Z tym filmem mam kłopot. Bo i De Niro uwielbiam i resztę towarzystwa i owszem. A i historia opowiedziana ciepło solidnie choć bez wzlotów. Historia o ojcu który ma dzieci a jakoby ich nie miał...I nic tu nie pomogą odwiedziny i zapewnienia, że się kochają i mają dobrze. Wędrówka ojca staje się drogą ku akceptacji życia jakim by ono nie było choć dalekie od marzeń czy ideałów. Życia jako wielkiego kompromisu zgody na to na co i tak wpływu nie mamy. Genialne sceny z małymi dziećmi, które ojciec cały czas widzi i z którymi tylko potrafi rozmawiać i ten smutek samotności w oczekiwaniu na szczęście i ciepło choćby tyciutkie tyciuteńkie. I wszystko tak! gdyby nie koniec niepotrzebny z innej bajki..... ale i tak warto