występuje tu w głównej roli jedna z moich ulubionych ślicznotek - Mireille Darc. Wiem, że kiedyś snobowano sie na miłośników prozy iberoamerykańskiej, ale poza G.G. Marquezem nic mnie nie zainteresowało; no przepraszam, jeszcze Borges, ale ze względu na jego małe formy - głównie eseje czy coś w tym rodzaju.
Pomysłodawcą tego filmu był Julio Cortázar i to widać, film jest jednym wielkim absurdem, gmatwanina z poplątaniem, tam jest wszystko i tego wszystkiego jest stanowczo za dużo. Może gdyby to był teatr? Jak dla mnie oglądanie tego filmu to była katorga. A najgorsze te lewicowe idee. Okropne, wstrętne i nie smaczne....