z "wzajemnością" z obsadą radiowozu w Nowym Jorku :) Jak widzę te sceny zawsze uśmiecham się pod nosem :) Choć to niejedyne obciachowe urywki ;)
Zmontowany z najgorszych odcinków, właściwie tylko po to, żeby pokazać jak skuteczna jest "nasza ukochana" Milicja, jakim dysponuje sprzętem. Strach się nie bać.
Zupełnym kretynizmem jest fakt, że zagraniczni gangsterzy mówią po polsku, to znaczy niby nie po polsku, ale trudno się połapać.
postaci papierowe (w szczególności te czarne charaktery, choć Tomaszewski zagrał przyzwoicie), obok niezłych, ciętych, trafnych (i dosyć ordynarnych, jak na tamte czasy) tekstów milicjantów, cienkie i sztywne monologi tego "Cappuccina" (zgodzę się z tym, co ktoś napisał, że to kretyńska ksywa), zwłaszcza ten: "zaraz...
więcej
Dla poprawy humoru można obejrzeć Piotra Fronczewskiego w roli "Wściekłego Kojota śmiertelnie nienawidzącego białego proszku" lecz jeśli ktoś oczekuje ciekawego filmu sensacyjnego - zawiedzie się.
Ogólnie radzę pominąć tą pozycję ale na upartego...
5/10
Wszystko tu jest strasznie słabe: dialogi gorsze niż w jakimś tandetnym spaghetti westernie, patetycznie recytowane: Cappucino-Kopiński, byłam zażenowana zarówno aktorstwem, jak i drętwotą scenariusza. Nie dziwota, że po ukazaniu się w kinach, film zebrał druzgocące recenzje.
siermiężne dialogi, kiepscy aktorzy kiepsko grają (może z wyjątkiem Fronczewskiego). W takiej PRL-owskiej rzeczywistości się żyło. "Dlaczego on tak krzyczy? Rozmawia ze Słubicami. A nie może prze telefon?" :))))
Ubrali go tam tak jakby dopiero co wrócił z Polski i to z lat 50. I on miał grać gliniarza z Interpolu? Przecież w takich łachach to wyglądał jak jakiś biedak