Podzielcie sie jakimis ulubionymi filmami, ktore sa interpretowane przez odbiorcow na przerozne sposoby (kazdy odbiorca ma swoja indywidualna wersje co do wydarzen/wydzwieku/sensu)... Ja moze podam te najbardziej oczywiste reszte pozostawiam dla Was...

1. Donnie Darko - dla mnie to nic innego jak podroze w czasie i roznych przestrzeniach, przemieszczajacy sie ludzie nie zawsze sa pewni tego co sie wokol nich dzieje, a sam bohater do samego konca do momentu smierci nie jest tego swiadom, ze potrafi zmieniac rzeczywistosc...

2. Mulholland Drive - lesbijska milosc opowiedziana z roznych kadrow, ujec, przepleciona zdarzeniami bardzo do siebie podobnymi, ktorych sens jak i zwiazek z glowna historia jest conajmniej dyskusyjny. Role Rity i Betty sa naprzemiennie przeplatane ze soba, oznaczaja nic innego jak jakiegos rodzaju zawod, ktory zamienia je obie rolami...

3. Alien 3 Special Ed. - tu pewnie zostane zrugany ale jako fan trylogii odrzucajacy 4 czesc uwazam, ze to sen Ripley dryfujacej w kosmosie. Bardzo brudne kolory, wszedobylska religijnosc, monstrualna ilosc odniesien, ujec, motywow religijnych, obcy jako wyslannik piekiel, ona jako meczennica noszaca w sobie zalazek tego wszystkiego co zle, niescislosci fabularno-logiczne (jako latwe wytlumaczenie niektorych z...banych motywow i porzuconych koncepcji hehe), smierc Newt i powrot Obcego jako najwieksze koszmary objawiajace sie po tak traumatycznych wydarzeniach. Kadry, w ktorych nie ma Ripley to tylko dodatek rzeczy ktore moga sie ujawnic podczas snu, sam mam czesto takie akcje ze snia mi sie osoby nieznane, widziane pierwszy raz.

Prosze o wyrozumialosc, bo temat i te przemyslenia sa wysoce subiektywne...

Filmweb A. Gortych Spółka komandytowa