Ostatni dobry (czyli taki, który w pełni wykorzystuje talent aktora) film z Robertem De Niro to "Siła strachu" z 2005 r. Później mój ulubiony aktor zaczął grać w słabiutkich filmach, którym gatunkowo bliżej do kina familijnego i przez to stracił on w moich oczach. Na szczęście TYM filmem udało mu się jakoś zrehabilitować ;-)
"Wszyscy mają się dobrze" to niesamowicie wolny, nostalgiczny film. Tak naprawdę nic się w nim nie dzieje. O tych wydarzeniach pełnych akcji czy dramaturgii dowiadujemy się z rozmów telefonicznych, a na pierwszym planie mamy podstarzałego wdowca (De Niro), śledząc każdy jego krok w jego wielkiej podróży. Genialne, pełne prawdy dialogi o otaczającym nas świecie dopełniają całości. Piękno tego filmu tkwi w REALIZMIE. To jeden z najprawdziwszych dramatów jakie w życiu widziałem. Do tego świetny Marianelli, jeszcze nigdy mnie nie zawiódł (choć to nie klasa "Pokuty", ale to przecież dwa różne gatunki filmowe).