Film rozpoczyna się w 1964 roku. Młode małżeństwo wyrusza w swoją podróż poślubną. W trakcie podróży psuje im się samochód. Gdy świeżo upieczony małżonek wyrusza po pomoc na najbliższą stację benzynową, kobieta zostaje zgwałcona przez człekokształtną bestię, której oblicza nie dane nam będzie ujrzeć. Następnie akcja przeskakuje do 1981 roku. Pochodzący z gwałtu siedemnastoletni syn małżeństwa MacCleary jest poważnie chory, a lekarze nie potrafią wskazać źródła choroby. Podczas gdy rodzice wyruszają do miasteczka Nioba, miejsca gwałtu by poznać potencjalne źródło choroby syna, w nastolatku budzi się bestia i wyrusza on na łowy.
Wcielenie to horror w Polsce nieznany i niedoceniany. Na próżno szukać go w różnych zestawieniach najlepszych horrorów dekady (co nie jest zresztą bezpodstawne), mimo to obraz Phillipe Mora to produkt bardzo interesujący. Przypomina on dzieła Larry'ego Cohena, które nigdy nie były perfekcyjne w wykonaniu, ale zawsze bardzo pomysłowe i intrygujące. Podobnie jest w przypadku Wcielenia.
Reżyserowi Phillipe'owi Morze oraz scenarzyście Tomowi Hollandowi udało się ustrzec wejścia w jakieś konkretne konwencje horroru. Film uniknął ram gatunkowych i swobodnie miesza ze sobą różne motywy. Wprowadza to nieco chaosu do opowieści, ale z drugiej strony film uchronił się przed oczywistością i schematycznością.
Pełna recenzja na moim fejsubowym blogu Wieczorny Seans Filmowy. Link do fanpage'a na moim profilu.