednej rodziny o 180 stopni (stali się zamożni), a jakby poszedł twoim tokiem myślenia to powinien pracować w pralni albo jako woźny. A przywoływanie Hitlera jako porównania jest co najmniej komiczne.

          • Twoim piszemy z duzej litery, to mający na celu pokazanie szacunku wobec rozmówcy zabieg wywodzący się zresztą z zasad języka polskiego, nie pisze tego, zeby Cie osmieszyc, poprostu szanujmy się skoro prowadzimy dyskusje.

            Metafora z Hitlerem miała na celu pokazanie Ci, ze to czy ktos robi coś słusznego jest czysto subiektywne, a może doprowadzić do tragedii. Dobra, wszystko juz napisaliśmy, a ja lubię prowadzić dyskusje, ale w tej się już temat wydaje mi wyczerpał, zdania żadne z nas nie zmieni, kłócić się też nie ma o co - to film, na sytuacje przedstawione w nim każdy ma prawo mieć swoje opinie, ja mam swoje, Ty swoje i to jest bardzo ok. Pozdrawiam

            • Ta uwaga w pełni obrazuje Twoją mentalność - szukanie za wszelką cenę negatywnych znamion. Zauważ, że przez cały czas w mojej wypowiedzi pisałem formy zwrotne wielką literą, a z uwagi na to, że nie jest to wypowiedź oficjalna, skierowana do jakiejś znamienności, raz zdarzyło mi się napisać nieopatrznie "Twoim" małą literą. Ty to wyłapałeś, brawo. Ile siedziałeś i się zastanawiałeś jak mi dołożyć?
              Jeśli już jesteśmy tacy drobiazgowi, to od Ciebie też oczekuję szacunku - proszę cię, używaj wielkiej litery jak zaczynasz zdanie, kropki jak kończysz i pamiętaj o przecinkach (przynajmniej przed spójnikami i zaimkami). Cała Twoja poprzednia wypowiedź, to masło maślane, bez interpunkcji i wielkich liter nawet na początku zdania. Tymczasem mnie próbujesz wytknąć jeden mały błąd. Proponuję iść na jakąś terapię, bo z takim podejściem to nawet fortuna Rockefellera nie da Ci szczęścia. Również pozdrawiam.

    • Niestety, muszę się z Tobą zgodzić, choć przez większość filmu uważałam go za fajtłapę bardziej. Ale z każdą sceną był coraz bardziej irytujący, egoistyczny itd. Co gorsza, ten film obejrzałam po wyłuskaniu go z listy "filmów motywujących", a jedynie mnie zdołował i zdenerwował. Owszem, może jest on po części motywujący - trzeba wierzyć w siebie, walczyć o swoje, a może osiągnie się sukces. Ale do licha nie za taką cenę!!! Spanie z synem w toalecie na dworcu, nocowanie w schronisku... Ten koleś to palant, który owszem ostatecznie osiągnął sukces (ale niekoniecznie szczęście), ale cena była za wysoka. Nie lubię filmów, w których do głównego bohatera odczuwam tylko i wyłącznie antypatię. Choć pewnie świadczy to o tym, ze Smith zagrał naprawdę przekonująco).

      • No tak, cham, bo mu się chciało wstawać o 6 rano i gnać do 23 bez chwili wytchnienia, to rzeczywiście bezczelność. Zważywszy na to, że robił to by zapewnić lepsze jutro swojej rodzinie. Jak ktoś myśli chwilą, to sorry, ale nigdy nie będzie zdolny do poświeceń i ostatecznego sukcesu w przyszłości. Dlatego mamy 8-godzinny dzień pracy od 8-16, bo 99% ludzkości to przeciętniacy, którym by się palcem kiwnąć nie chciało gdyby nie mieli bata nad głową, że o 8-16 się pracuje. Ci co ukrywali Żydów podczas Holocaustu gdyby kalkulowali jakim kosztem to robią, nikogo by nie uratowali. Ale oni nie żyli chwilą, wiedzieli, że jeżeli przetrwają te klika miesięcy, może lat, to w przyszłości podarują komuś coś bezcennego - życie. Chris swoją determinacją chce zapewnić lepsze życie swojemu synowi - możliwość wyrwania się z nizin, zdobycia edukacji, po prostu lepszego jutra. I to nie znaczy wcale, że Wy też tak musicie. Każdy żyje tak jak chce, jeden woli stateczność, brak ryzyka, kapcie i telewizor w M3. I super, ale nich przy tym nie ocenia swojego szefa, niech nie szuka wytłumaczenia dlaczego on odniósł sukces, niech nie nazywa go chamem. Bo w Polsce to standard, wielu myśli w stylu "każdy kto coś osiągnął, to na pewno był kutafonem, bezczelnym chamem bez skrupułów". Ja w zachowaniu głównego bohatera tego nie zauważyłem, zauważyłem natomiast determinację, upór i wiarę w to, że warto.

        • Ile masz lat?

          • ja, żeby nie było: mam 26 lat, a piszę to nie po to, żeby w Tobie, jak to napisałeś "wyszukać negatywne znamiona", tylko dlatego bo ciekaw jestem czy piszesz to z racji nikłego doświadczenia w życiu, czy naprawdę uchowałeś się jako taki lekkoduch i od razu zaznaczam: nie ważne, czy ja mam więcej czy Ty jeśli chodzi o jakąś 'mądrość', chodzi tylko o doświadczenie. Człowiek z wiekiem patrzy na niektóre sprawy inaczej, oglądałem ten film dwa razy: jak byłem młodszy i jakoś pół roku temu i mój odbiór się zupełnie zmienił.

            • 26 lat lat, no to rzeczywiście masz doświadczenie życiowe i duży staż pracy...hahaha.... się uśmiałem srodze jak przeczytałem po raz 3 Twoje pytanie ile masz lat. No bez kitu, doświadczony chłop z Ciebie :D:D Mówisz jakbyś miał co najmniej 50 lat na karku. Ja mam 32 lata i wcale nie czuję się aż o tyle starszy od Ciebie żeby twierdzić, że mam bagaż doświadczeń i wiem lepiej. Jakbym był Tobą, to bym teraz napisał coś w stylu: "Bo kajtek w wieku 26 lat to ledwo co studia skończył i gówno wie o życiu, a szczególnie o dorabianiu się, ale 14-latkowi może coś tam wyjaśnisz hahahaha :D" Niemniej, na poważnie, to doświadczenie nie ma tu nic do rzeczy bo Mark Zuckerberg dorobił się fortuny w wieku dwudziestu-kilku lat, czego i TOBIE życzę :) Determinacja i umiejętność bycia nieszablonowym jest potrzebna żeby osiągnąć sukces i wiek nie ma tu nic do rzeczy. Jak ktoś jest tchórzliwy, to zawsze znajdzie wytłumaczenie, że nie jest lekkoduchem. Dlatego ludzie tkwią w jednej pracy przez 30 lat bo nie mają odwagi podjąć ryzyka i zmienić firmy. Bo jest im wygodnie w starych dybach, wszystko juz znają, nic ich nie zaskoczy. Sam trochę taki jestem. Czaisz bazę, czy dalej będziesz powtarzał, ze nie jesteś lekkoduchem? Miej chociaż odwagę przyznać sie, ze nie masz takich jaj żeby zaryzykować jak Chris i coś zmienić, zrobić coś nieszablonowego, olać system i zakasać rękawy i wierzyć w siebie. Bo samo pracowanie na nędznym etacie, sprzątanie w domu i chodzenie do kościoła w niedziele nie zrobi z Ciebie człowieka sukcesu. O to mi chodzi, nic wiecej.

              • Masz 32 lata i (jesli masz) wziąłbyś dzieciaka na nocleg do kibla publicznego?...W sprawie wieku właśnie nie chodziło mi o to, żeby cokolwiek udowadniać, tylko o ostatni argument, który by mi mógł wytłumaczyć Twoje zachowanie w sposób racjonalny, skoro masz 32 lata i piszesz to co napisałeś, to cóż mogę rzec, to jest Twoje życie i to Ty decydujesz, obyś tylko nie wyrządził krzywdy swoim najbliższym, to była ciekawa i długa dyskusja, ale już wystarczy. Dziekuję i po raz ostatni pozdrawiam :)

                • Racjonalnosć to sprawa względna, dla mnie racjonalny jest ten, kto postępuje tak by było jemu lepiej, według jego interpretacji lepiej. Tobie jest lepiej w kapciach w cipełku, bez ryzyka 8-16, ale za to z pewną granicą finansową, sufitem, którego nie przekroczysz jeżeli nie podejmiesz ryzyka. Inni (np. Chris) wolą ryzyko, poświęcenie, które w przyszłości byćmoże pozwoli im przeskoczyć wiele barier. Ale ja nie oceniam, każdy ma swój wybór. Nie mówiłem też, że wolę to czy tamto. Po prostu staram się nie oceniać nikogo, ale nie znoszę beznadziejnej krytyki, wynikającej z tego, że samemu by się chciało mieć więcej, ale nie jest się na tyle odważnym by spróbować podjąć jakiekolwiek ryzyko. Mówienie w stylu "ja bym też mógł, ale szanuję siebie i bliskich", u nas w kraju to typowe. Każdy usprawiedliwia dlaczego sąsiad ma lepiej, ale tylko w negatywny sposób, nikt nie przyzna się, że po prostu sąsiad był bardziej przebojowy. Zazwyczaj albo ukradł, albo mu skapnęło, albo nie kochał dzieci i siedział w robocie....nigdy nie słyszałem "bo jest zaradny, a ja nie, bo mu sie chciało...". I podkreślam, nie mówimy tu o mnie! Tyle w temacie. Również pozdrawiam i życzę więcej dystansu :)

        • Jak widać, nie zrozumiałeś mojej wypowiedzi w ogóle. Ale masz do tego prawo, choć lepiej byłoby komentować coś, co się zrozumiało. A już porównywanie pogoni za pieniądzem (tak, za pieniądzem, nie za szczęściem!!!) do ratowania Żydów w czasie II WŚ jest kompletnym nieporozumieniem.

          • A Ty zrozumiales moją, brawo. Słuchaj, jak pieniadze Ci szczęścia nie dają, to po cholere pracujesz, z zasiłku też można żyć, na chleb starczy. Pozdro.

            • Ja akurat Twoją zrozumiałam i nie rozumiem Twoich porównań w niej zawartych ani zachwytu postawą człowieka, który doprowadził do takiego stanu, że jego dziecko było bezdomne. Rozumiem, że każdy ma swoje marzenia i każdy pewnie chciałby żyć na wyższym poziomie, ale trzeba znać granice. Mógł, powinien!, najpierw zadbać o dziecko, a potem zmienić swoje życie. To jest odpowiedzialność. Nie pieniądze są w życiu najważniejsze. A odnosząc się do Twoich innych wypowiedzi - ja mam lat 34 i 12 lat stażu w różnych pracach, skończone studia, mam własne mieszkanie i zaczynam budowę domu. Ty masz 32 lata i pewnie inne doświadczenia. "alessandro" ma 26 lat i też jakieś doświadczenia ma, są tacy co w tym wieku mają już 10 lat pracy za sobą. Ale on przynajmniej rozumie na czym polega bycie odpowiedzialnym. Nie można w ten sposób oceniać innych, że bierze się tylko wiek pod uwagę. My się różnimy pod innymi względami, bo mamy inne spojrzenie na życie. Życzę Ci w nim powodzenia i mam nadzieję, że nie doświadczy Cię okrutnie, jeśli tylko pieniądze będą się dla Ciebie liczyły. Być może jednak kiedyś zmienisz sposób myślenia i zrozumiesz, że to nie wokół pieniędzy powinno toczyć się życie. A podwyższać standard życia można bez narażania sowich najbliższych na takie ekstremalne sytuacje i jednocześnie szanując ich. Wierz mi, że w szacunku do ludzi (tym bardziej do swojej rodziny( nie ma nic złego ani wstydliwego. A ja mam akurat to do siebie, że uczciwie pracuję na to co mam, nie korzystam z zasiłków, a jeśli mi brakuje to biorę pracę dodatkową - ale nigdy w życiu nie naraziłabym swoich bliskich na utratę domu i tułanie się po ulicach. Taka różnica między odpowiedzialnością i miłością, a ryzykiem za wszelką cenę, nawet za cenę własnego dziecka. Również pozdrawiam po raz ostatni, bo dyskusja dalsza nie ma sensu.

              • Odnoszę wrazenie, że Krecikj23 i Alessandro to jedna i ta sama osoba ;) Odpowiedzialność, o której piszesz, to sprawa względna. Uważasz, ze Niel Amstrong lecąc w 1969 roku na ksieżyc zachowywał się odpowiedzialnie? Bo jeden powie, że tak, bo dokonał czegoś wielkiego, ktoś inny natomiast powie, że nie, że to był idiotyzm w tamtych czasach, przy zdolności obliczeniowej ówczesnych komputerów na poziomie dzisiejszych kalkulatorów, porwac się na coś takiego, to było skrajnie nieodpowiedzialne. Jego dzieci mogły stracić przecież ojca. Dobra, i tak tego nie zakumasz, napiszesz, ze porównywanie sytuacji jest bez sensu. Ale można też powiedzieć, że porównywanie Twojej sytuacji z sytuacją Chrisa jest również bez sensu. Dlatego zakończmy ten temat, bo rzeczywiście dalsza dyskusja nie ma sensu.

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu: