"Nie było psychologów. Nikt nam nie wytłumaczył śmierci naszych rodziców. Same o tym rozmawiałyśmy (5-letnie, 6-letnie dzieci). Same starałyśmy sobie to wytłumaczyć. Płacząc przy tych rozmowach".
Ten fragment rozłożył mnie na łopatki.
Zapamiętałam również wypowiedzi podkreślające, jak wiele dobra doznały polskie dzieci i w Iranie, i w Nowej Zelandii. Pewnie tak było. Archiwalne fragmenty filmów z tamtych czasów (wg mnie niezwykle cenne) mówią same za siebie. Od dzieci bije radość, choć smutek też bywa widoczny. Widać troskliwość z jaką zajmowali się nimi opiekunowie.
Wzruszający film, piękni ludzie.
Brawa dla twórców dokumentu. Wielki podziw dla jego bohaterów.