Chodzę do liceum ogólnokształcącego i uważam, że za mało się ogląda i omawia w szkole filmów. Jak już się ogląda to filmy edukacyjne, pomagające nauczycielowi wytłumaczyć dany temat lekcji.
Brakuje mi typowego kina artystycznego, na którym młodzież mogłaby poznawać kulturę, zamiast czytania wierszyków nieustanne. Takie lekcje pomogłyby "rozwinąć" widownię i nie byłoby takiego boomu na telenowele. Są kółka zainteresowań filmem w szkole, ale to moim zdaniem za mało. Na języku polskim powinno się oglądać światowe kino artystyczne, a nie, co zauważyłem, mówić o filmach Bergmana, nawet ich nie oglądając. Uwierzcie: w podręczniku do polaka miałem kawałek scenariusza filmu Bergmana i go omawialiśmy, a logiczne jest że lepiej go obejrzeć. A u siebie w szkole mam rzutnik i filmy ogląda się PRAWIE :) jak w kinie. W minionym roku szkolnym obejrzyliśmy jeden film: "Gladiator" i to na historii - po to żeby wiedzieć jakie były stroje, jak walczono, takie tam.
Proszę o opinie.
Przypomnę: bez pozwolenia dystrybutora nie można oglądać żadnego filmu w szkole, a nawet więzieniu, czyli w dwóch podobnych miejscach. Więc ciesz się z tego co widziałeś;) Zresztą ja odnoszę się do tego zakazu jak większość z Was i mam o nim takie samo zdanie, którego oczywiście publicznie nie wyraże.;)
No to trzeba dogadać się z dystrybutorami. Chyba by pozwolili. A co do tego, że nie jest to nielegalne: w codziennym życiu wiele razy łamiemy prawo - chociaż o tym nie wiemy, np. dowiedziałem się że nie można pożyczać pieniędzy znajomym bez zgłoszenia tego w Urzędzie Skarbowym czy gdzieś tam. Nasz kraj jest chory. Myślę jednak, że nikt problemu by nie robił z powodu puszczenia filmu w szkole. Ale nic nie wiadomo ;)
W tym kraju wsadzają za byle gówno (patrz na akcje z napisy.org), a wracając do tematu...
...ja mam mieszane uczucia co do twojego pomysłu. Zgadzam się, że puszczanie filmów urozmaiciło by lekcje polskiego czy historii, poprawiłoby to także wiedzę na temat kinematografii. Większość osób z mojej klasy w liceum nie wie kim jest Kurosawa, Kieślowski czy Has. Można by oglądać filmy, zrobić kilka lekcji na ten temat, ale wszystko ma swoje minusy. Ja wręcz nienawidzę oglądać filmów na zajęciach szkolnych. Dla mnie to męczarnia! Wszyscy gadają, śmieją się i weź oglądaj w takich warunkach wielkie obrazy. Ktoś powie, ale zawsze możesz je obejrzeć w domu, ...no tak, ale wtedy nic mnie już nie zaskoczy :/ Poza tym sam wiem, że gdyby mi jeszcze 2 lata temu puścili takie produkcje jak: "Słoń", "Trzy kolory: Niebieski" czy "Rękopis znaleziony w Saragossie" to zwątpiłbym we wszystko co mnie otacza. Podsumowując, ja jestem na dzień dzisiejszy na NIE! ...choć jutro mogę powiedzieć zupełnie co innego.
pOZDRAWIAM i gratuluje ciekawego tematu! ;)
Ja uważam, że puszczanie filmów w szkole to nie jest za dobry pomysł. Dzieciarnia gada, krzyczy, dodatkowo kino ambitne i artystyczne będzie nudzić i nic więcej. Lepsza są kółka zainteresowań, b tam są ludzie naprawde tym zainteresowani. A tak to wszyscy wolą głupkowatyc Piratów z Karaibów aniżeli powiedzmy Ojca Chrzestnego czy Skazanych na Shawshank.
Jak byłem w liceum to na Woku wraz z kumplem zrobiliśmy lekcję o filmach. Nie było tak źle. Babka pochwaliła, że wiedzę mam większa od niej itp. (dosyć schlebiania) i klasa była tym bardzo zaciekawiona. Oczywiście film Piła znali wszyscy, ale juz Lista Schindlera kojarzona była przez może 7 osób, ale mniejsza z tym. Wszystkim się podobało, bo jednak film to coś bardziej przystępnego niż poezja.
W podstawówce i gimnazjum oglądałam bardzo mało filmów - jeśli już, to były jakieś dokumenty, filmy edukacyjne lub ekranizacje lektur. Za to w liceum już się poprawiło - co prawda nadal dominowały filmy związane z tematem lekcji, niemniej jednak zdarzały się chlubne wyjątki - w dodatku parę razy się zdarzało, że gdy na lekcję przychodziło mało osób lub był koniec roku, oglądaliśmy filmy na DVD, których chlubnym dostarczycielem byłam głównie ja :> W liceum obejrzałam na lekcjach:
"Absolwent" - niecały, na języku polskim, przyniesiony przeze mnie na lekcje na koniec roku; lud chciał coś obejrzeć, by się nie nudzić, no i wybór padł na niego - ludziom średnio się podobał, aczkolwiek parę razy się zaśmiali
"Całkowite zaćmienie" - niecały, na języku polskim, bo przerabialiśmy akurat francuskich poetów modernizmu, m. in. Rimbauda - ludziom średnio się podobało ze względu na tematykę gejowską - jedna dziewczyna stwierdziła, że 'jakby robił to ładny chłopak z ładnym chłopakiem to jeszcze, ale DiCaprio z takim oblechem?!", niemniej jednak, gdy potem udało mi się zdobyć ów film na DVD i zaproponowałam jednej z dziewczyn z naszej klasy, że jej pożyczę, chętnie się zgodziła - po oddaniu filmu stwierdziła, że całkiem jej się podobał :)
Dekalog I, V, VI, IX - puszczali jeszcze II, ale akurat wtedy byłam chora, wszystkie części były w pełni puszczane na religii (ksiądz nam puszczał w ramach omawiania poszczególnych przykazań), poza filmami widzieliśmy jeszcze parę komentarzy Piesiewicza i aktorów, ludzie oglądali raczej kulturalnie, parę razy się zaśmiali (ale nigdy w nieodpowiednich momentach), jedna dziewczyna okropnie przeżywała Dekalog IX od punktu kulminacyjnego
"Frida" - niecałą, na angielskim, bo było mało osób; filmem zainteresowane były głównie dziewczyny, parę z nich nawet się mnie potem pytały, jak się skończyło :)
"Imię róży" - niecałe (zostało nam 10 minut do końca!!!!!), na polskim, jako uzupełnienie wiadomości o średniowieczu, ludziom się podobało, szczególnie scena miłosna :> Zaraz potem, jak puszczali 'Imię róży' na Polsacie, wszyscy oglądali, by poznać zakończenie :)
"Obywatel X" - na religii, jako wprowadzenie do omawianie Dekalogu, na ludziach zrobił spore wrażenie
"Pasażerka" - na polskim, jako uzupełnienie informacji o literaturze wokółobozowej
"Patch Adams" - na religii, nie mam pojęcia z jakiej przyczyny ksiądz nam puścił :)
"The Ring - krąg" - przy omawianiu grozy romantycznej, jako przykład współczesnej grozy - większość ludzi była po obejrzeniu amerykańskiej wersji i nie odpowiadała im wersja japońska; potem mieliśmy napisać recenzję na ocenę - nie chwaląc się powiem, że dostałam piątkę :>
"Titanic" - niecały, z niemieckim dubbingiem :D, na niemieckim - ludzie mało się co przejmowali, bo nie było polskiego tłumaczenia, a niemiecki i tak większość z nas znała szczątkowo ;)
"Nad Niemnem" - niecałe, na polskim, bo ekranizacja lektury - mało kto oglądał, reszta osób robiła co innego :>
"Życie i cała reszta" - niecały, na angielskim, gdy było mało osób, ludziom kompletnie się nie podobało i głośno wyrażali swoją niechęć do tego filmu, jedna dziewczyna stwierdziła, że miałaby coś ciekawszego do roboty niż 'oglądanie głupot', inna dziewczyna jako chyba jedyna powiedziała, że jej się podoba, zapewne po to, by mnie pocieszyć (film pochodził z mojej kolekcji)
"Folwark zwierzęcy" (animowany) - na polskim, jako ekranizację lektury do wyboru; ludziom bardzo się podobało, ale traktowali ten film głównie jako bajkę dla dzieci :> , jednemu chłopakowi się nie podobało, bo wcześniej przeczytał książkę i non stop porównywał do niej film
Informacje dodatkowe: ogólnie rzecz biorąc większe zainteresowanie filmami przejawiały dziewczyny niż chłopaki.
Macie rację, że niektórzy uczniowie mogą gadać. Ale czy nie gadają na każdej normalnej lekcji?
Jak oglądaliśmy wyżej wspomnianego "Gladiator" to mimo, że duża liczba osób go oglądała - to i tak zainteresowanie było spore i nikt nie przeszkadzał w oglądaniu. Gdyż jako uczeń przekonałem się na swojej skórze, że lepiej oglądać taki film niż siedzieć na lekcji i modlić się, żeby nauczyciel Ciebie nie zapytał. I tak właśnie określił nam nauczyciel zasady: albo cicho oglądamy albo normalna lekcja (w tym zapytaniem 3 osób lub zrobieniem kartkówki). Ten film oglądało nas 2 klasy (moja matematyczna i biochem), czyli ponad 50 osób. Mimo że nie było humanistów - zainteresowanie było spore, bo ludzie kochają dobre kino - tylko niektórzy jeszcze o tym nie wiedzą.
A nauczyciel od historii już więcej nie puścił filmu, gdyż... nie mógł stracić(?) lekcji i to jest straszne. Dla mnie przynajmniej.