Zakochany Nowy Jork

New York, I Love You
2008
6,3 34 tys. ocen
6,3 10 1 34236
5,9 16 krytyków
Zakochany Nowy Jork
powrót do forum filmu Zakochany Nowy Jork

Który wam bardziej pasował?
Ja osobiście skłaniam się ku Paris.
W New York było mniej ciekawych historii.
Co wy o tym sądzicie?

użytkownik usunięty
Gemma_4

Paryż, zdecydowanie

ocenił(a) film na 9

huh mnie paryż nudził straszliwie w wypadku nowego yorku od poczatku do konca nie moglam oczu oderwac od monitora....różnimy sie i to jest w tym wszystkim najlepsze;-)

użytkownik usunięty
xxkholxx

Przepraszam ale zmieniam zdanie-Nowy Jork :)

ocenił(a) film na 6
Gemma_4

Paryż. I nie sądzę bym zmienił zdanie.
W 'Nowym Jorku' nie znalazłem zbyt wielu poruszających momentów - może ten z malarzem (o tym, że to Fatih Akin popełnił dowiedziałem się z napisów, także autosugestia spowodowana tym, że bardzo tego reżysera lubię w grę nie wchodzi) oraz - na pewno - scena z parą w restauracji (świetne, a najlepsze, że nie domyśliłem się).

użytkownik usunięty
Mr_Mey

nie napisales nic poza tym ze Ci sie podoblo. nudne

ocenił(a) film na 6

Na tym to chyba polega. Albo się podoba - w tym kontekście bardziej rusza, co zresztą zaznaczyłem - albo nie. W 'New York...' było mniej takich momentów.
Tyle.

użytkownik usunięty
Mr_Mey

Gdyby polegalo tylko na podoba, nie podoba, sztuka zatrzymalaby sie na rysowaniu patykiem po piasku










ocenił(a) film na 6

co za głębia... Pytanie było "który podobał wam sie bardziej" poprostu. Jezeli chcesz pogadac o zdjęciach, scenariuszu, emocjach odzwierciedlonych przez utalentowanych bądź mniej utalentowanych aktorów, załóż taki temat, a napewno ktoś podejmie z tobą rozmowe :) pozdrawiam

użytkownik usunięty
Michasia_2

podobac to sie moze Twoja babcia, albo nie dyletancie

nie rozumiem czego oczekujesz. ludze odpowiadają na pytanie zawarte w temacie, w dodatku uzasadniają swoje zdanie (czego Ty nie zrobiłeś- i nic się nie stało, w końcu nie jest to obowiązkiem, prawda? chociaż dziwi mnie, że nagle zmieniłeś upodobania, na początku Paryż, po chwili NY. ale ok, to nie mój interes. ;)
w każdym razie nie jestem za tak przykrymi docinkami na forach filmweba. pouśmiechajmy się trochę do siebie.

co do tematu- oba filmy mnie czarują mniej-więcej z taką samą siłą. bez zwycięzcy :)

ocenił(a) film na 7
Gemma_4

Paryż, zdecydowanie! Podobała mi się konstrukcja zamkniętych nowel i intrygujące pomysły. W NY było tylko kilka perełek, które mnie zauroczyły (historie Shekhara Kapura, Yvana Attala, Jamesa Mathersona i Natalie Portman).

A co do Paryża, to prawie wszystkie historie mają dla mnie to "coś" (no może oprócz noweli Doyle'a:))

ocenił(a) film na 5
Gemma_4

Paryż. Film bardziej magiczny. Nie mogłam się od niego oderwać. Muzyka i opowiedziane historie dużo bardziej przejmujące.

ocenił(a) film na 7
Gemma_4

Oczywiście, że Paryż.
Nowy Jork próbuje nawiązac do historii ludzi Zakochanego Paryża, ale jednak brakuje mu klimatu i mistycznego wymiaru.

Gemma_4

ZDECYDOWANIE PARYŻ, ALE TEN FILM TEŻ NIEZŁY ;)

ocenił(a) film na 8
Gemma_4

po obejrzeniu filmów zakochany Paryż i Nowy Jork, stwierdzam że raczej bardziej podobał mi się zakochany Paryż historie które zostały przedstawione w Paryżu były jakby nieco ciekawsze, ogólnie fabuła filmu jako całość wydała mi się bardziej przejrzysta i poruszająca. Jednak wracając do filmu zakochany Nowy Jork, uważam że nie był to zły film z pewnością , niektóre historie które zostały pokazane w tym filmie, są bardzo ciekawie opowiedziane przez twórców, i na swój sposób wzruszające. Widocznie Paryż zyskuje na tym że czuć w nim atmosferę starego miasta wręcz sentymentalnego, ale w końcu to "miasto zakochanych.

ocenił(a) film na 5
szpilkaDC

paryż tysiąc razy lepszy. nowy jork jest taki niespójny i w ogóle pozbawiony fajnego klimatu. ponadto kilka scen było dla mnie niezrozumiałych i nieklarownych ,ale już nie chce mi się drugi raz oglądać żeby dowiedzieć się jak to na prawdę było, bo szkoda czasu. chodzi mi konkretnie o scenę z tą śpiewaczką operową i młodym mężczyźnie w hotelu(?)

użytkownik usunięty
mirra

właśnie dlatego nowy jork jest ciekawszy ;)

ocenił(a) film na 6

Co do dyletanta... mówie tu do ciebie, znawco sztuki. Myśle że większość z nas interesuje się filmem tylko i wyłącznie w sferze rozrywki. Dlatego niektórzy oglądają komedie romantyczne bo po takim seansie czują się lepiej, inni są pasjonatami horrorów bo kręci ich poczucie strachu czy przypływ adrenaliny. Żadne produkcje z tych gatunków z reguły i w większości (przyznajmy szczerze) dziełami sztuki nie są, więc skończ pieprzyć o dyletantach skoro wypowiadasz sie na forum słabego melodramatu i twierdzisz że był to dobry film.

ocenił(a) film na 5
Michasia_2

a ja tu się nie zgodzę. po pierwsze nie wiem dlaczego większość osób nazywa filmy o miłości komediami romantycznymi. to dla mnie nie była komedia. może melodramat? to może przesada w drugą stronę. anyway, chodzi mi o to że filmy o miłości mogą być dziełami sztuki. oczywiście nie mówię tu o zakochanym nowym jorku, bo moją opinię na temat tego filmu wyraziłam wcześniej.

Gemma_4

NOWY JORK zdecydowanie
bardzo mnie dziwi, ze wiekscosc lubi paryż, mi sie wydawalo, ze tamte historie byly ambitne na sile i smutne. ktoras z postaci z "paris, je t'aime" powiedziala, ze "do paryza przyjezdzaja ludzie, ktorzy chca cos zmienic w swoim zyciu", czyli, jak dla mnie, ludzie ktorzy nie potrafia byc szczesliwi (tutaj mozna ostro polemizowac, ale to moj szybki tok myslenia). to czyni paryz smutnym miejscem (na podstawie filmu, ale mnie, w prawdziwym swiecie, tez nie oczarowal)

tymczasem NY byl zabawny i uroczy. scena ze staruszkami byla doskonala, pierwszy raz mialam cos takiego, zeby plakac ze smiechu i wzruszenia jendoczesnie. scena z podrywaczem i prostytutka, malzenstwem, podrywajacym sie przed restauracja, facetem ktory spontanicznie zabiera swoaja dziewczyne do rzymu, scena w taksowce na samym poczatku, w hotelu... delicje po prostu. tytul "new york, i love you" jak najbardziej adekwatny


gdyby ktos puscil mi te dwa filmy, a ja, na ich podstawie, mialabym wybrac gdzie zamieszkam, ani chwili bym sie nie zastanawiala

ocenił(a) film na 7
Anne_Perry

Paris był nudny jak flaki z olejem. Kompletnie nie oddawał klimatu tego miasta. Już pierwsza historyjka mnie znudziła, następnie czekałam na lepsze segmenty no i się nie doczekałam.
Cóż byłam tu i tam,zdecydowanie NY okazał lepsze oblicze miasta.
Ciekawsze historie,pełno humoru i dramatu.

użytkownik usunięty
Anne_Perry

O tak, polać Anne Perry ; P.

'Paris, je t'aime' oglądałam dość dawno, ale najbardziej zapadł mi w pamięć segment z Portman. Lubię takie historie, proste, a jednak pięknie opowiedziane. Najbardziej zachwycił mnie tekst postaci Portman, ten o porach roku, przemijającej miłości i sam monolog jej filmowego chłopaka. Piękne. Magia w słowach.
Przypominam sobie, że jeszcze historia małżeństwa, w którym bodajże żona była śmiertelnie chora (?) mnie zauroczyła. I chyba jeszcze jeden fragment mi się spodobał, ale nie jestem w stanie teraz odświeżyć pamięci.

Co do 'New York, I love you'... Na wstępie - cholernie spodobał mi się motyw przyjezdnej kobiety, która stanowiła spoiwo łączące historie wszystkich tych ludzi. W porównaniu z pierwowzorem jest to pomysł przydatny i oryginalny (bo wielu zarzuca wtórność i naśladownictwo, ale sądzę, że czasem niełatwo o nowatorskie pomysły; mnie to bynajmniej nie przeszkadzało). Wątek z Bradleyem Cooperem i tą blondynką kojarzył mi się z filmem 'Unmade Beds' (cały motyw z romansem Very, bardzo subtelne i magiczne sceny erotyczne, bazujące często na niedopowiedzeniach, polecam obejrzeć!). Historia ze śpiewaczką, chociaż dla mnie nie do końca zrozumiała, zachwycała samą obecnością Julie Christie. Gdy pojawiła się na ekranie w białej sukni z bukietem fiołków, nie byłam w stanie oderwać od niej wzroku. Coś niesamowitego, kobieta ma pewnie grubo ponad 60 lat, a jest taka piękna! Kamera musi ją kochać. Oba 'dialogi papierosowe', szczególnie Ethan Hawke z tą jego uroczą gadką ; D. Genialna historia dziewczyny na wózku aka aktorki, nieco absurdalna i zaskakująca. Również podczas wątku staruszków się naśmiałam - te dialogi, mistrzowskie! Aktora pamiętam wciąż z roli eks-scenarzysty w 'Holiday', uroczy starszy pan, gdziekolwiek by nie grał. Historia malarza i Chinki oraz wątek z Bloomem i Ricci też mi się podobały (ten drugi mógłby nawet być rozwinięty na pełnometrażówkę, jak już ktoś w jakimś temacie zauważył). No i się powtórzę, ale ta babeczka z kamerą świetna - aż chce się wsiąść w samolot, wziąć kamerę/aparat do ręki i szukać, jak ona, ulotnych i magicznych chwil codzienności - zwykłych, a jednak niesamowitych. Takie filmy pokazują, że warto żyć dla tych chwil. Jestem na tak, duże i oczarowane TAK.

ocenił(a) film na 6
Gemma_4

Paris! Zdecydowanie!
Historie były bardziej oryginalne (jak np. ta z parą mimów), wydaje mi się, że też ciekawiej technicznie zrobiony. Świetna rzecz.

użytkownik usunięty
Gemma_4

NY - ZDECYDOWANIE! Paryż był nuuuudny i zupełnie nie trafiła do mnie klima tego filmu. Może dlatego, że nie jestem miłośnikiem tego miasta.

ocenił(a) film na 8
Gemma_4

Zdecydowanie NY. W Paryżu większość historii potraktowano po macoszemu, zostawiając niedosyt, tak jakby miano się zmieścić w danym przedziale czasowym, mniejsza o atmosferę. W NY jest dużo gadania ale i niemego napięcia, któremu dano wytrwać. To wg mnie najlepiej buduje atmosferę i zostawia ślad w widzu, bo daje mu chwilę sam na sam z daną sceną, tak, żeby mógł ją w pełni poczuć.

ocenił(a) film na 8
Gemma_4

New York, State of Mind! po obejrzeniu filmu miałem ochotę żyć - biegać, skakać, śmiać się, kochać. przy Paryżu niestety nie czułem nic, choć i tu były świetne momenty.

ocenił(a) film na 6
Gemma_4

"Zakochany Paryż" oczywiście. Sądzę, że te dwa filmy w ogóle nie są porównywalne. Nie to, że jeden nie dorównuje drugiemu (choć moim zdaniem tak jest), ale to są dwa zupełnie inne klimaty. "Zakochany Nowy York" jest dużo prostszy w odbiorze, ma parę naprawdę dobrych momentów (jak małżeństwo, o którym już kilka razy było powyżej), ale ogólnie jest dosyć tendencyjny- pokazuje pewne uczucie między ludźmi, które jest bardzo zwyczajne, tak zwyczajne, że aż codzienne bym powiedziała. Wszyscy są tam najzwyczajniejszymi ludźmi. Przez co nie ma w sobie tej magii. Że o kadrach, które w "Zakochanym Paryżu" również były bardziej oryginalne i świeże, nie wspomnę.

Choć to tak jakby porównywać dramat z komedią romantyczną. A one rządzą się zupełnie innymi prawami.